Slider

Andrzej Talarek

Nie, żebym narzekał. Bo program Festiwalu muzycznego w Mielcu jest naprawdę dobry. Ale jak czytałem wywiad z Panią Kruszyńska, która kieruje obecnie Samorządowym Centrum Kultury, to naszły mnie refleksje natury muzycznej ale i ogólniejszej.

Zmieniła się nazwa festiwalu. Już nie będzie międzynarodowy. Od paru lat co najmniej był to tytuł na wyrost. Festiwali podobnych do mieleckiego jest w okresie letnim całe mnóstwo w prawie co drugim mieście w Polsce. Każde chce mieć jakiś festiwal, przegląd, muzyczne spotkanie etc. By zapewnić godziwą rozrywkę swoim mieszkańcom, a przy okazji być może ściągnąć do miasta turystów.


  

Człowiek w starszym wieku niemal odruchowo zaczyna myśleć o sprawach ostatecznych. Zależnie od wiedzy, jaką dysponuje i zależnie od swojego stosunku do religii i Boga, jego rozważania mogą być ciekawsze lub mniej dla otoczenia. Ważnym jest jednak, by dla niego samego były istotne i utwierdzające w marszu na wybranej drodze.

Rozstałem się z fizyką na etapie kwantowym, gdy za podstawowe cząstki uznawano elektron, proton, neutron i podobne. Gdy się jej uczyłem, w latach 70 tych, zaczęła się kształtować teoria modelu standardowego cząstek elementarnych, a nieco później teoria strun.


  

Powiem wprost – spodobał mi się pomysł pana Kamińskiego, radnego powiatowego PiS, by okoliczne gminy dołożyły się do kosztów utrzymania mieleckiego szpitala.

Pomysł w pierwszej chwili dla wielu może szokujący i zupełnie niestandardowy – kiedy patrzeć na stronę prawną funkcjonowania służby zdrowia w Polsce – nabiera innego wymiaru, jak go w szczegółach rozważyć.


  

Nie do końca wiem, czy zaliczamy się – my, Polacy – do grona zwycięzców w II wojnie światowej. To znaczy do niedawna wiedziałem, że zwyciężyliśmy Niemców, w czym utwierdzał mnie Hans Kloss i Janek Kos, razem z mocną propaganda państwową i nauką z lekcji historii płynącą, ale od dzisiaj nie mam tej pewności.
Może nawet nie od dzisiaj, ale od jakiegoś czasu.
A to „dzisiaj” to czas 72 rocznicy zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem – jak dawniej mówiono – i zatknięcia także polskiego sztandaru na Bramie Brandenburskiej. Rocznice te – nieważne, czy uważamy, że winny przypadać na 8 czy na 9 maja – do tej pory były obchodzone dość uroczyście, a przynajmniej tak, by zaznaczyć ich obecność w życiu Polaków.


  

Wciąż walczymy o Polskę. Uparci jak… Polacy. Na różnych frontach. Dziś na szczęście nie bitewnych, ale ideologicznych. Właśnie nowy front walki otworzył prezydent Duda, zapowiadając referendum w sprawie zmiany Konstytucji.

Dziwne referendum. Także biskupi włączyli się do dyskusji o Polsce w liście pasterskim poświęconym patriotyzmowi. No i opozycja pod wodzą Schetyny zebrała się w Warszawie na wielkim marszu/wiecu w obronie czegoś tam. Najpewniej swoich przywilejów, które utraciła. Wierzy, że chwilowo.


  

Należy przestrzegać prawa. Także głupiego. Albo nieżyciowego. Prawo to prawo. Głupie prawo, ale prawo. Nurtuje mnie jednak pytanie, kto tworzy głupie prawo. Czy głupie prawo tworzą mądrzy ludzie?

Znak drogowy stojący przy drodze, to także jakiś element prawa. Ktoś, kto ma prawo tworzenia prawa, czyli w tym przypadku ustawienia znaku drogowego, decyduje tak, a nie inaczej, o tegoż znaku ustawieniu. A my obywatele mamy tego prawa przestrzegać.

Najczęściej tak jest, albo powinno tak być, że prawo tworzy się w interesie obywateli. Raz każdego z osobna, drugim razem o jednostce się zapomina, a ustanawia się prawo w interesie zbiorowości. Wychodząc ze słusznego – chyba – założenia, że to co dobre dla społeczności, w końcowym efekcie okaże się też dobre dla jednostki.


  

Nadchodzą Święta Wielkanocne. Najważniejsze święta naszej chrześcijańskiej cywilizacji. Bardzo wielu już o tym zapomniało. Dlatego modnym staje się spędzanie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego poza domem.

Oczywiście w dobrym hotelu. Oczywiście z babcią i dziadkiem. A nawet jakąś atrapą zajączka na stole. Nie baranka, bo ten źle się kojarzy. Niektórzy to propagują, inni są z takiego spędzania czasu dumni. Cóż, nie wszyscy są wierzący. Ale nie trzeba być wierzącym, by kultywować tradycję.


  

Przyznam, że czuję się niekomfortowo, przywołując w tytule felietonu Matkę Bożą, bo choć drugie przykazania zabrania używać nadaremno imienia Boga, to jednak mam poczucie nadużycia, tworząc taki tytuł.

Tym bardziej, że ostatnie zdarzenia wokół wieży widokowej nakazują dodatkową ostrożność. Ponieważ druga sprawa wynika być może z pierwszej, muszę je – chcąc nie chcąc – łączyć.


  

Najpierw jako jeden z czterystu, a w kolejnym roku jako jeden z pięćset pięćdziesięciu pielgrzymów szedłem po mieleckich ścieżkach Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.

Los pozwolił mi także –  z innymi kolegami, tworzącymi Sztab organizacyjny EDK – Rejon Mielec – brać udział w wytyczaniu nowych tras, po których potem poszli pielgrzymi. To była fajna przygoda, chociaż samo tyczenie nowych dróg robiło się na rowerach, więc aż tak bardzo nie męczyło. Dopiero po wytyczeniu i zrobieniu opisu, ochotnicy szli nocą, na piechotę, by sprawdzić tegoż opisu poprawność.


  

W felietonie „Wolność jest w drzewach. PiS czy grinpis” zachwyciłem się legislacją partii rządzącej, która na nocnym posiedzeniu 16 grudnie – prócz budżetu – przyjęła nowelizację ustawy o ochronie przyrody.

W tej nowelizacji był zapis, o który dopominałem się od lat: żeby w końcu facet, który na swojej działce posadził sobie swoje własne drzewo, mógł – jak zechce i kiedy zechce – wyciąć sobie to swoje drzewo, swoimi rękami.

I żaden urzędnik samorządowy, żaden sąd mu tego nie zabronił i za to go nie ukarał. I to byłoby wspaniałe. Wbrew piskom (od pisk, nie od PiS) różnych lemingów z różnych grinpisów, które zewsząd zaczęły dolatywać. No bo jak to? Drzewo to życie. To tlen. To anty rak. To samo zdrowie i szczęście. Cień w lecie i piękny widok w zimie. Pszczoły i miód. Kwiat lipowy na gorączkę i kasztany na maturę. ITD.


  

Pisałem w swoich felietonach o różnych sprawach. Najróżniejszych. Od sasa do lasa. Z wyjątkiem kilku. Mam zasadę, że nie piszę o mojej rodzinie, o mojej pracy i o sporcie, który mnie zupełnie nie interesuje.

I na koniec nie piszę o mojej Ojczyźnie, o moim Kościele, o wierze, jeślibym musiał napisać coś, co przyniesie im szkodę. I tym zasadom zawsze chyba byłem wierny. Bo są sprawy ważne dla podstaw naszej egzystencji, dla naszego osobistego, społecznego i narodowego bytu. A te są właśnie takie.


  

Co mają ze sobą wspólnego przytoczone w tytule zdarzenia? Przeczytałem fragment książki „Tajemnice starodawnej medycyny i magii” Jana Niżnikiewicza wydanej przez Wydawnictwo TowerPress, a w niej moją uwagę zwrócił dłuższy akapit poświęcony przyczynom upadku Cesarstwa Rzymskiego.

Zapewne nie jedynym, ale bez wątpienia istotnym.

A te dwie przyczyny to rozpasany sex i związany z nim upadek instytucji rodziny oraz zatrucie organizmów obywateli rzymskich. W ich przypadku było to zatrucie ołowiem, ale jeśli chcielibyśmy porównywać tamta i naszą epokę, to moglibyśmy powiedzieć, że druga przyczyną było zatrucie chemią.


  

Wielu z nas umiera na choroby nowotworowe. Zbyt wielu i zbyt młodo. I pewnie będzie więcej.

A dla mnie i innych w moim wieku jedynie taka nadzieja, że może już nie młodo. Wielu mądrych podaje przyczyny tego stanu rzeczy. Różne. Najróżniejsze. Ostatnio wszyscy, w całej Polsce, zauważyli jedną z jego przyczyn, czyli smog. I wszyscy wyrazili wielkie zdziwienie jego obecnością, tak jakby go do tej pory nie dostrzegali.


  


Slider
Slider
Slider