Andrzej Talarek

Nadchodzą Święta Wielkanocne. Najważniejsze święta naszej chrześcijańskiej cywilizacji. Bardzo wielu już o tym zapomniało. Dlatego modnym staje się spędzanie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego poza domem.

Oczywiście w dobrym hotelu. Oczywiście z babcią i dziadkiem. A nawet jakąś atrapą zajączka na stole. Nie baranka, bo ten źle się kojarzy. Niektórzy to propagują, inni są z takiego spędzania czasu dumni. Cóż, nie wszyscy są wierzący. Ale nie trzeba być wierzącym, by kultywować tradycję.


  

Przyznam, że czuję się niekomfortowo, przywołując w tytule felietonu Matkę Bożą, bo choć drugie przykazania zabrania używać nadaremno imienia Boga, to jednak mam poczucie nadużycia, tworząc taki tytuł.

Tym bardziej, że ostatnie zdarzenia wokół wieży widokowej nakazują dodatkową ostrożność. Ponieważ druga sprawa wynika być może z pierwszej, muszę je – chcąc nie chcąc – łączyć.


  

Najpierw jako jeden z czterystu, a w kolejnym roku jako jeden z pięćset pięćdziesięciu pielgrzymów szedłem po mieleckich ścieżkach Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.

Los pozwolił mi także –  z innymi kolegami, tworzącymi Sztab organizacyjny EDK – Rejon Mielec – brać udział w wytyczaniu nowych tras, po których potem poszli pielgrzymi. To była fajna przygoda, chociaż samo tyczenie nowych dróg robiło się na rowerach, więc aż tak bardzo nie męczyło. Dopiero po wytyczeniu i zrobieniu opisu, ochotnicy szli nocą, na piechotę, by sprawdzić tegoż opisu poprawność.


  

W felietonie „Wolność jest w drzewach. PiS czy grinpis” zachwyciłem się legislacją partii rządzącej, która na nocnym posiedzeniu 16 grudnie – prócz budżetu – przyjęła nowelizację ustawy o ochronie przyrody.

W tej nowelizacji był zapis, o który dopominałem się od lat: żeby w końcu facet, który na swojej działce posadził sobie swoje własne drzewo, mógł – jak zechce i kiedy zechce – wyciąć sobie to swoje drzewo, swoimi rękami.

I żaden urzędnik samorządowy, żaden sąd mu tego nie zabronił i za to go nie ukarał. I to byłoby wspaniałe. Wbrew piskom (od pisk, nie od PiS) różnych lemingów z różnych grinpisów, które zewsząd zaczęły dolatywać. No bo jak to? Drzewo to życie. To tlen. To anty rak. To samo zdrowie i szczęście. Cień w lecie i piękny widok w zimie. Pszczoły i miód. Kwiat lipowy na gorączkę i kasztany na maturę. ITD.


  

Pisałem w swoich felietonach o różnych sprawach. Najróżniejszych. Od sasa do lasa. Z wyjątkiem kilku. Mam zasadę, że nie piszę o mojej rodzinie, o mojej pracy i o sporcie, który mnie zupełnie nie interesuje.

I na koniec nie piszę o mojej Ojczyźnie, o moim Kościele, o wierze, jeślibym musiał napisać coś, co przyniesie im szkodę. I tym zasadom zawsze chyba byłem wierny. Bo są sprawy ważne dla podstaw naszej egzystencji, dla naszego osobistego, społecznego i narodowego bytu. A te są właśnie takie.


  

Co mają ze sobą wspólnego przytoczone w tytule zdarzenia? Przeczytałem fragment książki „Tajemnice starodawnej medycyny i magii” Jana Niżnikiewicza wydanej przez Wydawnictwo TowerPress, a w niej moją uwagę zwrócił dłuższy akapit poświęcony przyczynom upadku Cesarstwa Rzymskiego.

Zapewne nie jedynym, ale bez wątpienia istotnym.

A te dwie przyczyny to rozpasany sex i związany z nim upadek instytucji rodziny oraz zatrucie organizmów obywateli rzymskich. W ich przypadku było to zatrucie ołowiem, ale jeśli chcielibyśmy porównywać tamta i naszą epokę, to moglibyśmy powiedzieć, że druga przyczyną było zatrucie chemią.


  

Wielu z nas umiera na choroby nowotworowe. Zbyt wielu i zbyt młodo. I pewnie będzie więcej.

A dla mnie i innych w moim wieku jedynie taka nadzieja, że może już nie młodo. Wielu mądrych podaje przyczyny tego stanu rzeczy. Różne. Najróżniejsze. Ostatnio wszyscy, w całej Polsce, zauważyli jedną z jego przyczyn, czyli smog. I wszyscy wyrazili wielkie zdziwienie jego obecnością, tak jakby go do tej pory nie dostrzegali.


  

Patrzę sobie na to, co się dzieje wokół pomysłu radnych PiS budowy na Górce Cyranowskiej wieży zwieńczonej figurą Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Patrzę tylko, bo nie chcę wprost, z różnych powodów, być uczestnikiem dziejących się wydarzeń, a może tylko dyskusji. Tym bardziej, że owe wydarzenia – co niebezpieczne – dopiero nabierają rozpędu i nie wiadomo, jak się skończą. A ja jestem już starym facetem i nie wpycham niepotrzebnie palca w drzwi.


  

Dulska: Witamy Pana, Panie Premierze, w naszych skromnych progach.

Cóż to stało się tak niezwykłego, że sam Pan Premier przyjechał ze stolicy do naszej mieściny, do naszego domu i zaszczycił nas tak bardzo, że słów nie znajduję, by wyrazić Panu Premierowi wdzięczność i niesłychany szacunek, jaki wszyscy żywimy do Waszej Premierowatości . .. cóż ja głupia baba mówię, do Waszej Wysokości! Tak, właśnie, do Waszej Wysokości!


  

Tak postawione pytanie, będące skądinąd tytułem najsławniejszego obrazu Gauguin`a, można ubrać w szaty filozoficznej zadumy nad życiem, pasującej przełomowi lat, ale można także przyoblec je w na pół błazeńskie odzienie polityki.

Męczy mnie już nawet patrzenie na tytuły postów w Facebooku, jątrzące, nienawistne, zapowiadające artykuły z których wylewa się jad i zniewaga dla przeciwnika. Ale męczy mnie także jednostronna propaganda sukcesu lub klęski, jaką uprawiają na fejsie nie tylko działacze partyjni, ale także zarażeni (lub zarażani) tą propagandą zwykli śmiertelnicy.


  

Po objawieniu społeczeństwu pomysłu obniżek emerytur ubeków zażartowałem, że następni w kolejności będą byli członkowie PZPR, niezależnie od tego, czy sami sobie odkładali na emerytury, czy fundowało im je państwo. Znajomy, któremu to powiedziałem wyśmiał mnie wtedy.

No i niedługo trzeba było czekać. Najwybitniejszy opozycjonista PRL i IV RP, Kornel Morawiecki, już to zaproponował.

Donosi portal rp.pl: „Procedura powinna być stosowana także wobec wyższej kadry wojskowej i wysokiej kadry partyjnej – powiedział marszałek senior. Przyznał, że ma na myśli pracowników politbiura czy KC. W ocenie Kornela Morawieckiego, procedura obniżenia emerytur powinna objąć także wymiar sprawiedliwości.


  

Z zainteresowaniem przeczytałem informację, że w Mielcu, w Radzie Miasta – w przeciwieństwie do Warszawy i Sejmu – przyjęto zgodnie z prawem i bez kontrowersji budżet miasta na rok 2017. Fajny budżet. Robiący wrażenie.

Jak obserwuję go od lat, to jeszcze tak wysokich przychodów i bardzo wysokich wydatków nie pamiętam. Rośniemy w siłę. Rośniemy? Deficyt w wysokości 62 mln złotych przy dochodach planowanych 260 mln.. Mamy gest. Ale to chyba taka moda. Ogólnokrajowa. Że wyborcom trzeba dać więcej. Czy więcej niż nas stać? Pewnie nie, bo na ten deficyt jeszcze nas stać, ale oby to nie był piękny początek złego końca.


  

Przypominam – chociaż może niektórzy się obrażą, że przypominam – że jesteśmy (dumnymi) dziedzicami europejskiej tradycji chrześcijańskiej, wyrosłej z tradycji biblijnej, by nie powiedzieć, żydowskiej, a trochę greckiej i rzymskiej.

Naszą kulturę przez wieki kształtowała Ewangelia i nauka Kościoła. Czy ktoś chce, czy nie chce tego przyznać. Z nich też wywodzimy swój stosunek do śmierci i do zmarłych.


  


Slider

Slider
Slider
Slider