Slider

Człowiek w starszym wieku niemal odruchowo zaczyna myśleć o sprawach ostatecznych. Zależnie od wiedzy, jaką dysponuje i zależnie od swojego stosunku do religii i Boga, jego rozważania mogą być ciekawsze lub mniej dla otoczenia. Ważnym jest jednak, by dla niego samego były istotne i utwierdzające w marszu na wybranej drodze.

Rozstałem się z fizyką na etapie kwantowym, gdy za podstawowe cząstki uznawano elektron, proton, neutron i podobne. Gdy się jej uczyłem, w latach 70 tych, zaczęła się kształtować teoria modelu standardowego cząstek elementarnych, a nieco później teoria strun.

Dzisiaj, po odkryciu „boskiej cząstki”, bozonu Higgsa, model standardowy jest już kompletny. Fakt, ani na krok nie przybliżyło to ludzkości do poznania tajemnicy budowy materii (tak jak „boska cząstka z mocą bożą nic wspólnego nie miała, był to tylko zabieg propagandowy), a przeciwnie, namnożyło ogromną ilość pytań i uświadomiło nam sprzeczność pomiędzy teorią względności, a właśnie modelem standardowym.

W wielkości miliardy razy mniejsze od wielkości elektronu przenosić nas chce obecnie teoria strun, ukazując podstawowy budulec materii jako coś nazwanego drgającą super struną. Równocześnie z rosnącą wykładniczo ilością pytań o mikrokosmos podobnie rośnie ilość pytań o Wszechświat. Jeszcze parę lat temu „było” w nim 300 miliardów galaktyk. A dla przypomnienia dodam, że nasza galaktyka – Droga Mleczna zawiera „około” 300 miliardów gwiazd). Obecnie jest już we Wszechświecie nawet 4 biliony galaktyk, a w każdej od kilkudziesięciu do kilkuset miliardów gwiazd. Jakże śmiesznie w tym kontekście wygląda program SETI, czyli szukania planet zdatnych do życia i szukania życia na nich. Tylko w Drodze Mlecznej – jak się szacuje – może być nawet do 8 miliardów takich planet, na których może powstać życie. No i co? Ano nic. Jak go nie było, tak go nie ma. Naszego Kosmicznego Brata. Ale są tacy, którzy wciąż mają nadzieję. Że uścisną dłoń ET.

Albo przynajmniej wyślą do niego mejla. A przy okazji udowodnią, że Chrystus to wymysł ludzi. Niech szukają. Nadzieja umiera ostatnia, szczególnie jak jest hojnie finansowana. Teoretycznie rzecz biorąc, jeśli we Wszechświecie tylko co setna gwiazda ma planetę zdolną wytworzyć życie (a przecież na ogół gwiazda ma wiele planet) to takich planet jest we Wszechświecie 12 000 000 000 000 000 000 000. Tak mniej więcej. A jeśli jest tyle, to biorąc w dłoń rachunek prawdopodobieństwa, można założyć, że przy silniejszym wietrze na którejś planecie, wybuchu wulkanu i większej powodzi, samolot Boeing 737, a przynajmniej jeden silnik do niego, jest w stanie wyprodukować się sam (skądinąd „najmądrzejszy” człowiek świata Stephan Hawking twierdzi, że Wszechświat „wyprodukował” się sam, więc skoro Wszechświat, to dlaczego nie Boeing 737, sporo prostszy).

A jednak mimo tego nie ma ET. No nie ma. A przynajmniej go nie widać. Bo i takie teorie są, że jest ich tam mnogość, ale nie mają ochoty na kontakt z Homo Sapiens. Może jestem idiotą – ale kto w obliczu Uniwersum nim nie jest, łącznie ze Stephanem Hawkingiem – ale w przeciwieństwie do pana Stephana, mądrzejszego po stokroć ode mnie, wysnułem taką swoją teorię – wiarę (wszyscy, nawet najwięksi naukowcy „wierzą”, że ich teorie trafnie opisują rzeczywistość, więc w tym momencie się nie różnimy): otóż ten przerażająco gigantyczny Wszechświat został stworzony przez Boga tylko po to, żeby w nim zamieszkał ten jeden, jedyny, wybrany, rozumny okruch wszystkiego, Człowiek.

Stanisław Lem, pierwszy kapłan „religii przypadku”, napisał lat temu ze 40, że nie znajdziemy życia w Kosmosie, prócz tego na Ziemi. I tego się trzymam. I to by było na tyle. No może jeszcze to, że w mojej religii, której Lem był jedynie wątpiącym obserwatorem, jest Bóg Ojciec (jakby sobie go nie wyobrażać), posłany Syn Boży i Duch Święty, który unosi się nad Całością. I dziwię się wciąż niepomiernie, jak można naukowo dochodzić do innych wniosków.

Andrzej Talarek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider