Slider

Nadchodzą Święta Wielkanocne. Najważniejsze święta naszej chrześcijańskiej cywilizacji. Bardzo wielu już o tym zapomniało. Dlatego modnym staje się spędzanie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego poza domem.

Oczywiście w dobrym hotelu. Oczywiście z babcią i dziadkiem. A nawet jakąś atrapą zajączka na stole. Nie baranka, bo ten źle się kojarzy. Niektórzy to propagują, inni są z takiego spędzania czasu dumni. Cóż, nie wszyscy są wierzący. Ale nie trzeba być wierzącym, by kultywować tradycję.

A tradycja to podstawa naszej tożsamości. I narodowej, i chrześcijańskiej, ale też europejskiej, niezależnie co różni lewaccy myśliciele o tym myślą. Jeśli ją w sobie zniszczymy, jeśli nie przekażemy jej naszym dzieciom, staniemy się nie Europejczykami, nie Polakami, a burakami.

Wielu wybiera bycie Europejczykiem. Wydaje im się, że jest to możliwe poprzez odrzucenie tradycji narodowej, polskiej. Czyli tak naprawdę odrzucenie bycia, czucia się Polakiem, nie mówiąc już o byciu chrześcijaninem. Ich sprawa. Nikt nikomu niczego nie narzuci. Każdy wybierze sobie sam.

Takie klasyczne wręcz buractwo reprezentują często ludzi o dość marnym poziomie ogólnej kultury osobistej , czyli najczęściej i wykształcenia ogólnego, wśród nich i ci, którym się w życiu powiodło finansowo. Są więc i szarzy obywatele, którym TV zupełnie poprzestawiała w głowie, i ci mający łeb do interesów, i ci, zajmujący zbiegiem losu ważne i dobrze płatne stanowiska, często w tzw. korpo. Czyli rozrzut jest spory.

Łączy ich jedno – pogarda do tradycji.
„Mnie nieświęcone tak samo smakuje jak święcone, więc nie muszę z tym głupim koszyczkiem do kościoła pędzić” – słyszę od jakiegoś człowieka sukcesu (?). „Zresztą, może żona zabierze dzieci. Ale to w ogóle to cyrk” – stwierdza, a wtóruje mu podstarzała matrona z pretensjami do wiecznej młodości.

Bo najważniejsze dla nich jest być nowoczesnym. A nowoczesny człowiek to nowoczesny dom, nowoczesny samochód, nowoczesny sprzęt rtv/agd, nowoczesne wczasy w nowoczesnej Hiszpanii albo na nowoczesnych Malediwach. No i nowoczesna żona/nowoczesny mąż, ale najlepiej to nowoczesny partner i partnerka. A wszystko z przedrostkiem europejski.

No i oczywiście nowoczesność to nie kościelna procesja, nie święcenie żywności, nie błogosławieństwo dzieci, nie ksiądz, nie ochrona życia. To wszystko to moher i zabobon.
Bo przecież tysiące ludzi szuka największymi teleskopami życia we Wszechświecie. I już, już, o krok… A ci ze stajenką i osiołkami wyjeżdżają. I z facetem, który niby miał przez swoją śmierć świat zbawić od grzechu i szatana.

Jak patrzę na te ponowoczesne zombi to najzwyczajniej w świecie robi mi się ich szkoda i w te piękne Święta po prostu się za nich pomodlę. Bo szkoda mi, że ich dzieci nie będą miały tych wspaniałych Świąt, na które się czekało, a pojadą do Bukowiny Tatrzańskiej na syty obiad świąteczny. Jakby im w domu brakowało.

Tradycja i tożsamość to także nadawanie imion. Akurat temat bardzo na czasie w mojej rodzinie. Imiona nadawano kiedyś na cześć. Czy to przodków, których chciano uszanować, czy to słynnych postaci z historii cywilnej czy religijnej. Imię kogoś miało symbolicznie stanowić ciągłość pomiędzy osobą, która odeszła, a dzieckiem. Wyrażenie szacunku dla tej osoby. Utrwalanie pamięci. Miało też niejako powodować przeniesienie cech tej szanowanej osoby na nowo narodzone. Prawda, jaki zabobon? Ale kultywowały go – i nadal to czynią – największe rody Europy. I zwyczajni ludzie także. Dwa tygodnie temu z ciekawością czekałem tego, jak moje dzieci nazwą swoje dzieci. Dziś wiem, że mam wnuczki o imionach Maria Danuta i Zofia Janina. I łączą te imiona w sobie i rodzinną tradycję, i tradycję religijno-narodową.
Niedawno ucieszyłem się, kiedy znajoma powiedziała mi, że jej bratankowi nadano imię Julian. Zapytałem – czy to z powodu przodka, czy jakiejś znanej postaci? Nie – odpowiedziała. To na cześć króla Juliana. A który to król – zapytałem, niepewny swej wiedzy historycznej. Nie zna pan króla Juliana? To taki lemur, z kreskówki dla dzieci.
Opadła mi szczęka do kolan. Rodzice nadali swemu potomkowi imię po lemurze. Czyż może być większe buractwo?

Więc szanowni księża – jak będziecie chrzcić kolejnego Juliana, to być może nie należy do pamięci przywoływać świętego Juliana z Tarsu lub Juliana Szpitalnika, ale świętego Króla Juliana – Lemura.

A rodzicom Juliana na przyszłość bym doradził, że jak ich dziecko dorośnie, niech nie mówią mu, że pierwowzorem dla jego imienia był lemur. Niech już będzie Julian Tuwim, nasz wielki poeta. Fakt, że Żyd, ale całkiem polski. I walczący z buractwem.

Andrzej Talarek

 

2 Komentarze o: Buractwo czy nowoczesność [FELIETON]

  • Żeby skomentować ten tekst muszę posłużyć się fragmentem autora „Takie klasyczne wręcz buractwo reprezentują często ludzi o dość marnym poziomie ogólnej kultury osobistej”, ten tekst to klasyczne buractwo. Autor chciałby żyć w świecie w którym to on ustalałby zasady i każdy kto nie zachowuje się tak jak on byłby burakiem i idiotą, ale Panie Andrzeju świat tak nie działa. To ze Pan wierzy w Boga nie oznacza że ktoś kto nie wierzy jest burakiem i musi kultywować tradycje wiążące się z wiarą w tego Boga. To każdego prywatna sprawa jak spędzi ten okres, jeśli chce spędzić ten okres wspólnie z rodziną to chyba bardzo dobrze prawda ? , a czy spędzi je w kościele z koszykiem z oświączką czy na Wyspach Galagos to już jego prywatna sprawa.

  • Drogi Panie, o swoim buractwie i karłowatości moralnej nie raz Pan już przekonywał, chyba tylko po to aby podsumować całość ładną kompozycyjną klamrą w postaci tegoż tekstu i udało się. Ostatecznie udowodniłeś Pan to właśnie tym wpisem. Ze swojej strony, aby zbytnio się już nie rozpisywać i ostatecznie zakończyć komentatorską wojną mogę jedynie zacytować klasyka…

    „Próżnoś repliki się spodziewał, nie dam ci prztyczka ani klapsa.Nie powiem nawet „Pies cię jebał”, bo to mezalians byłby dla psa.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider