W Cieniu Jupiterów Mielec
Image default
Historia

„ODDANI CAŁĄ DUSZĄ OJCZYŹNIE”

Mijają 72 lata od tragicznych wydarzeń, jakie rozegrały się w kwietniu 1944 r. w Padwi Narodowej, tuż przed świętami Wielkanocnymi, a potem – już w dalszej konsekwencji – w Mielcu, Rzeszowie, Tarnowie i Krakowie. Zbliżał się nieuchronnie koniec wojny. Wszyscy mieli tego świadomość, i Polacy, i Niemcy. Ale niemiecka machina wojenno-represyjna działała bezdusznie i brutalnie do samego końca. Befehl ist befehl!

Od marca 1944 r. stacjonował w Padwi, w drodze na front wschodni, oddział Wehrmachtu. Doszło do dezercji. Zbiegło dwóch Francuzów − Alzatczyków wraz z uzbrojeniem i dodatkowo zabranym jeszcze ciężkim karabinem maszynowym MG-42, siłą wcielonych wcześniej w niemieckie szeregi.

Pomogła im w tym Józefa Czaja, podówczas pracownica padewskiej gminy, wraz z bratem Jankiem. Kontaktowała się wcześniej z placówką wywiadu AK w Mielcu. Niemcy zdawali sobie sprawę, że dezerterom pomógł ktoś miejscowy. Musieli mieć kontakty, by zniknąć w terenie i nie dać się złapać, pomimo całodniowej obławy w okolicy i przeszukiwań zabudowań.

Obaj Francuzi − Edmond Klenck z Miluzy i Charles Roesch z Metz, przymusowo służący w niemieckiej armii, znaleźli się w Padwi w drodze na front wschodni. Wiedzieli doskonale czym to grozi. Rzadko kto wychodził żywy z takiej opresji, a niewola sowiecka budziła przerażenie i również groziła śmiercią, tylko z odroczonym terminem wykonania, gdzieś w tajdze na dalekiej Syberii.

Chcieli uciec, zdezerterować, szukali tylko dogodnej okazji, tym bardziej, że to nie była przecież ich wojna i nie zamierzali ginąć za Fuhrera i III Rzeszę. I taka okazja nadarzyła się w Padwi. Pomogła im „Ziuta” Czajówna i jej brat Janek „Powsinoga”. Oboje działali w konspiracji, w AK. „Ziuta” ułatwiła kontakt Francuzom z oddziałem AK Jana Mazura „Stalowego”, rozlokowanego podówczas w Rożniatach. Stąd akowski wywiad przerzucił ich za Wisłę, na tereny „Jędrusiowej Republiki”. Dołączyli do „Jędrusiów” na kwaterach w okolicach Rybnicy.

Nosili pseudonimy „Edmund” i „Jerzy”. Eugeniusz Dąbrowski, autor partyzanckich wspomnień, napisał o nich: Byli to dzielni żołnierze. Darzyliśmy ich dużą serdecznością, toteż szybko zżyli się z nami. Wkrótce dołączyli do nich dezerterzy z garnizonu w Sandomierzu: kolejny Francuz „Robert”, Ślązak Karol Pyka z Katowic i Niemiec z Saksonii Manfred Zanker z Bautzen „Manfred”.

Ale zaraz potem zaczęła się druga, tragiczna część tego dramatu. Przez konfidentów Niemcy dowiedzieli się, kto pomógł dezerterom i oboje rodzeństwo Czajów zostało aresztowane, a wraz z nimi reszta rodziny, w tym rodzice. Wstępne śledztwo przeprowadzono w padewskiej szkole, zamienionej na posterunek granatowej policji i koszary „Sonderdienstu” (niemieckiej policji pomocniczej). Brutalne śledztwo na gestapo w Mielcu doprowadziło po trzech dniach do śmierci Janka. Do niczego się nie przyznał.

Ten młody człowiek (ur. w 1922 r.), rokujący tak wielkie nadzieje swych rodziców, teraz umierał skatowany w śledztwie. Przed wojną uczył się w mieleckim gimnazjum i liceum im. Konarskiego. Działał w harcerstwie i Związku Strzeleckim. We wrześniu 1939 r. wycofał się wraz ze swą drużyną na wschód.

Dotarł w okolice Lwowa, potem, w toku końcowych walk, przez lasy tomaszowskie powrócił w październiku do domu. Włączył się w nurt konspiracji akowskiej. Działał pod pseudonimem „Powsinoga”. Zawsze był pierwszy do działania i pomocy.

Jego siostra Józefa (ur. w 1920 r.) także działała w konspiracji, używając pseudonimu „Ziuta”. Była komendantką Wojskowej Służby Kobiet AK, organizowała pomoc dla więźniów, kolportowała prasę konspiracyjną, głównie „Odwet”, była łączniczką. Jako pracownica urzędu gminy ułatwiała wielu ludziom załatwianie różnych codziennych spraw bytowych.

Jej aresztowanie było wielką stratą dla podziemia, a także zagrożeniem. Dużo wiedziała, miała liczne kontakty. Wsypa groziłaby śmiercią lub obozem wielu ludziom. Byłaby realnym niebezpieczeństwem. Ale pomimo bicia i tortur nie wydała nikogo. Przewieziono ją z mieleckiego gestapo na dalsze śledztwo do Rzeszowa, potem do Tarnowa i wreszcie na Montelupich do Krakowa.

Według zeznań świadków, współtowarzyszek jej niedoli, była straszliwie skatowana w śledztwie. Miała przeczucie że umrze, że nie wywinie się z tej opresji. Choć tak bardzo pragnęła żyć, o czym pięknie pisała w grypsach z więzienia.

Została skazana na karę śmierci i rozstrzelana w czerwcu 1944 r., kilka tygodni przed tym, jak ziemia padewska została wyzwolona spod okupacji hitlerowskiej. Do dzisiaj nie wiadomo, gdzie znajduje się jej grób. Brat Janek spoczywa, po ekshumacji w 1948 r., na cmentarzu padewskim.

Francuzi, którym pomogła w dezercji, przeżyli wojnę. Brali potem udział w walkach oddziału partyzanckiego „Jędrusie” w czasie akcji „Burza” w Okręgu Kielecko-Radomskim AK „Jodła”, gdy został przekształcony w 4. kompanię 2. pp leg. AK. Na ich piersiach zawisły Krzyże Walecznych. „Jerzy” Charles Roesch został w tych walkach ranny.

  Edmond Klenc wstąpił zaraz po wojnie w 1945 r. do zakonu salezjanów, nie mógł się pogodzić ze śmiercią „Ziuty”. „Bo tam u Was byłem żołnierzem”, pisał w liście. „Dziękuję Wam, bo narażaliście życie dla mnie, nie zapominaliście, że byłem daleko od swojej ojczyzny. Tam, w Polsce, zostało trochę mojego serca, teraz wiem, jak się modlę i o Was myślę…”.

W maju br. staraniem władz gminy Padew Narodowa został odsłonięty na skwerze przed kościołem, obok figury św. Antoniego, pomnik poświęcony pamięci Józefy i Jana Czajów, bohaterskiego rodzeństwa z Padwi Narodowej, żołnierzy AK. Oboje oddali życie za sprawę niepodległej Ojczyzny. Sami zginęli, by ocalić innych! Są wzorem dla młodzieży, bohaterami Polski Niepodległej.

 

Jerzy Skrzypczak

 

yyy — kopia

 

jan_czaja — kopia

 

jozefa_czaja — kopia

<

p align=”right”> 

Zobacz też...