Slider

HraBianka

Prysznice, wanny, umywalki, indukcje, piekarniki, mikrofale, farby, panele, płytki… w życiu nie przypuszczałam, że tyle tego, i że taka niezdecydowana jestem. Byłam pewna, że wszystko pójdzie szybko i sprawnie. W końcu od dawna wiedziałam jak mniej więcej ma wyglądać wnętrze, w którym chciałabym mieszkać. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że to jednak nie taka prosta sprawa, gdy w grę wchodzi już realna przestrzeń, twoja przestrzeń, w której spędzisz co najmniej kilka lat. Sprawy nie ułatwiają także sklepy, których jest na pęczki i które proponują co rusz jakiś ekstra super produkt, a mnie od ilości informacji i decyzji, które musimy podjąć, boli głowa.


  

Z każdym kolejnym etapem budowy bloku, w którym mamy zamieszkać, coraz bardziej docierało do mnie, że ten Mielec to już na stałe, już na poważnie i że nie ma odwrotu. Oczywiście szybko doprowadzałam się w takich chwilach do pionu i w głębi duszy mówiłam „halo halo! Nikt nie mówi, że musimy tu być do końca życia!” W zasadzie moje plany, by zamieszkać w Gdyni, albo na Wyspach Kanaryjskich (wciąż nie mogę się zdecydować) są do zrealizowania 😉 W końcu do emerytury jeszcze jakieś 40 lat, więc przez ten czas powinnam dokonać wyboru. Wpadnijcie tu za niecałe pół wieku, a dowiecie się na co padło. Ale zejdźmy na ziemię, wróćmy do Mielca.


  

Mielec to nietypowe miasto. Miasto niewielkie, ale z dużymi ambicjami. Miasto, którego mieszkańcy bronią jak niepodległości i nie pozwolą powiedzieć niczego złego na jego temat. Mielec się rozwija i to jest fakt. W Mielcu nie ma galerii, ale nie ma też za wiele parków, czego mnie osobiście najbardziej brakuje.

 

Najwytrwalsi obrońcy powiedzą pewnie, że są przecież lasy, które otaczają Mielec z każdej strony. W Mielcu ludziom żyje się raczej dobrze. Sklepy otwarte są dość krótko, a czasami są nawet cały dzień zamknięte.


  


Slider
Slider
Slider