Slider

Nie do końca wiem, czy zaliczamy się – my, Polacy – do grona zwycięzców w II wojnie światowej. To znaczy do niedawna wiedziałem, że zwyciężyliśmy Niemców, w czym utwierdzał mnie Hans Kloss i Janek Kos, razem z mocną propaganda państwową i nauką z lekcji historii płynącą, ale od dzisiaj nie mam tej pewności.
Może nawet nie od dzisiaj, ale od jakiegoś czasu.
A to „dzisiaj” to czas 72 rocznicy zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem – jak dawniej mówiono – i zatknięcia także polskiego sztandaru na Bramie Brandenburskiej. Rocznice te – nieważne, czy uważamy, że winny przypadać na 8 czy na 9 maja – do tej pory były obchodzone dość uroczyście, a przynajmniej tak, by zaznaczyć ich obecność w życiu Polaków.

Cytuję za Radiem Leliwa:
„W 72 rocznicę zakończenia II wojny światowej, przy tablicach poświęconych Żołnierzom Wojska Polskiego znajdujących się obok szkoły podstawowej nr 3 w Mielcu wiązankę kwiatów złożyli tylko przedstawiciele WKU w Mielcu oraz tutejsza młodzież szkolna.
Mówi wojskowy komendant uzupełnień ppłk Mirosław Ciesielski:
W tym roku zabrakło przedstawicieli środowisk kombatanckich i osób represjonowanych, samorządowych władz miasta i powiatu. Nie było też żadnej uroczystości. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy brak koordynacji wszystkich jednostek i stowarzyszeń jest powodem, że święto to nabiera coraz mniejszego znaczenia, nawet wśród samych zainteresowanych. (Tomasz Łępa)”

Głośne, huczne i niesłychanie uroczyste obchody dnia żołnierzy wyklętych pozostają w jaskrawej sprzeczności z obchodami rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Wygląda na to, że obecnie ważniejsza jest dla nas wojna wewnętrzna, bratobójcza, toczona pomiędzy podziemiem antykomunistycznym, a władzami PRL, niż nasz udział w krwawej II wojnie światowej.
A przecież gdyby nie ta pierwsza, nie byłoby tej drugiej. Aż tak będziemy zmieniać historię?

Pomyślałem poza tym, że na ironię losu wygląda (bo chyba nie jest to świadome działanie), że mamy znowu wiele pomników tych, którzy przegrali, a tym którzy byli zwycięzcami, poświęcono jakąś zapomnianą tablicę na szkole podstawowej.
Powie ktoś – przegrali, ale wygrali, bo odnieśli moralne zwycięstwo.
Odpowiem – kośćmi moralnych zwycięzców usłane są groby w całej Polsce i Europie, i na całej Syberii. I co z tego?
Moralny zwycięzca to tak naprawdę człowiek przegrany i wreszcie należy o tym głośno zacząć mówić.
Zwycięzcą jest ten, który wygrał i najlepiej jeszcze gdy po wygranej żyje i konsumuje owoce zwycięstwa.

A my na siłę chcemy umartwiać swoją pamięć i pamięć naszych dzieci. I mieszać im w głowach.
Wygrajmy wreszcie coś naprawdę i do końca. Choćby pełne i niezaprzeczalnie mocne członkostwo w Unii Europejskiej i strefie Euro.

Bo na razie to znowu przegrywamy. Tym razem zwycięstwo w II Wojnie światowej. I to będzie klęska.

Andrzej Talarek

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider