Andrzej Talarek

W imieniny mojej Mamy poszedłem na nasz cmentarz komunalny. Była to także okazja, by odwiedzić znajomych, którzy lata temu, albo całkiem niedawno, przenieśli się do innej rzeczywistości i powspominać czas, kiedy byliśmy razem na naszej matce Ziemi.

Dopóki my żyjemy, żyją także oni w naszych wspomnieniach, czy to tylko myślanych, czy artykułowanych na głos lub drukiem. Potem zapadnie milczenie i cisza, i tylko czasami inni może wspomną nas, którzy odeszliśmy i naszych znajomych, o których dzisiaj myślimy. Takie życie, a śmierć jest jego nieodłączną częścią.


  

Jestem neutralnym obserwatorem i takim że komentatorem wydarzeń w Mielcu. Staram się jednakowoż uważnie obserwować wszystko, co się dzieje wokół i co podają mieleckie media.

Może mi jednak coś umknęło. Bo o ile słyszałem już wypowiedzi na temat Kronospanu wszystkich najważniejszych osób w Mieście i województwie, to za nic nie mogę sobie przypomnieć stanowiska Rady Miasta w kwestii konfliktu mieszkańców z firmą.


  

Pojechaliśmy z małżonką rowerami zobaczyć efekt wzmożenia obywatelskiego, którego finałem był „Marsz na Krono”. Trzeba przyznać, że marsz robił wrażenie. Bardzo dobra organizacja poparta gigantyczną pracą organizatorów, kilka tysięcy ludzi, którym sprzyjała dobra, słoneczna pogoda, a w tle imponujące, nowe instalacje Kronospanu, dzięki którym – jak mówił telebim – ma być w mieleckim powietrzu od 28 maja czyściej.

Marsz się skończył i trzeba postawić pytanie – co dalej? Postaramy się na nie odpowiedzieć w najbliższej przyszłości. Czy rady będą trafne, czy organizatorzy zechcą z nich skorzystać, to już inna sprawa.
Dzisiaj jednak trochę więcej na temat stowarzyszony, ważny tak samo bardzo jak zanieczyszczanie powietrza przez Kronospan, choć dziwnie niezauważany.


  

Umarł podobno jeden z najwybitniejszych fizyków epoki. To znaczy umarł na pewno, a podobno był najwybitniejszym. Był ceniony za swoją wybitność, ale szczególnie za osiągnięcia w udowadnianiu, że to nie wola Boga, lecz prawa fizyki dostarczają nam rzeczywistego wyjaśnienia tego, jak zaistniał Wszechświat, a nieuchronną konsekwencją tych praw jest ponoć Wielki Wybuch: „Ponieważ istnieje grawitacja, Wszechświat może i będzie stwarzał się z niczego”.

Czy to, co robił, to była fizyka, czy może raczej filozofia, o której twierdził, że umarła, zdania nie są tożsame. Fakt faktem, że za te najwybitniejsze osiągnięcia ludzkiej myśli nie dostał Nagrody Nobla, a to daje do myślenia.


  

Jak wykazała NIEZAPOWIEDZIANA KONTROLA Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Kronospanie, ten dym który widzimy nad Mielcem, a pochodzący ze spalania PALIW, jest jak najbardziej zgodny z przepisami.

Absolutnie nie są przekroczone ilości pyłu w tym dymie, więc jak się komuś wydaje, że mu coś leci na łeb, to mu się wydaje. W komunikacie bowiem na temat przekroczeń pyłowych nie ma słowa (za hej.mielec).


  

Twoja matka jest Żydówką! A twoja matka jest ku… ! Wymianę ciosów słownych zakończyła za moment wymiana ciosów pięściami. A miało to miejsce w 1967 roku, przed lekcją religii dla klasy II – giej A technikum mechanicznego. Mieliśmy w niej jednego kolegę, którego matka Żydówka przeżyła w Mielcu okupację, ukrywana przez swojego późniejszego męża, a ojca mojego kolegi.

Los splótł nieco moje losy z losami tego młodego Żyda. Najpierw chodziliśmy przez 4 lata do szkoły podstawowej ( zdjęcia ze wspólnego występu na scenie w drugiej klasie), a potem dwa lata do technikum mechanicznego. Wtedy niewiele wiedziałem o Żydach, nie wiedziałem o relacjach Żydzi – Polacy, o przeżyciach Żydów w czasie wojny.


  

Mam sympatię dla Pana radnego Blicharczyka za odwagę, którą wykazał się przy nazywaniu ulicy/skwerku w Mielcu imieniem mieleckiego Żyda, Abby Fenichela. Mała sprawa, ale – jak widać dzisiaj po fali antyżydowskiego i antysemickiego hejtu, zalewającej media elektroniczne – nie taka znowu bezpieczna. Bo za chwilę jakieś świry przypną mu łatkę Żyda albo innego filosemity.

