Slider

No więc po kolei, bo z Panią można dyskutować i nawet jeśli jest to dość ostra dyskusja, to nie skręca na uwarunkowania personalne. Pewnie Pani to zauważyła, że celowo zderzyłem te dwa odległe fakty: to pragnienie wojny wyrażane wtedy nie tylko przez borowskich chłopów, ale dość powszechne, i to nie tylko w na ziemiach polskich, ale w Europie.

Za długi był czas pokoju (względnego, oczywiście, ale teraz w Europie też 20 lat temu mieliśmy wojnę) za dużo było niezadowolonych z istniejącego stanu rzeczy i bardzo wielu pragnęło ten stan odmienić. Najlepszym sposobem dla większości był wojna. Ona miała zmienić istniejący porządek rzeczy. My też długo, bardzo długo, żyjemy w pokoju, i tak jak tamci chłopi większość z nas nie wyobraża sobie, co oznacza wojna, głów, cierpienie, choć może jesteśmy ciut od nich mądrzejsi, bo oni znali co najwyżej potyczki ułanów, a my znamy ich Wielką Wojnę i znamy też Oświęcim.

Bardzo wielu młodych ludzi, od Polski przez Hiszpanię Anglię czy Niemcy po Amerykę, jest niezadowolonych z istniejącego stanu rzeczy, kontestuje go i pragnie zmian, pragnie obalenia (choć mówią o zmianie) istniejącego porządku. Ja nie twierdzę, że to może zaowocować nową wojną światową, świat jest jednak inny.

Ale na pewno może zaowocować narastającą destabilizacją naszego ładu, jaki by on nie był. I tu dochodzę do początku Pani wywodu – tym, że „Przez lata przyklaskiwałam większości Pana opinii na różne tematy, w szczególności broniące wiary”. Więc Pani zdaniem ja w tym felietonie nie bronię wiary? A jeśli tak, to może ją atakuję, bo przecież nie jestem wobec niej obojętny.
Pisze pani, że naoglądałem się tvn-ów i Polsatów, co zupełnie skrzywiło mój ogląd Marszu Niepodległości, który był pewnie wg Pani marszem stricte religijno patriotycznym. Otóż powiem Pani, bo przecież Pani nie wie, że nie oglądałem ani przez moment marszu w żadnej telewizji. Dodam, że oglądam prawie wyłącznie Polsat, ale w tym dniu akurat i w nim Marszu nie oglądnąłem. Jak pisałem, posłużyłem się oczami Gościa Niedzielnego, który jest moim tygodnikiem już choćby dlatego, że co dnia dostaję od niego mejla ze” Słowami najważniejszymi”

.Jak Pani jest ciekawa, co to takiego, może Pani zaprenumerować. I w swoim felietonie zrelacjonowałem to, co widział Gość Niedzielny aparatem swego reportera i co potem opublikował na portalu. Niczego więcej. Ja wiem, że większość ludzi to byli – jeśli nie nobliwe starsze panie z obrazami Chrystusa – to przynajmniej najzwyklejsi obywatele, którzy chcieli swoim uczestnictwem podkreślić swój patriotyzm. Ale wiem też, że ruchy radykalne, które dokonywały w historii przewrotów, a potem często rzezi, to znikoma, ale hałaśliwa mniejszość, która perswazją przekonuje niezadowolonych, a innych zmusza siłą.

To pierwsza rzecz. A druga to taka, że – dziwię się, że to Panią nie poruszyło – jest fatalnym, jeśli w pochodzi zawierającym właśnie takich ludzi, nawet jeśli by ich było tyle ile rodzynek w drożdżówce, niesie się obrazy Chrystusa, który zapewne także dla nich umarł na krzyżu, ale którego umieszczanie w takim towarzystwie jest po prostu bluźnierstwem.

Nie dostrzega Pani bluźnierstwa? Nie rusza Pani wykorzystywanie religii i Kościoła (chociaż on na szczęście nie dał się wykorzystać jako instytucja) jako towarzystwa w głoszeniu przemocy, nienawiści, rasizmu? Bo mnie rusza. Stąd ten felieton. I stąd moje propozycja, że jeśli ktoś z tych młodych gniewnych chce Boga, niech idzie do spowiedzi, do komunii i co niedziela uczestniczy we mszy świętej. To naprawdę wystarczy, gdy pokażemy, że kościoły w Polsce są pełne, że ludzie są pobożni, że przejmują się naukami Chrystusa (a także papieża. Bo tego, że ci młodzi ludzie, których agresja jest widoczna choćby na portalach, bo akurat w Marszu ich „utemperowano” co chyba dla wielu było przykre (jeden z nich już chce mnie pobić jako starego komucha, ale nie pękam), to oni raczej w kościele są rzadkimi bywalcami.

A teraz wróćmy na chwilę do Wielkiej Wojny i odzyskanie niepodległości. Tak, w pełni podtrzymuję mój pogląd, że o niepodległości nie zdecydowała krew walczących Polaków, a sytuacja polityczna i kaprys Wilsona (przekonanego przez Paderewskiego). Tak samo nie zdecydowały w pierwszej wojnie, kiedy praktycznie przez cała wojnę nie mieliśmy swojej armii, bo akurat Legiony nie były polską armią, tylko niezbyt liczebną grupą żołnierzy będącą częścią armii austriackiej.

Ja pięknych legend nasłuchałem się w dzieciństwie i jestem na nie odporny w starości. Jak Pani zapewne wie, (za Wikipedią) 16 sierpnia 1914 w Krakowie powstał Naczelny Komitet Narodowy. W założeniu miał być najwyższą władzą wojskową, polityczną i skarbową dla Polaków zamieszkujących Galicję.
Polityka NKN była proaustriacka i od początku zmierzała w kierunku utworzenia monarchii trialistycznej: Austro-Węgiersko-Polskiej. I teraz zapytam Panią – jeśli tak światli ludzie nie śnili nawet o wolnej Polsce, to cóż mogli wiedzieć chłopi z Borowej?

Z inicjatywy NKN były tworzone Legiony Polskie u boku armii austriackiej. Polityka władz austriackich była powstrzymywana przez Cesarstwo Niemieckie, odgrywające w sojuszu z Austro-Węgrami rolę dominującą i niechcące dopuścić do zjednoczenia ziem polskich zaboru rosyjskiego i austriackiego pod berłem Habsburga. Dla Berlina było to niepożądane ze względu na znaczące wzmocnienie pozycji Austrii i realne zagrożenie polską irredentą wobec ziem polskich zaboru pruskiego.

Ale oczywiście Legiony powstały a w nich I Brygada, choć na początku był Legion Wschodni I Legion Zachodni z dowódcami odpowiednio – gen. Adam Pietraszkiewicz w zachodnim gen. Rajmund Baczyński (do 25 września 1914), później gen. Karol Durski-Trzaska
Potem były trzy brygady, ze słynną Pierwszą, którą przez chwilę dowodził sam Piłsudski.

Jak walczyły Legiony? Walczyły z armią rosyjską. Czyli po stronie państw centralnych, w tym Niemiec, nie Ententy.
najważniejsze stoczone bitwy to:
Laski oraz Anielin (22 – 26 października 1914),
Mołotków (29 października 1914),
Łowczówek (22 – 25 grudnia 1914),
Rokitna (13 czerwca 1915),
Jastków (31 lipca – 3 sierpnia 1915),
Kostiuchnówka (4 – 6 lipca 1916).

20 września 1916 Legiony przeformowano w Polski Korpus Posiłkowy. 10 kwietnia 1917 oddziały legionowe zostały ponownie przeformowane w Polską Siłę Zbrojną (Polnische Wehrmacht). Gdy większość żołnierzy (z I i III Brygady) odmówiła przysięgi na wierność obcym monarchom, oddziały te zostały częściowo rozwiązane. Legionistów (byłych poddanych rosyjskich) internowano w obozach w Beniaminowie (oficerowie) i Szczypiornie (podoficerowie i szeregowcy). Pozostali, którzy odmówili przysięgi, a posiadali obywatelstwo austriackie, zostali wcieleni do wojska austro-węgierskiego i wysłani na front włoski.

Legioniści, w tym zdecydowana większość II Brygady, którzy złożyli przysięgę zostali także przekazani pod dowództwo austriackie jako Polski Korpus Posiłkowy. Formacja istniała do pokoju brzeskiego z Ukrainą. W proteście przeciwko warunkom tego traktatu żołnierze PKP, pod wodzą Józefa Hallera dokonali przejścia linii frontu pod Rarańczą w nocy z 15 na 16 lutego 1918. Legioniści, którym nie udało się przebić na stronę rosyjską byli internowani w obozach na Węgrzech
Nie wiem, czy to pani przyzna, ale na miliony żołnierzy, te 15 tys. legionistów to był niezauważalny okruch wojny. Zapewne znaczniejszy wkład osobowy wnieśli do wojny obywatele różnych państw polskiego pochodzenia, których wzięto siła do wojska. Czy Pani zdaniem oni też walczyli o wolną Polskę? Czy może o Niemcy, Austrię czy Rosję? Bo ja dokładnie tak uważam.

A że mamy wolną Polskę? To zbieg okoliczności, jak to już mówiłem. W II wojnie światowej nasze wojska były bez porównania liczniejsze od Legionów, a i tak zrobiono z Polską co chciano. Jałta, Poczdam i takie tam. A potem żaden Wałęsa, żaden KOR, tylko kolejne historyczne zbiegi okoliczności.
Smutne to jest, gdy z rozgrywającego stajemy się pionkiem, ale taka jest prawda. Jesteśmy pionkiem na szachownicy świata i bzdurzenie o Wielkiej Polsce, wyrażane także w czasie Marszu, o trójmorzu, międzymorzu etc, jest tak samo realne jak międzymorze Tolkiena.

A co do strat w Wielkiej Wojnie – to było wśród żołnierzy 8,5 mln zabitych, 21,21 mln rannych, 7,7 mln zaginionych i jeńców, łącznie 37,5 mln. Do tego proszę sobie doliczyć straty wśród ludności cywilnej, bliżej nieznane, no i na koniec, jako jeden ze skutków Wielkiej Wojny, wielomilionowe straty zabitych i rannych w walkach wewnątrz Rosji po rewolucji bolszewickiej.

Pozdrawiam Panią. Miło mi było.
.
A poniżej sama krytyka Pani Doroty, opublikowana na facebooku, więc publicznie

Dorota Sobusiak Przez lata przyklaskiwałam większości Pana opinii na różne tematy, w szczególności broniące wiary, stad moje wielkie zdziwienie, z wielu względów. Pierwsza niespójność i stronniczość to to, co napisał Pan o księdzu, który „może już widział te miliony pomordowanych…” – a gdzie, tak nawiasem mówiąc i kiedy niby miał je widzieć? a jeżeli widział przewidując, to myśli Pan, że chłopi wykrzykujący o wojnie to niepełnosprawni umysłowo, którzy nie wiedzą co oznacza wojna?

I że ostatecznie to oni stracili by życie, osierocili własne dzieci, zostawili własne żony na pastwę głodu i wojny a nie ów ksiądz?… nie podoba mi się drwiący z nich wydźwięk tekstu…
Pisze Pan, że to nie krew walczących Polaków a układy zadecydowały o niepodległości i wola Boża….czyli, chłopi z Borowej i w ogóle Polacy nie musieli kiwnąć palcem, wystarczyła „działalność” Dmowskiego i przychylność paru wielkich tego świata, a w szczególności „kaprys Wilsona” – zna Pan takie przypadki w historii, gdzie kaprys wielkiego tego świata wskrzesił nie istniejące od 123 lat państwo na nowo? wbrew pozorom jestem również przeciwnikiem wojen, używania siły, ale wiem też, że dyplomacją nie da się czasem zachować życia …wszystkie zrywy wolnościowe powodowane były tym, że człowiek był w klatce – czy wie Pan co to znaczy żyć w takiej sytuacji? żył Pan w zaborach? żył Pan w okupowanej Warszawie? skoro nie, to nie mamy moralnego prawa oceniać tamtych ludzi, można z perspektywy czasu wyciągnąć wnioski ale nie oceniać czy mieli prawo, czy nie…ani wczoraj ani dziś, ani Pan ani ja nie mamy prawa oceniać decyzji ludzi, bo nie żyjemy w ich przysłowiowych butach….ale nie to mnie przeraziło najbardziej, otóż skręca Pan niebezpiecznie w stronę tych wszystkich mediów, które pod przykrywką walki z mową nienawiści, sami ja uprawiają – a konkretnie – marsz był spokojny, hasło przyświecające wzniosłe i potrzebne (proszę poczytać dlaczego akurat „My chcemy Boga” i kto maszerował pod tym hasłem ponad sto lat temu) zawsze znajdzie się jakaś grupka ludzi o odmiennych poglądach i na takich poluje wybiórcza, tvny i inne media polskojęzyczne i jak widać na nich skupił swoją uwagę i Pan…..po co? o ile jestem w stanie zrozumieć tamte media – dla rozgłosu i kasy i inżynierii społecznej, za którą im płacą, o tyle nie rozumiem, dlaczego Pan wierzący i praktykujący pomaga im siać ferment w narodzie…11 listopada na polsacie pasek „Marsz Niepodległości”, na tvn dwa okienka, w jednym „Marsz Narodowców” w drugim „Marsz Obywateli RP” a w „reżimowych” tvp info ” Wielki marsz patriotów” , czy widzi Pan różnicę, kto chce dzielić a kto łączyć Polaków? koncentrując się na złych przykładach wywołujemy niepotrzebne emocje, ze społeczeństwem jak z dzieckiem, trzeba więcej chwalić a w sposób delikatny ukazywać błędy…..czy Pan w młodości też miał takie podejście do wojny i kościoła? mniemam, ze nie, ja sama tez z czasem nieco zmieniam podejście do wielu spraw, dlatego dajmy młodym dojrzeć i nie oceniajmy ich dziś, kierujmy we właściwą stronę, ale nie wsadzajmy do jednego wora z garstką zagubionych dzieciaków i nie zarzucajmy im, ze wszyscy chcą przemocy i wszyscy zioną nienawiścią….bo to niesprawiedliwe…a! tak na marginesie, to ofiar I wojny światowej nie było aż 40 mln no i z tej wojny mój pradziadek nie wrócił…

Pozdrawiam i życzę miłego dnia

 

Andrzej Talarek

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider