15 września 2019 (niedziela) - 8:41
O pojednaniu – uwag kilka [FELIETON]
O pojednaniu – uwag kilka [FELIETON]
O pojednaniu – uwag kilka [FELIETON]
Andrzej Talarek

O pojednaniu – uwag kilka [FELIETON]

Czy jesteśmy w stanie stworzyć coś, co łączy, a nie dzieli? Nawet jeśli nie wszystkich, to większość naszej (także mieleckiej) społeczności? Czy mamy na tyle wiedzy, by wymyślić, wykoncypować coś wspólnego i wartościowego?

Czy mamy na tyle dobrej woli, żeby – nawet jeśli to coś nie będzie dla nas do końca idealne – to coś, co wymyślimy, zaakceptować dla wspólnego dobra? Czy mamy na tyle determinacji, by jednać ludzi, a nie dzielić ich w imię partykularnych interesów? By szukać tego, co w nas dobrego, wspólnego, łączącego?

Którzy czytacie lub słuchacie czasami Ewangelii, pewnie znacie taki jej fragment: (Łk 12 51-53) „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu;…” Podobnie pisze Mateusz (Mt 10,34-11,1), kto zechce, doczyta.

Jeśli znacie, to biada wam, gdy zapomnieliście kontekstu tego fragmentu i przypadkiem usprawiedliwiacie nim swoje działania. Bo z tego niepokoju, który Chrystus niósł na ziemię, miał i ma wyrosnąć pokój i pojednanie. Pokój przez Niego i w Nim. Także dla tych, którzy nie wierzą. I przypadkiem mają inne poglądy, niż wy. I droga, którą doszli do dzisiaj, jest różna od waszej.

Nie macie daru sądzenia innych ludzi. Także ja jako człowiek, a nawet jako felietonista, go nie mam, choć może czasem mi się tak wydaje. Możemy to czynić w swoim sumieniu i dla siebie. Tylko Bóg zna do końca motywacje, usprawiedliwienia i wewnętrzne przemiany każdego człowieka. Nawet pana Piotrowicza.

Nie chce mi się dotykać wielkiej polityki, ale ona bezczelnie usiłuje nas dotykać w miejscach naszej pracy, naszego zamieszkania. Spory warszawskie coraz bardziej stają się naszymi sporami. Szukanie winnych, tych prawdziwych i tych potrzebnych dla zaspokojenia żądzy zemsty, nazywanej eufemistycznie sprawiedliwością, przenosi się powoli z Warszawy do Mielca. Czujemy chyba wszyscy, jak gęstnieje coraz bardziej atmosfera społeczna.

Wina i przebaczenie. W środku kara, której często nie było. Kara czyli sprawiedliwość. Sprawiedliwość czyli zemsta. Zemsta, a za nią odwet. Niekończąca się spirala, kiedy tylko pozwolimy zacząć się jej kręcić.
Więc może nie uruchamiać tego procesu?

Miesiąc temu, w Łagiewnikach, uznaliśmy Jezusa Chrystusa za naszego Króla i Pana. W sanktuarium Bożego Miłosierdzia a potem w całej Polsce. W Mielcu także.

„Pragniemy zaprosić Jezusa do naszych serc i rodzin, do naszych wspólnot i środowisk. Pragniemy zaprosić Go do tego wszystkiego, co Polskę stanowi „– powiedział kardynał Dziwisz.

No i co z tego dla nas wynika? Nadal szukamy winnych, których chcemy ukarać? Lud pragnie krwi, bo już zapomniał, że Bóg jest Miłosierny? A może nigdy nie pamiętał? Obwiniając elity o całe swoje nieszczęście. O to, że kiedyś to było dobrze, sprawiedliwie, a teraz wszystko rozkradli, nachapali się. Ci niesłuszni, złodzieje i komuniści.

I co? Odbierzecie zasługi „postkomuniście” Błędowskiemu i Chodorowskiemu, że stworzyli strefę ekonomiczną, gdzie pracuje 15 tys. ludzi? Że Mielec jest miastem z szansami dla ludzi, a mógłby być zapyziałą dziurą?

