Slider

Facet z Mielca (Greg Pawlik)

 Podkarpacie to województwo spokojne jak bieszczadzkie jezioro w pogodny, wiosenny dzień. Chyba, że ktoś na warszawskiej Wiejskiej wyciągnie długi patyk i zacznie nam ten spokój mącić nowymi ustawami i reformami.

Dla rodziców dzieci uczęszczających do podstawówki ostatnie parę tygodni było okresem stresu i trudnych decyzji. Zaczęło się chyba od tego, że ktoś puścił farbę o braku obowiązku uczęszczania przez dzieci na konkretne, zrejonizowane szkolne koszary.


Kilka miesięcy temu zamieszkało w Mielcu dwóch młodych amerykanów.

Sam ten fakt brzmi niewiarygodnie, bo jak wiadomo wędrówki ludów odbywają się raczej w kierunku przeciwnym (nie bez powodu włodarze naszego miasta umieszczali niegdyś tablice pożegnalne „Tu rozwijają się skrzydła” na trasach wylotowych). Każdej regule towarzyszą jednak wyjątki.


Obecna kontrowersja maryjno-wieżowa coraz bardziej przypomina opowieść o budowie wieży Babel. Jest to jedna z najkrótszych historii opisanych w Biblii (opisana zaledwie jedenastoma zdaniami), ale jej treść jest bardzo wymowna.

Bohaterami są ludzie, którzy próbowali dosięgnąć nieba ignorując otrzymane z nieba wskazówki. Zamiast budowania swojego życia na podstawie chrześcijańskich wartości, oni postanowili „uczynić sobie imię” budując „sobie miasto i wieżę, której szczyt sięgałby aż do nieba”  (Księga Rodzaju, rozdział 11, werset 4).

 


Pamiętacie tę inspirującą historię z Nowego Testamentu o bogatym młodzieńcu, który zapytał Jezusa co powinien zrobić, żeby być zbawiony? Jezus mu odpowiedział: wygraj wybory, a następnie podstępem, za ich własne pieniądze zbuduj mojej Mamie pomnik.

Następnie zwrócił się do swoich uczniów i rzekł: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, wywołujcie spory między ludźmi, zniechęcajcie ich do mnie i moich nauk, czyńcie gniewnymi narody…


Mazurskie bary z kebabami, oraz ich okolice to ostatnio najpopularniejsza atrakcja turystyczna dla mielczan. I chyba turystów z całej Polski!

Tak przynajmniej wnioskuję czytając fejsowe komentarze na temat głośnych wydarzeń z Ełku. Każdy z nas dokładnie wie, co tam się wydarzyło podczas sylwestrowej nocy. Znamy nawet zawartość serc i umysłów pozostałych uczestników!


Jak większość Mielczan, spóźniłem się dzisiaj do pracy (a moje dzieci – do szkoły). Nie, nie! Wcale nie narzekam! Przeciwnie. Atmosfera na mieleckich ulicach była bardzo ekscytująca. Kiedyś musiałem lecieć aż do Nowego Jorku, żeby doświadczyć tego, co podano mi dzisiaj jak na tacy w okolicach Domu Kultury – serca i duszy naszego miasta.

Niekończące się sznury samochodów, wyrażający swoje podniecenie przeróżnymi gestami a chwilami nawet dźwiękiem klaksonu kierowcy – gdyby Leliwa zagrała jeszcze Błękitną Rapsodię to naprawdę zapomniałbym gdzie jestem. Świadkiem strzelaniny niestety nie byłem, aczkolwiek dreszcz wywołał ambulans na sygnale, który ze Skargi skręcił w Staffa, po czym zorientowawszy się, że korek sięga aż do Aury, szybko zahamował i sprawnie zawrócił.

Niektórzy ludzie, kiedy zdają sobie sprawę z tego, że przybyli na wadze, robią się zgorzkniali i zamiast dostrzegać piękno letniej pory roku, zaczynają zrzucać winę na wagę, lustro albo sprzedawcę w sklepie odzieżowym. Wczorajszego pogodnego dnia przypomniałem sobie, że ja również do nich należę.
Zamiast więc wyrzucać przez okno wagę, skorzystam ze sposobności i wyżyję się na sprzedawcach (z góry dziękuję za uczestnictwo w tej terapii urażonych przeze mnie znajomych pracowników mieleckich sklepików i zapraszam do śmiałego komentowania).
 



Slider
Slider
Slider