19 listopada 2019 (wtorek) - 8:15
„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]
„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]
„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]
Andrzej Talarek

„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]

Zbulwersował mnie trochę jeden z mieleckich działaczy politycznych (czy też samorządowych), deklarujący się do tej pory jako liberał, a kiedyś działacz opozycji antykomunistycznej, swoją decyzją startowania do Sejmu z listy SLD, Razem i Wiosny.

Argumentował przy tym, że są w SLD, wiodącym na tej liście, „politycy tak znamienici jak Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz, czy Leszek Miller”, a ich sprawność (…) na arenie międzynarodowej i zaangażowanie dla Polski przewyższa zdecydowanie obecnie nam miłościwie panujące amatorstwo”.

Pisze dalej, że „Miałem parę propozycji startowania ale albo trafiały nie w tym momencie, albo były pozbawione sensu. (…).PiS do mnie nie zawitał.

Czy można rozumieć, że jakby zawitał, to byłby przyjęty z otwartymi ramionami? Pewnie tak. Czort tam, lewica, prawica. Liczy się dobra lista z dobrym miejscem.A i lewica teraz ma szansę, a i miejsce ostatnie może być „biorące”.

Jest coś dla podtrzymania upadającego etosu liberała: Również nie zapominam, że najciekawsze liberalne reformy rynkowe (!) w polskiej gospodarce wprowadzali Wilczek, czy Miller.

A ja przypominam, że Wilczek zrobił te reformy głównie dla „swoich”, a inni doszli jakby przypadkiem, natomiast Miller, jakkolwiek zawsze chwaliłem gospodarczą część jego rządów, choć tak naprawdę to profesora Hausnera, nie był żadnym liberałem. Po prostu bardzo, jak na tamten czas, otworzył się na zachodnie inwestycje. Bo nie było innego wyjścia, a on to widział.Zapominając jednocześnie o tzw. klasie robotniczej, przez co przegrał. Pierwsze dwa lata PiS – u i Gilowskiej były jeszcze bardziej liberalne niż Millera, ale już miały inny wektor społeczny.

I dalej pisze kandydat do Sejmu: Liczę na głosy tych z Państwa, którzy nie patrzą na formułki, znaczki, a na pomysł konkretnego człowieka. Taki pomysł na swój udział w polityce Państwu zaoferuję w kolejnych wpisach.
Jakoś nie zauważyłem, by pojedynczy człowiek w Sejmie, nawet Korwin Mikke, cokolwiek był w stanie zdziałać. I zapewne wszyscy to wiedzą, ale do dobrego tonu należy mamienie wyborców i pokazywanie im „swojego” programu.
Nie ma czegoś takiego, jak indywidualny program do zrealizowania w Sejmie.Są programy dużych partii czy bloków politycznych. A posłowie z nich kandydujący albo będą „śpiewać w chórze” jak każe dyrygent, albo wypadają z niego i są jeszcze bardziej niczym, niż byli jako szeregowi posłowie jakiegoś klubu.

Tak sobie myślę, co kieruje ludźmi, że są w stanie tak nagiąć swoje poglądy do okoliczności, że zostaje z nich wydmuszka? Jak można na oczach publiczności zdecydować się na taki polityczny piruet?Czy chęć pieniędzy? Raczej nie, bo w Sejmie marnie się zarabia, a i na synekury partyjne w SLD nie ma co liczyć. Czy próżność, by za wszelką cenę zaistnieć w świadomości ludzi? Czy może jednak utopijna chęć realizacji swoich marzeń, tak utopijna w tym przypadku, że niegodna dorosłego człowieka?

Ale przy tej okazji nie sposób samego siebie zapytać, co kiedyś kierowało mną i milionami innych, że wybieraliśmy konformizm i przynależność do PZPR? Czy tamte wybory moralne różni coś od dzisiejszych wyborów politycznych, od zmiany barw partyjnych, od raptownej zmiany przynależności i poglądów ? Czy dzisiejsze wolty światopoglądowo – partyjne są porównywalne z wyborem pomiędzy czarnym i białym, bo niczego innego, żadnego szarego, a tym bardziej kolorowego, wtedy nie było?Już za moich czasów komunistów z przekonania prawie się nie spotykało. Nie widząc szansy, że będzie inaczej, a żyć trzeba było, może także awansować, może dostać mieszkanie, samochód telefon, szło się na kompromisy moralne i wybierało się przynależność. Dzisiaj to oczywiście ciąży, ale trudno odcinać się od tego, co było.

Czy dzisiaj płaci się za wybory moralne? Kiedyś to było trochę wstyd należeć do partii, taki obciach maskowany tupetem, ale się należało.

Dzisiejsze zmiany poglądów, wolty partyjne, umotywowane, a jakże, bardzo mocno, nie są tak krytykowane. Ba, nawet są wspierane, co widać po reakcjach ludzi.  Ale czy słusznie się przechodzi nad nimi do porządku dziennego? Czy słusznie uważa się za polską oczywistość??
Powiem tak: gdyby do mnie zawitał PiS z propozycją, to bym odmówił. Jeszcze bardziej bym odmówił SLD. Wolę być naprawdę niezależny i niezależnie pisać co mi się podoba. Nawet jak jedni czasami uważają, ze sprzyjam PiS owi, a innym razem PiS uważa, że piszę o nim źle.
A może ja nic nie rozumiem z polityki?


Ps. Tak jak nie rozumiem zdania z wyjaśnień kandydata do Sejmu, że „Z czasem jednak Kaczyński wymienił mnie z Millerem za Magdalenę Ogórek”.

Chyba jestem za tępy na dzisiejsze czasy.


Andrzej Talarek

„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]
„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]
„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]
„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]
„PiS do mnie nie zawitał”, czyli o wyborach (moralnych) [FELIETON]

Zobacz też...

Mielec: Informacje, Relacje, Wiadomości, Wydarzenia, Ogłoszenia, Nowości