Tym niemniej, mimo mojej sympatii, nie mogę się zgodzić z jego pochwałą obecnej Rady Miasta, która wykazywać się ma bardzo wielką ilością nowych inicjatyw (i poprawek), co przeciwstawia działalności rad miejskich poprzednich kadencji, których radni „nie przywiązywali takiej wagi czy też nie proponowali tylu poprawek czy nowych inicjatyw co my teraz (cytat)”.


  

Jak niedawno pisałem, po wywrotce różnego rodzaju działań antypisowskich typu: KOD Mielec, PO, Nowoczesna czy SLD, a także Razem (chociaż osobno), Czarne marsze i białe protesty, niektórzy mielczanie podświadomie szukają innych form działalności opozycyjnej wobec rzeczywistości, która ich otacza, a na której fragmenty (te czy inne) nie wyrażają zgody. Ba, buntują się przeciwko nim.

A czynią to tym chętniej, że nie widzą ze strony władzy żadnych rzeczywistych działań wychodzących naprzeciwko ich głównym oczekiwaniom.


  

Sprawa się rypła. I coś trzeba zrobić z faktem, że nastąpi w Mielcu zmiana władzy. „Sprawy idą w dobrym kierunku”- jak mówił niedawno o zdrowiu Prezydenta Kozdęby jego zastępca, sprawujący tę funkcję w zastępstwie. Jak widać, doszły. Tylko czy ten kierunek miał na myśli?

Żaden lekarz orzecznik ZUS nie odważył się być przeciwko prawdzie i udawać, jak mieleckie elity, że ze zdrowiem Prezydenta jest tak dobrze, a przynajmniej nie tak źle, żeby nie był prezydentem Mielca aż do wyborów jesienią 2018.


  

Skończyły się protesty KOD – u, tak jak skończył się sam KOD. Czarne marsze kobiet nie wzbudzają już emocji w Polsce, poza feministycznym środowiskiem Warszawy i może paru innych większych miast.

Opozycja się rozlazła jak stara szmata i trudno wierzyć, że może się jeszcze pozszywać i wyglądać jak przyzwoity, szyty na miarę i potrzeby Polaków polityczny garnitur. Strasznie to smutne, a może tylko będące chichotem historii, że nadzieją części zawiedzionych będzie lewica. Dobrze, jeśli ta cywilizowana, cywilizacyjna i socjaldemokratyczna spod znaku Millera i Czarzastego, potocznie zwana komuną, gorzej jak będą to komunistyczni szaleńcy spod znaku Razem.


  

Kończy się nasz bogaty w wydarzenia rok 2017. Granice z Europą nadal są otwarte, ludzie więc nadal wyjeżdżają „za chlebem” do obcych, często coraz bardziej wrogich nam i przesyconych „ciapatymi” krajów.

Co „ciapaci” przeszkadzają nam tylko tu, gdzie ich wcale nie ma, czyli w Polsce, natomiast wcale lub mało nie przeszkadzają w Niemczech czy Anglii. „Ciapaci” sprawdzają się nawet jako sąsiedzi tych, którzy do Polski już nie wrócą i na obczyźnie pokupowali domy i wychowują dzieci.


  

Czytałem news (z powtórki) na mieleckim portalu, warty jakieś 5 milionów złotych. News nie portal. 12 lutego 2008 roku, na hej.mielec ukazał się wywiad/relacja z nadleśniczym z Tuszymy, panem Juraszem, o tym, że w mieleckich lasach żyją wilki.

Cytuję za portalem: „Mielec leży na skraju Puszczy Sandomierskiej. W granicach miasta jest spora połać lasów i… stado wilków. Dzikie psy przywędrowały do Mielca same. I na obrzeżach miasta znalazły miejsce idealne dla siebie. Cieszy się z tego Zygmunt Jurasz, Nadleśniczy z Tuszymy. To on, wraz współpracownikami, podjął się zadania przywracania naturalnej zwierzyny w opustoszałej Puszczy Sandomierskiej”.


  

No więc po kolei, bo z Panią można dyskutować i nawet jeśli jest to dość ostra dyskusja, to nie skręca na uwarunkowania personalne. Pewnie Pani to zauważyła, że celowo zderzyłem te dwa odległe fakty: to pragnienie wojny wyrażane wtedy nie tylko przez borowskich chłopów, ale dość powszechne, i to nie tylko w na ziemiach polskich, ale w Europie.

Za długi był czas pokoju (względnego, oczywiście, ale teraz w Europie też 20 lat temu mieliśmy wojnę) za dużo było niezadowolonych z istniejącego stanu rzeczy i bardzo wielu pragnęło ten stan odmienić. Najlepszym sposobem dla większości był wojna. Ona miała zmienić istniejący porządek rzeczy. My też długo, bardzo długo, żyjemy w pokoju, i tak jak tamci chłopi większość z nas nie wyobraża sobie, co oznacza wojna, głów, cierpienie, choć może jesteśmy ciut od nich mądrzejsi, bo oni znali co najwyżej potyczki ułanów, a my znamy ich Wielką Wojnę i znamy też Oświęcim.


  


Slider

Slider
Slider
Slider