Slider

Pamiętam, jak dawno temu Babcia opowiadała mi zdarzenie z lata roku 1914. Miało miejsce w naszej Borowej, w czasie jakiegoś nabożeństwa w kościele, zapewne mszy świętej.

Tamtejszy ksiądz miał kazanie, w którym między innymi ostrzegał przed wojną, której powiew już było czuć nawet w małych wioskach Galicji. Ku jego zdziwieniu obecni w kościele chłopi zaczęli krzyczeć, że oni chcą wojny. Ksiądz miał powiedzieć: ludzie, czy wy wiecie, czego chcecie? Czy wy wiecie, co to jest wojna? Niech nas Bóg broni przed wojną! Ale oni trwali w swoim pragnieniu wojny.

Obaj moi dziadkowie byli żołnierzami. Obaj przeżyli, co oczywiste, bo inaczej bym tego nie pisał. Jeden walczył we włoskich Alpach, wrócił bez rany, drugi był ułanem czy podobnym do niego, kula rozerwała mu podniebienie i miał je załatane jakąś złotą/srebrną blaszką. Dziwnie mówił. Policzek miał wklęśnięty.
Przypomniały mi się te zdarzenia po dzisiejszym Marszu Niepodległości, który szedł pod hasłem „My chcemy Boga”. Sam marsz, a szczególnie zdjęcia z niego, szczególnie te pokazujące młodych, zamaskowanych osobników-patriotów-katolików(?), wywołały wielką, wielowątkową, szeroką dyskusję, zarówno w mediach społecznościowych, jak i różnych portalach, tak „poważnych” jak i różnych skrajnych, niszowych.

Nawet mój Gość Niedzielny zamieścił na swoim portalu zbiór zdjęć, najróżniejszych, także ze starszymi paniami i obrazem Jezusa Miłosiernego, ale też mieczami Młodzieży Wszechpolskiej, uniesionym mieczem ONR-u, czy napisami śmierć wrogom ojczyzny, Falanga, Młodzież wszechpolska – Stop NATO i skrzyżowanymi karabinami, ale też i napisem „All different All white” (wszyscy różni, wszyscy biali), „Wielka Polska. Wieki potęgi powrócą” czy czarny plakat „Deus vici” z uniesionym mieczem ONR-u , ukraiński napis „Za Boha i za Narod” , ale i plakaty poszarpanymi płodami ludzkimi, ale też Bóg, rodzina ojczyzna, czy portrety Chrystusa Króla Polski.

GN zdjęcia opatrzył lakonicznym komentarzem, w przeciwieństwie do tryumfalnych lub drących szaty komentarzy innych mediów.
„Kilkadziesiąt tysięcy młodych, ale także rodzin i osób starszych wzięło udział w 8. Marszu Niepodległości. Skandowali: „Bóg, honor i ojczyzna”, ale także: „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę”, „Polski przemysł w polskich rękach”, czy „Nie lewacka, nie tęczowa, ale Polska narodowa”. I tyle.
Ogólnie każdy widział w tym marszu, co chciał zobaczyć. Jedni wielki patriotyczny, ale i katolicki zryw młodzieży polskiej, inni faszystowskie zastępy, kompromitujące Polskę w Europie.
Dla mnie hasło o Bogu, że go niby chcemy, na takiej manifestacji, to profanacja imienia Boga. Chodzę często do kościoła i dziwnym trafem nigdy nie spotykam w nim młodych ludzi, o bardzo charakterystycznej postawie i wyglądzie.

Zresztą w ogóle spotykam w kościele mało młodych ludzi. I jeśli jacyś młodzi wychodzą i idą pod hasłami, że „My chcemy Boga”, obok tych innych wrogich lub budzących strach haseł powyżej, to sam siebie pytam, czy oni chcą tego samego Boga, w którego ja wierzę, Boga, który umarł na krzyżu za wszystkich ludzi, różnych, lecz nie tylko nie tylko białych i nie tylko z prawej strony politycznej. I tak sam siebie pytam, czy może oni wierzą w innego boga, boga wojny, boga nienawiści, konfliktu?
I tak mi się zdaje, że chyba tak, chyba ich bóg nie jest Bogiem miłości, pojednania, przebaczenia, który umarł na krzyżu za wszystkich ludzi. Boże zachowaj mnie od takich katolików, chrześcijan.
A jak chcą Boga, niech przyjdą w niedzielę na mszę świętą i do Komunii. I to będzie prawdziwe zwycięstwo wiary i miłości, nad niewiarą i nienawiścią.

I tak sobie wtedy przypominam słowami mojej Babci, tamten letni dzień sprzed 103 lat, gdy Polska naprawdę była zniewolona, gdy jej nie było, gdy tamci ludzie w czasie mszy świętej domagali się wojny. I ją dostali. Choć przecież nie od Boga, tylko od Szatana, boga nienawiści, podziałów, konfliktu i wojny.

Ps. Nadzieją jest, że nie cała Polska zwariowała.

W Mielcu było spokojnie, choć nudno i przewidująco jak zawsze. Ale za to w Poznaniu poznaniacy świętowali tak, jak się święto powinno świętować: radośnie, rodzinnie, bez zmuszania kogokolwiek do czegokolwiek, słodko i syto. Tylko że oni w dniu 11 listopada świętowali świętego Marcina. I pokazali wszystkim, jak można w tym dniu świętować.
A świętowali pod hasłem:

Make rogal – no war!

Andrzej Talarek

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider