W Cieniu Jupiterów Mielec
Image default
Felietony

Mieleckie firmy padają ofiarą pandemii. Co dalej? [FELIETON]

Ekonomiczne skutki pandemii w Mielcu są widoczne gołym okiem. To zamknięte restauracje. Zamknięte hotele, kawiarnie, bary, salony fryzjerskie i kosmetyczne. Nieczynne biura podróży, niepewna sytuacja transportowców oraz rolnicy drżący o zbyt swoich produktów.

Pracownicy wielu firm przebywają na urlopach, wielu zostało zwolnionych. Przestoje w kilku sporych firmach, sporadyczne przebranżowienie się na czas kwarantanny, głównie po to, by nie upaść i nie zwalniać ludzi.

Ile firm przetrwa ten trudny czas? Jak długo to jeszcze potrwa? Komu uda się przetrwać bez zmiany pracy? Kto okaże się z dnia na dzień ciężarem dla firmy i otrzyma wypowiedzenie? Kto straci pracę i nie będzie w stanie spłacać kredytu na mieszkanie? Komu i za ile deweloperzy sprzedadzą wybudowane na kredyt lokale i mieszkania jeśli rynek się zapadnie i ceny spadną na łeb, na szyję?

To pytania, które dręczą mieszkańców powiatu mieleckiego, ale nie tylko. To problem całego kraju i świata, a więc również zagranicznych korporacji i dużych sieci, które zainwestowały duże kwoty. Również w naszym mieście.

Tak głębokiej recesji większość z nas nie pamięta. Ekonomiści, aby ukazać jej cechy, prześcigają się w porównaniach. Co będzie dalej? Pewne jest jedno: co będzie dalej, nie wie nikt. Starszym z nas przypomina się poprzedni ustrój i jego transformacja. Czy rok 2021 będzie jednak czasem szybkiego wzrostu mikroprzedsiębiorstw, bogacenia się handlarzy i spekulantów? Nie wiadomo. Nie mają jednak dziś dużego powodu do obaw ci, którzy są specjalistami w swoim fachu – oni zawsze znajdą pracę. Nie mają też większych obaw ludzie, którzy latami budowali swoje biznesy ciężką, żmudną pracą – wszystko co mają to ich.

Niemały orzech do zgryzienia mają jednak przedsiębiorcy, którzy, aby się rozwijać, musieli brać kredyty na kolejne inwestycje, robić “koszty”, brać samochody w leasingi, stawiali budynki na sprzedaż lub wynajem jako inwestycje rozłożone w czasie. Równie kłopotliwą sytuację przeżywają również przedsiębiorcy zatrudniający dużą liczbę ludzi i/lub wynajmujący lokale podczas gdy spadły obroty lub po prostu “trzeba się  zamknąć”. Koszty stałe są w tym przypadku kulą u nogi – bez znaczenia czy jest to czynsz, etat, rata leasingu czy kredytu. To przykre, że życie tak boleśnie karze w tym momencie ludzi przedsiębiorczych, którzy dawali zatrudnienie wielu z nas.

Plusem w tym całym nieszczęściu jest jednak fakt, że mieszkańcy Polski południowo-wschodniej nie do końca jeszcze zapomnieli jak bywało w ich życiu tak jeszcze niedawno. Jak dzieci ze wsi uciekały w pogoni za „lepszym życiem” do miasta, nie chcąc jak matka i ojciec dzień w dzień chodzić do pracy i na drugi etat uprawiać hektar warzyw za domem. Nie chcieli doić krów, karmić świń czy brać urlopu na żniwa i wykopki będące corocznym standardem – bo jak nie u siebie to u sąsiada. Miejsce tych zajęć zajęły wizyty w barach, u kosmetyczki, maratony po galeriach i last minute na Maderze czy w Egipcie. Okiem ekonomisty bez wątpienia żyło się gorzej.

Czy jednak dzisiaj jesteśmy szczęśliwsi wiodąc życie, o którym jeszcze trzydzieści lat temu nawet nie marzyliśmy? Nie sądzę.

Będziemy walczyć o jedzenie i umierać z głodu? Raczej nie. Najwyżej na ogródkach działkowych zamiast kwiatków sadzić będziemy pomidory i ogórki, a wielcy rolnicy nie będą brać najnowszych ciągników z dotacji tylko przypomną sobie jak to było jeździć całe dnie Zetorem lub Ursusem. Zamiast sprzedawać ziemniaki na frytki eksportowane do Niemiec i Francji, będą handlować nimi na lokalnych bazarach, a my będziemy jedli je na obiad lub upędzimy z nich bimberek. Nasze żony i matki zamiast pracy w korporacjach i wizyt u kosmetyczek na zmianę z sąsiadkami zajmą się dziećmi, które nie będą już chodzić do żłobków i przedszkoli, oraz sprzedażą na bazarach lub np. pracą w salonie fryzjerskim. Twój szef, drogi czytelniku, nie będzie już jeździł nowym mercedesem w leasingu tylko 5-letnim audi. Nie jest jednak powiedziane że z tego powodu będziesz zazdrościł mu mniej. 

W sytuacjach tak głębokiej zapaści ekonomicznej prawdopodobne jest to, że wiele „luksusowych branż” przeżywa ogromny kryzys. Zjawisko to zdziesiątkuje prawdopodobnie setki małych i dużych biznesów z branży turystycznej, rozrywkowej, motoryzacyjnej, estetycznej i kulturalnej. W odradzającej się gospodarce w cenie będą jednak na pewno relacje międzyludzkie i dobra podstawowe – żywność, branża włókiennicza, transport potrzebnych towarów, surowce. To wszystko jednak pod warunkiem, że rząd zbyt mocno nie zaingeruje w to prawnie. Czy recesja dotknie również górników, nauczycieli, kolejarzy i urzędników? Dobre pytanie.

Ta cała nagonka, poza zbędną paniką, która wywołuje ogromne wahania na rynkach światowych, niesie jednak nadzieję. Nadzieję na lepsze jutro. 

Jutro, w którym nie zmieniamy bezsensownie samochodu co 5 lat bo „Wyszedł nowy model, leasing już się skończył a trzeba robić koszty!”. Jutro, gdzie życie szanuje się za to, że ma się gdzie spać i co jeść, gdzie pomaga się znienawidzonemu sąsiadowi, bo wiadomo, że jak zabraknie płynu do dezynfekcji, to załatwi – w końcu pracuje w szpitalu. Podobnie jak my załatwimy mu maseczki do pracy, bo jesteśmy w ochotniczym wojskiem i dali nam niedawno jakiś bezsensowny przydział z tej całej obrony terytorialnej…

Oby jutro, które przyjdzie było czasem, gdzie szanuje się podstawowe wartości, innych ludzi i otaczający nas świat. Nawet jeśli szanowałoby się tylko trochę.

Szymon Adamski

Zobacz też...

1 Komentarzy

Andrzej 20 kwietnia 2020 (poniedziałek) at 13:14

ciekawy felieton. Zobaczymy, jak będzie. Ale raczej nie wrócimy do lat osiemdziesiątych. To raczej będzie bieda lat dwudziestych, całkiem inna

Odpowiedz

Zostaw komentarz

W Cieniu Jupiterów Mielec
Mielec: Informacje, Relacje, Wiadomości, Wydarzenia, Ogłoszenia, Nowości