Slider
Image default
Andrzej Talarek

Pamięć i tożsamość [FELIETON]

W imieniny mojej Mamy poszedłem na nasz cmentarz komunalny. Była to także okazja, by odwiedzić znajomych, którzy lata temu, albo całkiem niedawno, przenieśli się do innej rzeczywistości i powspominać czas, kiedy byliśmy razem na naszej matce Ziemi.

Dopóki my żyjemy, żyją także oni w naszych wspomnieniach, czy to tylko myślanych, czy artykułowanych na głos lub drukiem. Potem zapadnie milczenie i cisza, i tylko czasami inni może wspomną nas, którzy odeszliśmy i naszych znajomych, o których dzisiaj myślimy. Takie życie, a śmierć jest jego nieodłączną częścią.

Idąc alejką w nowej części cmentarza, niedaleko od wyjścia mała furtką, przeczytałem z nagła i niespodzianie na grobie lakoniczną informację: „śp. Prof. dr. hab. inż. Kazimierz Kałucki. 17.08.1935 – 8.05.2005”. Pierwszą myślą, jaka mnie naszła, było: znowu nasze miejskie władze zapomniały o znamienitym mielczaninie, który spoczywa w całkowitym spokoju i zapomnieniu.

Okazało się jednak, że jest zupełnie inaczej. Z internetu dowiedziałem się, że prof. Kałucki, świetny chemik, o wielkich osiągnięciach, nie miał nigdy z Mielcem niczego wspólnego. Urodził się na kresach a mieszkał w Szczecinie, gdzie na tamtejszej politechnice był profesorem chemii, dziekanem Wydziału Technologii i Inżynierii Chemicznej i członkiem Senatu PS.

Jednocześnie był człowiekiem o wielkich zasługach dla Szczecina, którego władze po jego śmierci postanowiły uczcić pamięć Profesora w dość oryginalny sposób. Otóż wymyśliły kiedyś taką tradycję, że ludzie zasłużeni dla Szczecina, którzy po śmierci – z różnych powodów – nie mają swoich grobów w tym mieście, będą w pamięci szczecinian utrwalani poprzez zasadzenie na tamtejszym cmentarzu komunalnym drzewka pamięci. To drzewko zawsze jest dębem, pod którym umieszczona jest kamienna ławeczka i pamiątkowa tablica. W czterystutysięcznym Szczecinie takiego zaszczytu dostępuje po śmierci dwie, trzy osoby rocznie.

Po co o tym piszę? Pewnie niektórzy czytelnicy łatwo się domyślą. Parokrotnie w swoich felietonach pisałem czy to o pomniku pamięci mielczan, który radziłem wybudować na Górce Cyranowskiej, czy też o uczczeniu pamięci wielkiego mielczanina, jakim był niewątpliwie Dyrektor Ryczaj. Żaden z tych apeli nie doczekał się nawet dyskusji. Ba, panuje nad nimi pełne zgody milczenie i głucha cisza wszystkich mieleckich sił politycznych i organizacji pozarządowych (sorry – Pan Daniel Kozdęba stanął po mojej stronie).
O czym to świadczy? Zaryzykuję, kiedy powiem, że o marności moralnej części mielczan, ale tak właśnie powiem.

Zawiść jest chyba jedynym czynnikiem powodującym takie zachowania i radnych i władz. Kiedy trzeba było uczcić kolegę z PSL – u, radni powiatowi byli za tym, by rondzie w mieście Mielcu dać jego imię. Kiedy zaproponowano uczczenie współtwórcy potęgi tego miasta, radni powiatowi uznali, że to nie ich sprawa. Boże! O radnych miejskich i władzach Mielca nic nie powiem.

Jak się komuś wydaje, że w pamięci ludzi będziemy tacy, jakimi sobie siebie wyobrażamy, na co się kreujemy, to jest w wielkim błędzie. Czas, ludzka pamięć weryfikuje nasze dokonania i nawet sterowanie mediami i powolnymi władzy radnymi niewiele tu pomoże.

Jak widać są w Polsce miasta, w których dba się o własną historię, o własną pamięć, o własną tożsamość. Dziwne, że często dzieje się to tam, na zachodzie Polski, gdzie nasz Naród ma krótką tradycję, bo ledwie kilkudziesięcioletnią. Tam pamięta się i o Niemcach, którzy budowali polskie dzisiaj miasta, i o Polakach, te miasta obecnie rozwijających.

A u nas?

Andrzej Talarek

 

 

Slider

Zobacz też...

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zaloguj

Nie masz konta?Zarejestruj się tutaj
X

Rejestracja