Że nie wszystkim jest tak, jakby chcieli? To dlatego należy pozbawić zasług, czci i pamięci tych, dzięki którym to jest co jest? Może byście zrobili lepiej, sprawiedliwiej, więcej. Może. To pokażcie. Za 20 lat ktoś was rozliczy. I może powie, że zrobiliście świetnie, a może spuści nad wami zasłonę milczenia.

Życie nie jest czarno białe. Gdy postrzegają je tak ludzie młodzi, nie dziwię się. Gdy tak widzą starzy, myślę, że cierpią na ciężką chorobę. Na nienawiść.

Nowoczesny Mielec zbudowali „postkomuniści”, czy się to komuś podoba, czy nie. także dyr, Ryczaj, przez wielu wymazywany z historii Mielca. Taka jest obiektywna prawda.
Dla przeciwwagi czcimy teraz tych, którym szansy budowy Polski i Mielca nie dano. Bo ich albo zamordowano, albo nie pozwolono im w tę budowę się włączyć. Nazywamy ich żołnierzami wyklętymi, chociaż nie wszyscy oni byli stricte żołnierzami. Czasami zwykłymi politycznymi opozycjonistami, niewygodnymi dla ówczesnych władz.
Należy im się pamięć i cześć.

I teraz dochodzimy do finału mojego felietonu. Będzie już ostatnim w tej materii. Zapewne ostatnim ziarenkiem grochu, rzucanym na ścianę milczenia i obojętności.

Byłem pierwszym, który proponował budowę pomnika na Górce Cyranowskiej. To już było chyba 5 – 6 lat temu. Tyle tylko, że ja proponowałem tam budowę Pomnika Mielczan. Wszystkich Mielczan. Pomnika, który będzie nas łączył, nie dzielił.

Jego koncepcja ulegała w mojej głowie ewolucji, ale to nie istotne. Dzisiaj widzę to wyraźniej niż kiedyś – możemy zrobić coś, co będzie miejscem pamięci dla wszystkich. Jeśli wszystkim Mielczanom wyjaśnimy jego koncepcję i postaramy się do niej przekonać większość.

Nie jest w tym momencie ważna jego forma. Ważna jest treść. Zawsze uważałem formę za sprawę drugorzędną.
Do czego mamy przekonywać Mielczan? Ano do wspólnoty. Do tego, żeby w końcu powstało coś, co będzie akceptowalne dla wszystkich i dla wszystkich w miarę sprawiedliwe.

Aby tak było, należy przyjąć jedno założenie. Na tablice pomnika, upamiętniające wybitnych Mielczan, można by wpisywać osobę 25 lat po jej śmierci. Robiło by to następne pokolenie.
To gest w stronę tych, którzy chcą uczcić żołnierzy wyklętych.
Żołnierze wyklęci byliby pierwszymi, którzy zostaliby tak uczczeni.
I jeszcze jedno założenie – o wpisaniu na tablicę decydowałaby Rada Miasta większością 2/3 głosów.
I następne założenie – oprócz roku powstania pomnika, gdy wpisalibyśmy np. 10 wybitnych Mielczan (rzecz do ustaleni, ale nie można dewaluować idei), co roku można by dopisać tylko jedną osobę.

I to już tyle. Tylko tyle. Albo aż tyle. Zależy, czy tę prostą ideę, która może połączyć ludzi, kupią obecne władze czy ją – brzydko mówiąc – zlekceważą.

A co do formy pomnika – każda będzie wzbudzała zachwyt lub niechęć. Nigdy nie trafimy w gusta wszystkich.
Kiedyś tak było, że na szczytach gór, nawet takich mizernych jak nasza, budowano dla pamięci kościoły czy kaplice. Mnie też przez chwilę się marzyło, żeby tam zrobić pomnik w postaci kaplicy Jezusa Miłosiernego. Tego z Łagiewnik, albo tego z Mieleckiego Kościoła MBNP.
Zresztą, co za różnica.

W Mielcu to raczej nie do zrealizowania.

Andrzej Talarek

Więcej na: http://felieton.blog.onet.pl/

 

O pojednaniu – uwag kilka [FELIETON]

 

O pojednaniu – uwag kilka [FELIETON]
O pojednaniu – uwag kilka [FELIETON]
O pojednaniu – uwag kilka [FELIETON]

Zobacz też...

Mielec: Informacje, Relacje, Wiadomości, Wydarzenia, Ogłoszenia, Nowości