W Cieniu Jupiterów Mielec
Image default
Felietony

Mielecka ekologia polityczna [FELIETON]

Na początku było ”trzęsienie ziemi”. Potem zgodnie ze schematem wziętym z Hitchcocka, napięcie powinno narastać, aż do zupełnie zaskakującego finału.A tu po wielkanocnych protestach przeciwko Krono z 2018 roku w zasadzie niewiele już pozostało.

Nie mówię, że niewiele załatwiono, bo jednak „coś się ruszyło”. Choćby nowa instalacja w Krono, która jednak i tak by była bez protestów, czy zakaz traktowania odpadów z płyt wiórowych jako biomasy i spalania ich wraz z odpadowym drewnem.
Ale większość spraw pozostała – wbrew oczekiwaniom protestujących – jak przed protestami.

Czyli Kronospan nie tylko nie wyprowadził się z Mielca – jak liczyli niektórzy fantaści – nie tylko nie zmniejszył działalności, ale się nadal intensywnie rozwija.

Inne sprawy ekologiczne, na które protestujący wcale nie zwracali (i nie zwracają) uwagi, czyli smog z niskiej emisji czy inni zatruwacze przemysłowi, nadal mają się dobrze.
Nie śledziłem dokładnie tych spraw, bo moje priorytety ekologiczne są inne niż mieleckich ekologów lub ludzi, którzy ekologami stali się na chwilę, albo zostali wypchnięci przez los do pierwszego szeregu i musieli mówić to, czego oczekiwał tzw. „lud”.

A lud widzi, że mu się dymi z wielkiego komina i nic innego go nie rusza. Tym bardziej, że najczęściej sam ma na sumieniu. A to kopcący piec na węgiel i inne takie, a to starego diesla, a to brak segregacji odpadów.

Nie śledziłem i ze zdziwieniem dowiedziałem się, że jeden z przywódców protestów wielkanocnych wygrał proces z Gazetą Polską Codziennie, która cały, raczej spontaniczny na początku ruch, chciała upolitycznić i na dodatek doprawić mu – jak nos u Pinokia – jakiś niecny interes. A tym samym zdyskredytować go. Twierdziła mianowicie, że organizatorzy protestu byli motywowani politycznie (czytaj: podburzani przez wrogów PiS), a także sugerowała, że cały ruch przeciw Kronospanowi był finansowany przez jego konkurencję. Czyli przez białostocką fundację Ekoprobono. Ta ostania podobno działała w interesie konkurentów zakładów grupy Krono.
Jak powiedział pan Kuś, organizator protestów i pozywający GPC, to „właśnie takie działania jak te, w których użyto GPC i przyjaznych PiS mediów sprawiły, że protest został upolityczniony, ale nie przez nas, organizatorów czy aktywistów, ale ludzi, którzy się pod te protesty podpięli, i tych, którym te protesty nie pasowały”
Jak pamiętam do marszu „przeciw Krono” podpięli się lokalni działacze PiS, którym potem chyba protesty z bardzo na ręką nie były. 

Tak czy siak, czy chcieli organizatorzy, czy nie, obecnie temat ekologii w wydaniu mieleckim jest tematem politycznym. Ekologia przemieniła się w ekologię polityczną z wszystkimi tego wadami. Bo zalet raczej niewiele. 

I tak niezrealizowana obietnica pana Kaczyńskiego stała się dla wielu mielczan dodatkowym powodem do nielubienia PiS. Mnie śmiać się chciało, gdy po spotkaniu z Prezesem Kaczyńskiem niektórzy wiązali z tą obietnicą, zresztą dawaną w cztery oczy, jakieś nadzieje.

Dodatkowo za próbą upolitycznienia ruchu stał pewnie fakt, że niektórzy z mieleckich ekologów, a i liderów ruchu, nie kryli swoich antypisowskich przekonań politycznych.

Pewnie dodatkowo w kręgach rządzących zakiełkował pogląd, że taki nieokiełznany przez władze ruch społeczny, może zagrozić jej interesom. Czy to lokalnym, czy szerzej, wojewódzkim czy krajowym. Mógł ich utwierdzać w przekonaniu fakt cyklicznych ataków na marszałka Ortyla. Nie rozstrzygam, czy akurat słusznych i mających merytoryczne racje. Faktem jest, że jakby ubiegając czy odpowiadając na ataki, marszałek (czy ktoś w jego imieniu) wydawał co raz jakieś oświadczenia.

Ostatnio po apelu grupy anonimowych mieleckich ekologów. Pewnie już tak się upolitycznili, że bojąc się PiSu, woleli pozostać anonimowi.

No i tak powoli dochodzimy do zmierzchu tego potrzebnego mimo wszystko ruchu ekologicznego.Tym bardziej, że zamiast skupić się na swoim podwórku, mieleccy ekolodzy bronili wszystkich i wszystkiego, szczególnie tego, co lansują lewicowe, a więc nie PiSowskie media. Czy to Puszczy Białowieskiej przed kornikiem Szyszką (śp.), czy to chomików na trasie S7, czy reżyserowanych działań dziewczynki Thunberg, czy teraz pożarów w Australii, nieszczęśliwie ugaszonych ostatnio przez deszcze.

Nikomu zaś z nich nie przyszło do głowy, by zaprotestować przeciwko asfaltowaniu dróg w mieleckich lasach czy przekształceniu dawnej Puszczy Sandomierskiej w Lasy Przemysłowe.

I czasem, jak się tak zastanowić, aż przychodzi ochota wierzyć, że ten mielecki ekologizm nie jest tak do końca spontanicznie i bezinteresownie mielecki.

No chyba że jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa. Ale kto znowu potrafi wzbudzić takie emocje jak kiedyś, kto potrafi wyprowadzić z domów tyle ludzi, skoro i przywódcy poszli w politykę, na dodatek niektórzy w politykę bliską PiS?
Czy jest jeszcze możliwe odrodzenie przecież potrzebnego ruchu ekologicznego?
Czy potrafi on zrzucić z siebie łatkę politycznych ekologów?
Bo tak się dobrze zapowiadało. I to nie dwa lata temu, ale lat temu 10.
I jakoś tak się zmarnowało.

Polityka wszystko zabije.

Andrzej Talarek


Zobacz też...

Radni przeciw miastu czy w interesie miasta? [FELIETON]

Redaktor naczelny

W Mielcu brakuje Kaczyńskiego [FELIETON]

Redaktor naczelny

Moje wigilijne gwiazdki [FELIETON]

Redaktor naczelny