Slider

Pewnie zawiodę tych, którzy spodziewają się, że będę mówił dobrze o „dobrej zmianie”, ale i tych, którzy spodziewają się krytyki tejże. Nic z tych rzeczy.

Mijają trzy lata od wyborów naszych przedstawicieli do Rady Miasta. I co? Moim zdaniem – niewiele. Właściwie wszyscy mielczanie oczekiwali wtedy dobrej zmiany w mieście i wszyscy, którzy kandydowali, tę zmianę obiecywali. PiS, bo tak (już?) miał w tytule, inni, bo wypadało, albo rzeczywiście taki był ich zamiar.

Dzisiaj, rok przed wyborami, wygląda to tak: hala sportowa rozwalona, a perspektywa nowej jest niczym perspektywa w średniowiecznych obrazach. Biblioteka już miała zostać przeniesiona, a budynek zburzony, ale na szczęście została i tylko nadal grzyb pożera książki, ale kto by się dziś owymi dziełami przejmował. Obiecywanej wieży nie wybudowano, ale to może i dobrze, bo byłoby źle, jakby ktoś miał mówić, że „przez wieżę nie wierzę”. Sytuacja odwrotna jest mniej prawdopodobna. Chociaż coś na Górce wybudować trzeba.

Tymczasem zakończył się festiwal. Niestety, moim zdaniem jego ranga idzie w dół wraz z Mielcem. Kronospan dymi jak dymił, ale ma dymić sympatyczniej, bardziej pańsko, mniej śmierdząco, można by rzec – pachnąco. Kiedy? Nie bardzo wiem. Marzenia o zamianie pieców na ekologiczne i o energii solarnej w domach można włożyć ad acta. Budżet obywatelski umarł przy porodzie. Rów/potok Trześń Główna jest jeszcze bardziej przyjazny naturze i bobrom, a jeszcze mniej firmom.

Czytam życzenia mielczan, które zgłaszali do realizacji Prezydentowi prawie trzy lata temu. Dominują oczywiście te chodnikowo-wypoczynkowe, co nie powinno dziwić. Są też poważniejsze. Pośród nich znajduje się chęć inwestycji w energię solarną, stacje monitoringu, czy chociażby zadbanie o ronda uliczne, budowa przedszkoli i zadbanie o dostarczanie wody z ujęć w lesie. Wśród pomysłów pojawiał się również budżet obywatelski, czy (z kapelusza wyjęte) rozliczanie zarządu MSM, a także czyszczenie i regulacja rowów miejskich. Nikt jednak nawet nie zająknął się o budowie wieży na Górce Cyranowskiej, czy inwestycji w halę sportową.

Może należało słuchać mieszkańców? Bo na co nam hala za (podobno) 100 mln zł? Czy ktoś sobie pomyślał, że może łatwiej wybudować, niż potem utrzymać? Choć jak widać, wybudować też jest bardzo trudno, a utrzymać, obawiam się, że będzie jeszcze trudniej. Na dodatek może to być „worek bez dna”. Jak wybudowano Stadion Narodowy za 1,5 mld złotych, to potem robiono wszystko, by zapewnić mu samofinansowanie. Warszawa to jednak nie Mielec. Czy ktokolwiek z radnych mieleckich pomyślał, w jaki sposób zapewnić samofinansowanie nowej hali sportowej? Czy może najważniejsze jest, oddalające się bardzo, przecinanie wstęgi, a o „kamień na szyi miasta” niech się potem martwią inni?

W życzeniach pojawił się również motyw budowy bloków komunalnych. W sukurs życzeniodawcom przyszedł program dobrej zmiany, czyli Mieszkanie+. Czytam o mieleckiej odnodze tego programu. Czytam i szlag mnie trafia, bo mówią, że za drogo. Tyle nie może to kosztować! (jak mówi jeden z radnych). Jednak, na życzenie zainteresowanych , mieszkania mają mieć powierzchnię ponad 65 metrów i koniecznie mają być własnościowe.

Co jednak z tymi „głupimi”, którzy jadą do Anglii, by zarobić samemu na mieszkanie? Może będą mogli sobie kupić za ciężko zarobione pieniądze jedynie 55 metrów? Tylko kogo to będzie obchodziło!

Szkoda mi Mielca. Przeżyłem tu całe życie. To miasto nie zasługuje na los, jaki jawi się na horyzoncie. Skłamałbym, mówiąc że Mielec upada, czy że się cofa. To, póki co, nie jest prawdą. Jednak w mojej ocenie Mielec się zatrzymał i stoi w miejscu.

Nie można w tym czasie „postoju” nie zapytać, chociaż nie wiadomo kogo, być może samego siebie, o hierarchię wartości, jaką winni się kierować ludzie rządzący miastem, mający istotny wpływ na jego losy, te bliższe jak i dalsze. Czy ważniejsza jest przyszłość miasta z zawartym w nim losem 60 tysięcy ludzkich istnień, miasta, które musi się rozwijać, nie przestając ani na moment w ekspansji (na swoją skalę), czy los pojedynczego człowieka, choćby najważniejszego? I nieważne, czy chodzi o radnego, prezydenta, doradcę, czy mianowanego urzędnika Urzędu albo inną ważną w hierarchii miasta i powiatu mianowaną osobę.

Urząd nie może grać na siebie i swoich urzędników. Grać pod stanowiska i kasę. Rada Miasta nie może starać się jedynie dobrze „wypaść” przed wyborcami. Los mielczan w dużej mierze zależy od was i nie są to czcze frazesy.

Oczywiście są również sukcesy. Mnie wpadły w oko m.in. zrealizowanie Domu Kultury dla Osiedla Lotników, nagłośnienia Cmentarza Komunalnego, monitoringu czystości powietrza czy projektu bezpłatnego przyjmowania odpadów zielonych, tj. skoszonej trawy. Zapewne jest ich wiele więcej, nie zmienia to jednak ogólnego, depresyjnego spojrzenia w przyszłość.

Przyszłość rozliczy wszystkich odpowiedzialnych. Nie pomoże robienie konferencji prasowych i przerzucanie się odpowiedzialnością. Władza w Mielcu składa się z części prawodawczej i wykonawczej. Odpowiada przed mielczanami cała, skąd i jaka by nie była. Nie odpowiadają jedynie doradcy.

Mnie jest obojętne, kto wprowadza dobre zmiany dla Mielca. Może to robić PiS. Mielec jest ponad polityczne podziały, więc życzę mieleckiemu oddziałowi PiSu, który niewykluczone, że wygra kolejne wybory samorządowe, by zrobił coś takiego dla Mielca, zachowując proporcje, jak to „duży” PiS zrobił w Polsce, uszczelniając handel paliwami, ograniczając przekręty VAT-owskie, a przez to finansując 500+. Jednak jak na razie radni mieleckiego PiS dużych sukcesów na koncie nie mają. Tak jak nie ma ich „egzekutywa” mieleckiej władzy, a czas płynie nieodwracalnie. Więc nie marnujmy go na czczą propagandę, jaką uprawiają najbardziej „aktywni” radni rządzącej partii. Bo, to przestroga dla władz PiS, od jakości radnych będzie zależał nie tylko dalszy los Mielca, ale także ewentualnie przegrana PiS w mieleckich wyborach do Sejmu

Andrzej Talarek

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider