Slider

Andrzej Talarek

Mój Dziadek miał ule i pszczoły, mój Tata miał ule i pszczoły, i ja mam ule i pszczoły. Tyle tylko, że o ile moi przodkowie mieli swoje własne ule i swoje własne pszczoły, ja jestem, jako mielczanin, (być może) tylko współwłaścicielem pszczół i uli. Tych na dachu Domu Kultury.

Jeden ze strażników naszej spółki, pszczelarz, gdy go zapytałem o pomysł lokowania pszczół na dachu, 15 metrów nad ziemią, w środku miasta, postukał się pod głowie i powiedział: czysta propaganda. Pszczoła lata kilka metrów nad ziemią i efektywnie zbiera miód do 700 metrów od ula. Może do dwóch kilometrów, ale jej wydajność znacząco spada. Pszczoła potrzebuje jednorodnych upraw, łąk, a nie parków czy koszonych trawników. Nie mówiąc o kwiatach na balkonach. Na dodatek w mieście wszystko jest skażone. Ale można. No, można. Tylko po co?


  

Jeden z mieleckich radnych, którego darzę niekrywaną medialnie sympatią, stwierdził niedawno – po uchwaleniu przez Sejm jednej z ustaw reformujących, czy też zmieniających polski wymiar sprawiedliwości – że dziękuje Bogu za wreszcie odzyskaną wolność.

Przez moment zmartwiłem się, czy zdążył już w międzyczasie zakończyć II wojnę światową, bo w powszechnym odczuciu części prawicowych działaczy 9 maja 1945 roku wcale nie odzyskaliśmy wolności, tylko popadliśmy w kolejną niewolę. A skoro tak, to pewnie nadal tkwiliśmy w stanie wojny z sowietami. No bo przecież Hitler kaput.


  

To już koniec. Wyrok zapadł, chociaż zainteresowani machaniem rąk odpędzają od siebie myśli o ostatecznej klęsce. Cóż im zresztą pozostało? Byli tak nowocześni, a nie zdołali zauważyć, że czas ich wyprzedził, zatoczył koło i dopadł z tyłu, kopiąc w czułe miejsce. Które pozostało na dodatek odsłonięte.

Amber Gold, Tusk, Hanna Gronkiewicz Waltz, kamienice warszawskie, ośmiorniczki, Kijowski, VAT, podatki, przekręty na paliwach, uchodźcy i wiele innych. Do tego marny przywódca. To wszystko jest jak goła dupa, którą każdy obywatel widzi, a wielu nie odmówi sobie kopnięcia.


  

Nudzą mnie powieści. Zbyt dużo czasu potrzeba na przyswojenie sobie porcji informacji. Ale jednak coś przeczytałem w trakcie urlopu. A właściwie wchłonąłem w siebie w krótkim czasie jak smakowite danie kuchni węgierskiej.

Tom „Mistrza i Małgorzaty” leżał w domu na półce i czekał na czas właściwy do czytania. I ten czas przyszedł. Dla tych, którzy nie czytali, powiem tylko, że głównym (dla mnie) wątkiem tej do bólu satyrycznej powieści jest wizyta Szatana w Moskwie lat trzydziestych.


  

Przeczytałem na portalu WCJ felieton Grega Pawlika – o ile się nie mylę, mormona – o budowie na Górce Cyranowskiej obelisku z figurą Matki Bożej i postanowiłem na ten felieton odpowiedzieć, mimo że do tej pory stałem nieco z boku całej sprawy.

Obelisk jest trochę inną kontynuacją budowy na tejże Górce wieży zwieńczonej figura Matki Boskiej, więc oba wątki traktuję łącznie. Pan Greg dość aktywnie działał w jakimś obywatelskim komitecie przeciwko budowie wzmiankowanej wieży, a teraz niejako „ciągnie” sprawę dalej, już przeciwko obeliskowi.


  

Nie, żebym narzekał. Bo program Festiwalu muzycznego w Mielcu jest naprawdę dobry. Ale jak czytałem wywiad z Panią Kruszyńska, która kieruje obecnie Samorządowym Centrum Kultury, to naszły mnie refleksje natury muzycznej ale i ogólniejszej.

Zmieniła się nazwa festiwalu. Już nie będzie międzynarodowy. Od paru lat co najmniej był to tytuł na wyrost. Festiwali podobnych do mieleckiego jest w okresie letnim całe mnóstwo w prawie co drugim mieście w Polsce. Każde chce mieć jakiś festiwal, przegląd, muzyczne spotkanie etc. By zapewnić godziwą rozrywkę swoim mieszkańcom, a przy okazji być może ściągnąć do miasta turystów.


  

Człowiek w starszym wieku niemal odruchowo zaczyna myśleć o sprawach ostatecznych. Zależnie od wiedzy, jaką dysponuje i zależnie od swojego stosunku do religii i Boga, jego rozważania mogą być ciekawsze lub mniej dla otoczenia. Ważnym jest jednak, by dla niego samego były istotne i utwierdzające w marszu na wybranej drodze.

Rozstałem się z fizyką na etapie kwantowym, gdy za podstawowe cząstki uznawano elektron, proton, neutron i podobne. Gdy się jej uczyłem, w latach 70 tych, zaczęła się kształtować teoria modelu standardowego cząstek elementarnych, a nieco później teoria strun.


  

Powiem wprost – spodobał mi się pomysł pana Kamińskiego, radnego powiatowego PiS, by okoliczne gminy dołożyły się do kosztów utrzymania mieleckiego szpitala.

Pomysł w pierwszej chwili dla wielu może szokujący i zupełnie niestandardowy – kiedy patrzeć na stronę prawną funkcjonowania służby zdrowia w Polsce – nabiera innego wymiaru, jak go w szczegółach rozważyć.


  

Nie do końca wiem, czy zaliczamy się – my, Polacy – do grona zwycięzców w II wojnie światowej. To znaczy do niedawna wiedziałem, że zwyciężyliśmy Niemców, w czym utwierdzał mnie Hans Kloss i Janek Kos, razem z mocną propaganda państwową i nauką z lekcji historii płynącą, ale od dzisiaj nie mam tej pewności.
Może nawet nie od dzisiaj, ale od jakiegoś czasu.
A to „dzisiaj” to czas 72 rocznicy zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem – jak dawniej mówiono – i zatknięcia także polskiego sztandaru na Bramie Brandenburskiej. Rocznice te – nieważne, czy uważamy, że winny przypadać na 8 czy na 9 maja – do tej pory były obchodzone dość uroczyście, a przynajmniej tak, by zaznaczyć ich obecność w życiu Polaków.


  

Wciąż walczymy o Polskę. Uparci jak… Polacy. Na różnych frontach. Dziś na szczęście nie bitewnych, ale ideologicznych. Właśnie nowy front walki otworzył prezydent Duda, zapowiadając referendum w sprawie zmiany Konstytucji.

Dziwne referendum. Także biskupi włączyli się do dyskusji o Polsce w liście pasterskim poświęconym patriotyzmowi. No i opozycja pod wodzą Schetyny zebrała się w Warszawie na wielkim marszu/wiecu w obronie czegoś tam. Najpewniej swoich przywilejów, które utraciła. Wierzy, że chwilowo.


  

Należy przestrzegać prawa. Także głupiego. Albo nieżyciowego. Prawo to prawo. Głupie prawo, ale prawo. Nurtuje mnie jednak pytanie, kto tworzy głupie prawo. Czy głupie prawo tworzą mądrzy ludzie?

Znak drogowy stojący przy drodze, to także jakiś element prawa. Ktoś, kto ma prawo tworzenia prawa, czyli w tym przypadku ustawienia znaku drogowego, decyduje tak, a nie inaczej, o tegoż znaku ustawieniu. A my obywatele mamy tego prawa przestrzegać.

Najczęściej tak jest, albo powinno tak być, że prawo tworzy się w interesie obywateli. Raz każdego z osobna, drugim razem o jednostce się zapomina, a ustanawia się prawo w interesie zbiorowości. Wychodząc ze słusznego – chyba – założenia, że to co dobre dla społeczności, w końcowym efekcie okaże się też dobre dla jednostki.


  

Nadchodzą Święta Wielkanocne. Najważniejsze święta naszej chrześcijańskiej cywilizacji. Bardzo wielu już o tym zapomniało. Dlatego modnym staje się spędzanie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego poza domem.

Oczywiście w dobrym hotelu. Oczywiście z babcią i dziadkiem. A nawet jakąś atrapą zajączka na stole. Nie baranka, bo ten źle się kojarzy. Niektórzy to propagują, inni są z takiego spędzania czasu dumni. Cóż, nie wszyscy są wierzący. Ale nie trzeba być wierzącym, by kultywować tradycję.


  

Przyznam, że czuję się niekomfortowo, przywołując w tytule felietonu Matkę Bożą, bo choć drugie przykazania zabrania używać nadaremno imienia Boga, to jednak mam poczucie nadużycia, tworząc taki tytuł.

Tym bardziej, że ostatnie zdarzenia wokół wieży widokowej nakazują dodatkową ostrożność. Ponieważ druga sprawa wynika być może z pierwszej, muszę je – chcąc nie chcąc – łączyć.


  

Slider
Slider
Slider