W Cieniu Jupiterów Mielec
Image default
Felietony Informacje

Donald Tusk z gospodarską wizytą u Anieli Dulskiej [FELIETON]

Dulska: Witamy Pana, Panie Premierze, w naszych skromnych progach.

Cóż to stało się tak niezwykłego, że sam Pan Premier przyjechał ze stolicy do naszej mieściny, do naszego domu i zaszczycił nas tak bardzo, że słów nie znajduję, by wyrazić Panu Premierowi wdzięczność i niesłychany szacunek, jaki wszyscy żywimy do Waszej Premierowatości . .. cóż ja głupia baba mówię, do Waszej Wysokości! Tak, właśnie, do Waszej Wysokości!

Tusk: No, Pani Anielo, niech Pani nie przesadza. Jam jest tylko skromnym urzędnikiem nasze Rzeczypospolitej, zupełnie i w całości poświęcającym swój czas, swoje zdrowie, swoje życie rodzinne do działania na rzecz takich jak Pani obywateli naszego kraju.
I dlatego przyjechałem z gospodarską wizytą, by zobaczyć, jak się wam w Polsce żyje, jakie macie oczekiwania. A najważniejsze, to przyjechałem wysłuchać waszych rad, jak rządzić. Tak – jak rządzić – Pani Anielo. To przecież naród powinien powiedzieć swojemu premierowi, czego od niego oczekuje i doradzić mu, jak rządzić.

Tyle o Pani słyszałem w swojej młodości. I czytałem. Stąd moja wiedza i stąd nadzieja, że od Pani się dowiem jak kierować domem, by przenieść to na kierowanie państwem.

Dulska: Drogi Panie Premierze. Jeszcze raz proszę przyjąć moje uniesienie na Pana widok i wzruszenie świadomością, że jest Pan pośród nas.
Jak Pan wie, reprezentuję tę najlepszą część naszego społeczeństwa, polską klasę średnią, na którą zawsze może Pan liczyć w poparciu swoich wielkich decyzji. Tę, która zawsze Pana popiera, bo któż, jak nie Pan może nasz kraj prowadzić z stronę, w którą iść z Panem chcemy. Chociaż mówią o nas różnie, szczególnie teraz, kiedy nie do końca jest tak, jak powinno być, kiedy znajdują się tacy, którym nie podoba się wielkie przywództwo Pana Premiera. Wiemy, jak Pan premier lubi otaczać się kobietami, a bo i pani marszałek, druga osoba w państwie, zaraz po panu premierze, a i pani wicepremier, trzecia osoba, nie mówiąc już o nasze warszawskiej syrence, czwartej osobie w państwie, która ostatnio musiała się ukrywać w tunelach metra, ale kiedyś z nich wyjdzie, by wesprzeć Waszą Premierowość.

Tusk: No, Pani Anielo, trochę pani przesadziła, to pan prezydent jest pierwszą osobą.

Dulska: Pan prezydent? No, nie wiedziałem! Zawsze uważałam, że Pan Premier! No ale do rzeczy. Oprócz matki i żony jestem także aktywną działaczką Wielkiego Forum Kobiet Polskich, które gromadzi kobiety wykształcone i bogate, z dużych miast, dużych osiedli a nawet dużych wiosek. I także w ich imieniu będę z Panem Premierem rozmawiała.

I ja, i inne moje koleżanki, Panie Premierze, postanowiłyśmy służyć Panu radą i wsparciem w tej trudnej sytuacji. A przecież Pan, choć nie kobieta – ha, ha, ha, to takie moje gender – reprezentuje te same wartości, które i nam są bliskie.
O weźmy choćby Pana wygląd – to chyba po angielsku apperance – Pan bardzo dba, by ludzie zawsze dobrze pana postrzegali. To całkiem jak ja.

Tusk: A ja czytałem, że Pani to nie zawsze taka zadbana, że po domu chodzi Pani w papilotach na głowie i nieświeżych ubraniach.

Dulska: Panie premierze, to po domu. To nie ważne. Ważne jest, jak nas widzą moi sąsiedzi, a Pana wyborcy. A co tam Pan w domu robi z żoną, a kogo to obchodzi.

Tusk: Oj, obchodzi, obchodzi, ale ma Pani rację, najlepiej czuję się w dresie i trampkach. A tu mam garnitur, który mi kupili współpracownicy. Ale w tym jesteśmy zgodni – wszystko to co się robi, robi się na pokaz.

Dulska: No i bardzo ważna jest dominacja. Ja w domu absolutnie dominuję nad całą rodziną, nad każdym jej członkiem – ha, ha, znowu to moje gender. Wszyscy muszą mnie słuchać, być mi wierni i oddani bez granic. Mój stary to nawet zgaduje wcześniej, co mu chcę kazać. Nawet mówić nie muszę. Jak tak się włóczy od ściany do ściany albo wokoło stołu, to mu mogą głupie myśli do łba przychodzić, a tak cały czas myśli, co ja mogę myśleć. I zaraz to robi.

Tusk: Tak, ta cecha mi się u Pani podoba. Prawie jakbym słyszał sam siebie, kiedy mówię do lustra przy goleniu. Zamiast śpiewania. Bo śpiewanie czyni miękkim, rozlazłym, a tacy jak my muszą być twardzi, bezwzględni. Trzeba dbać o dobra opinię, nie dopuszczać do skandalu ani u siebie w domu, ani w państwie.
Tak, żadnych skandali! Jak po męsku rozprawiła się Pani z tą niedoszłą samobójczynią, wyrzucając ją z mieszkania w Pani domu. Każdą przyczyną skandalu należy wypalić rozgrzanym żelazem, w dobrych domach skandali nie ma.

Dulska: Tak, Najlepszy Panie Premierze! Należy ze wszystkich sił dbać o dobrą opinię! A już na pewno o Zachowanie pozorów nienagannego prowadzenia się. To mniej ważne, albo wcale nie ważne, jak mój Zbyszko postąpił wobec Hanki, ale ważne jest to, czy ludzie się o tym dowiedzą, czy nie.

Tusk: Bo Prawdziwą Moralność człowieka, docenianą przez bliźnich i wyborców, określają zewnętrzne pozory, a nie jakieś wymyślone i przestrzegane rygorystycznie rzeczywiste wartości. Jakieś prawa naturalne! Przecież to co grzeszne, najlepiej smakuje. Wystarczy nam choćby i cienki płaszczyk ogłady oraz udawanych zasad moralnych, by ukryć pod nim zepsucie i kołtunerię we własnym domu.

Dulska: I trzeba oszczędzać! Ja na ten przykład jestem chciwa i skąpa, i wcale się tego nie wstydzę. Ba, jestem z tego dumna, że staram się na wszystkim oszczędzać, podwyższać czynsz lokatorom, nie wydawać zbytecznie pieniędzy na kulturę, oświatę, a porządne ubrania mam darowane.

Tusk: Tak, oczywiście, oszczędzać. Ale nie na sobie, tylko na innych. Pani to dobrze wypraktykowała przez lata. Tak dobrze, że uczyłem się od Pani. Kiedyś wyrzuciła Pani uczciwą ale głupią dziewczynę, by wynająć mieszkanie kokocie, która na noc do mieszkania sprowadzała mężczyzn.

Dulska: No tak. Ale była dyskretna i dobrze płaciła. A poza tym nie mówiłam jej dzień dobry.

Tusk: Tak to jest z nami politykami, całkiem jak z Panią. Z jednej strony wygłaszamy pokazowe maksymy moralne, którymi raczymy głupi naród, z drugiej przymykamy oczy na niezbyt budujące sceny rozgrywające się pod naszym dachem. I wszystko robimy, by nie dopuścić do skandali obyczajowych, którego przedmiotem byłaby nasza rodzina, nasza partia lub z jakim mogłyby być powiązane.

Dulska: Ma Pan świętą rację, Panie Premierze Kochany. W życiu kierujemy się zasadą: „Na to mamy cztery ściany i Sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział. Rozwłóczyć je po świecie to ani moralne, ani uczciwe.”

Tusk: Tak Pani Anielo. Chociaż jest Pani prymitywna i niewykształcona, potępiająca wszystko co nieznane lub nowe, chociaż ma Pani ograniczone horyzonty, jest małostkowa i bezmyślna, to kocham Panią.
Pani jest moim elektoratem. Pani mnie zawsze zrozumie i na Panią zawsze mogę liczyć. Chociaż jest Pani aktualnym wzorcem metra naszego polskiego kołtuna i mentalności filistra, materialisty tak miłemu mojemu sercu i hipokrytki większej niż wieża Eiffla, to przecież bez Pani i takich jak Pani to państwo by nie istniało. Nastała by ciemna noc czwartorzędu republiki,

Dulska: No i żadnych mezaliansów z chamstwem, Kochany Panie Premierze. Bo nawet jeśliby nawet można „powspółpracować” sobie z nim w jakimś ciemnym zaułku, jakby z tego miało być trochę przyjemności, to publiczne ukoronowanie takiej „współpracy” jest zbrodnią mésalliance .

Tusk: Oczywiście Pani Anielo. Niech Pani przekaże swoim koleżankom (a nawet kolegom – ha, ha, to takie moje gender), podziękowania i wyrazy wsparcia do tego, abyście mnie nadal wspierały. Bo czas idzie ciężki, i muszę opierać się na najwierniejszych z wiernych.

 

Andrzej Talarek

 

.

Zobacz też...