Felietoniści

Na tablicach przy drogach wlotowych do miasta w miejscu napisu „Mielec” pojawił się… „Kronobyl”. Jak nietrudno się domyśleć, jest to połączenie dwóch nazw: fabryki Kronospan, której wyziewy wywołują ogromne kontrowersje, i Czarnobyla, w którym doszło do głośnej katastrofy ekologicznej.

Sprawców nie złapano, ale ich dzieło robi prawdziwą furorę. O Mielcu, a raczej o „Kronobylu” usłyszała już cała Polska.

Mielczanie od lat, a właściwie od dekad skarżą się na gęsty dym wydobywający się z kominów fabryki Kronospan, który produkuje płyty meblowe, panele i kleje.


  

Przed nami 70-lecie skrytobójczego mordu na bohaterach.

W niedzielę (28 bm.) Mielec uczci 70-lecie śmierci Wojciecha Lisa „Mściciela” (1913-48), legendarnego Żołnierza Niezłomnego ziemi podkarpackiej. Zginął on wraz z Konstantym Kędziorem z rąk zdrajcy na zlecenie Urzędu Bezpieczeństwa.

Uroczystości o godz. 9 rozpocznie msza św. w kościele pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Następnie na cmentarzu komunalnym, przy grobie „Mściciela” odbędzie się Apel Poległych. O godz. 17 w sali nr 1 Samorządowego Centrum Kultury zaplanowano projekcję filmów poświęconych Żołnierzom Niezłomnym „Ojciec i Syn” i „Podwójnie Wyklęty”, a następnie spotkanie z reżyserką tego drugiego – Ewą Szakalicką. O godz. 21 przy grobie Wojciecha Lisa odbędzie się coroczna wieczornica patriotyczna.


  

Skończyły się protesty KOD – u, tak jak skończył się sam KOD. Czarne marsze kobiet nie wzbudzają już emocji w Polsce, poza feministycznym środowiskiem Warszawy i może paru innych większych miast.

Opozycja się rozlazła jak stara szmata i trudno wierzyć, że może się jeszcze pozszywać i wyglądać jak przyzwoity, szyty na miarę i potrzeby Polaków polityczny garnitur. Strasznie to smutne, a może tylko będące chichotem historii, że nadzieją części zawiedzionych będzie lewica. Dobrze, jeśli ta cywilizowana, cywilizacyjna i socjaldemokratyczna spod znaku Millera i Czarzastego, potocznie zwana komuną, gorzej jak będą to komunistyczni szaleńcy spod znaku Razem.


  

W obecnych czasach, kiedy zalewani zostajemy mnóstwem informacji, należy zwrócić uwagę w jakim celu są wykorzystywane i przypomnieć pewne z przeszłości fakty dotyczące ludzi w obronie których społeczeństwo powinno stanąć i dlaczego.

Do napisania kilku słów w tej sprawie zmobilizowały mnie skandaliczne słowa czołowego polityka obozu władzy Ryszarda Czarneckiego, nazywającego „szmalcownikiem” Różę Thun znaną z funkcji społecznych i stojącą po stronie demokratycznych wartości.


  

Kończy się nasz bogaty w wydarzenia rok 2017. Granice z Europą nadal są otwarte, ludzie więc nadal wyjeżdżają „za chlebem” do obcych, często coraz bardziej wrogich nam i przesyconych „ciapatymi” krajów.

Co „ciapaci” przeszkadzają nam tylko tu, gdzie ich wcale nie ma, czyli w Polsce, natomiast wcale lub mało nie przeszkadzają w Niemczech czy Anglii. „Ciapaci” sprawdzają się nawet jako sąsiedzi tych, którzy do Polski już nie wrócą i na obczyźnie pokupowali domy i wychowują dzieci.


  

Czytałem news (z powtórki) na mieleckim portalu, warty jakieś 5 milionów złotych. News nie portal. 12 lutego 2008 roku, na hej.mielec ukazał się wywiad/relacja z nadleśniczym z Tuszymy, panem Juraszem, o tym, że w mieleckich lasach żyją wilki.

Cytuję za portalem: „Mielec leży na skraju Puszczy Sandomierskiej. W granicach miasta jest spora połać lasów i… stado wilków. Dzikie psy przywędrowały do Mielca same. I na obrzeżach miasta znalazły miejsce idealne dla siebie. Cieszy się z tego Zygmunt Jurasz, Nadleśniczy z Tuszymy. To on, wraz współpracownikami, podjął się zadania przywracania naturalnej zwierzyny w opustoszałej Puszczy Sandomierskiej”.


  

No więc po kolei, bo z Panią można dyskutować i nawet jeśli jest to dość ostra dyskusja, to nie skręca na uwarunkowania personalne. Pewnie Pani to zauważyła, że celowo zderzyłem te dwa odległe fakty: to pragnienie wojny wyrażane wtedy nie tylko przez borowskich chłopów, ale dość powszechne, i to nie tylko w na ziemiach polskich, ale w Europie.

Za długi był czas pokoju (względnego, oczywiście, ale teraz w Europie też 20 lat temu mieliśmy wojnę) za dużo było niezadowolonych z istniejącego stanu rzeczy i bardzo wielu pragnęło ten stan odmienić. Najlepszym sposobem dla większości był wojna. Ona miała zmienić istniejący porządek rzeczy. My też długo, bardzo długo, żyjemy w pokoju, i tak jak tamci chłopi większość z nas nie wyobraża sobie, co oznacza wojna, głów, cierpienie, choć może jesteśmy ciut od nich mądrzejsi, bo oni znali co najwyżej potyczki ułanów, a my znamy ich Wielką Wojnę i znamy też Oświęcim.


  

Pamiętam, jak dawno temu Babcia opowiadała mi zdarzenie z lata roku 1914. Miało miejsce w naszej Borowej, w czasie jakiegoś nabożeństwa w kościele, zapewne mszy świętej.

Tamtejszy ksiądz miał kazanie, w którym między innymi ostrzegał przed wojną, której powiew już było czuć nawet w małych wioskach Galicji. Ku jego zdziwieniu obecni w kościele chłopi zaczęli krzyczeć, że oni chcą wojny. Ksiądz miał powiedzieć: ludzie, czy wy wiecie, czego chcecie? Czy wy wiecie, co to jest wojna? Niech nas Bóg broni przed wojną! Ale oni trwali w swoim pragnieniu wojny.


  

Na krótkich nogach łazi po świecie moralność Kalego. Co raz widzimy, jak to, co chwaliliśmy, bo było nam wygodne, bo pasowało do naszej aktualnej narracji, za chwilę staje nam ością w gardle.

Obecna władza na siłę potrzebuje nowych bohaterów najnowszej historii. Już jakby mniej na topie jest Powstanie warszawskie, które w świadomość Polaków wpisuje się coraz bardziej niedawną komunistyczną narracją, jako czyn ze wszech miar, a politycznie w szczególności, głupi, nieprzygotowany i nierozważny, stąd i wzorcami do czczenia mogą być jedynie szarzy mieszkańcy Warszawy lub szeregowi żołnierze, tak naprawdę oszukani przez dowódców.


  

Pewnie zawiodę tych, którzy spodziewają się, że będę mówił dobrze o „dobrej zmianie”, ale i tych, którzy spodziewają się krytyki tejże. Nic z tych rzeczy.

Mijają trzy lata od wyborów naszych przedstawicieli do Rady Miasta. I co? Moim zdaniem – niewiele. Właściwie wszyscy mielczanie oczekiwali wtedy dobrej zmiany w mieście i wszyscy, którzy kandydowali, tę zmianę obiecywali. PiS, bo tak (już?) miał w tytule, inni, bo wypadało, albo rzeczywiście taki był ich zamiar.


  

W poprzednim felietonie pisałem o zaczynającej się gorączce zbliżających się wyborów do rady miasta Mielca i coś zaczyna być na rzeczy. Publicznie swoje propozycje do budżetu na 2018 złożyli Nasz Mielec i osobno, pan Wdowiarz, kiedyś wiceprezydent przy Naszym Mielcu i panu Chodorowskim.

Czekać, jak odezwą się radni z PiS no i radni SLD czyli Razem dla Ziemi Mieleckiej. Chciałbym mieć też nadzieję, że swój program zamierzeń przedstawi pan Prezydent. Oczywiście mniej tu chodzi o budżet, bardziej o zbliżająca się elekcję.
Już we wrześniu radny Bieniek zapalił czerwone (no, może żółte) światło nad realizacją budżetu. Powiedział : „Chciałem zaapelować – pracujmy, ale jeżeli pootwieraliśmy tyle inwestycji, tyle miejsc, które wymagają interwencji, to jeżeli chcemy wyjść z jakąś kolejną fajną propozycją z punktu widzenia miasta, to oceńmy, czy ta propozycja nie pociągnie za sobą kolejnych ogromnych kosztów. Musimy być odpowiedzialni.

 


  

Najpierw stadion, potem hala, teraz biblioteka i SCK… Co runie w najbliższym czasie?
Hala widowiskowo-sportowa, Samorządowe Centrum Kultury, biblioteka – wszystkie te reprezentacyjne obiekty Mielca sypią (lub już się rozsypały) na naszych oczach. Nawet stadion, który kilka lat temu został przebudowany na bazie starego obiektu, okazuje się bublem. Doprowadzenie tego wszystkiego do porządku będzie kosztowało podatników setki milionów złotych. Kto za to wszystko odpowiada?

Cała baza sportowo-kulturalna Mielca powstała w głębokim PRL-u. Przez dekady zarządzała nią Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego. W 1992 r. miasto przejęło budynki Samorządowego Centrum Kultury i Miejskiej Biblioteki Publicznej. Kilka lat później skomunalizowano także stadion i halę widowiskowo-sportową. Mimo sukcesywnie prowadzonych remontów, stan tych i innych przejętych od WSK obiektów jest tragiczny.


  

Ze Stawów Cyranowskich chcą uczynić miejsce wypoczynku, sportu i rekreacji nad wodą i wśród malowniczych lasów.

Miasto chce stworzyć ze Stawów Cyranowskich miejsce wypoczynku, sportu i rekreacji nad wodą i wśród lasów. Problem w tym, że akwen ten jest dziś własnością Agencji Nieruchomości Rolnych, a otaczające go grunty należą do Lasów Państwowych. Zdaniem urzędników, istnieje jednak realna możliwość komunalizacji tego obszaru.


  


Slider

Slider
Slider
Slider