Slider

To już koniec. Wyrok zapadł, chociaż zainteresowani machaniem rąk odpędzają od siebie myśli o ostatecznej klęsce. Cóż im zresztą pozostało? Byli tak nowocześni, a nie zdołali zauważyć, że czas ich wyprzedził, zatoczył koło i dopadł z tyłu, kopiąc w czułe miejsce. Które pozostało na dodatek odsłonięte.

Amber Gold, Tusk, Hanna Gronkiewicz Waltz, kamienice warszawskie, ośmiorniczki, Kijowski, VAT, podatki, przekręty na paliwach, uchodźcy i wiele innych. Do tego marny przywódca. To wszystko jest jak goła dupa, którą każdy obywatel widzi, a wielu nie odmówi sobie kopnięcia.


Napisałem większość tego felietonu przez zjazdami gremiów kierowniczych PiS i PO, w sobotę 1 lipca. No i co? Tylko potwierdziłem sobie przytoczoną powyżej tezę. Po jakiego PO organizowała to suchotnicze posiedzenie Rady Krajowej, wypełnione nijakimi, miałkimi przemówieniami i absolutnym brakiem propozycji programowych, które to posiedzenie znikło zupełnie przy wielkim, mocnym, wręcz tryumfalnym posiedzeniem Kongresu Statutowego PiS, z bardzo dobrym przemówieniem programowym dla PiS i dla Polski ( choć z akcentami antyunijnymi, antyeuropejskimi), wygłoszonym bardzo zaangażowanie i z głowy przez prezesa Kaczyńskiego?

Widać, że w PO już się zupełnie zatracili. Jeśli myśleli, że przez to posiedzenie będą odbierani nadal jako alternatywa PiS – u, jako AntyPiS, zupełnie się zawiedli. Przestali być już jakąkolwiek alternatywą. Dla kogokolwiek myślącego nieideologicznie. I nie zmienia tego odczucia dość fantazyjne przemówienie Morawieckiego.

Wszystko się zmienia. Na świecie, w Europie, w Polsce. Macron to zauważył i chwilowo wygrał. Ewa Kopacz czy Schetyna nie mieli za grosz jego wyobraźni i przegrali. Może Petru czuł zmianę (lub ktoś wyczuł za niego) ale okazał się całkiem marnym przywódcą. Dla ruchu, który może chce uruchomić Frasyniuk, jest jeszcze za wcześnie i niekoniecznie czas dla niego przyjdzie przed wyborami, jeśli w ogóle. Tym bardziej, że nie widać aż tak wielu niezadowolonych z rządów PiS, aby tłumnie za nim poszli lub tylko na niego zagłosowali. Więc jak? Nie ma alternatywy dla drugiej kadencji PiS – u? Dzisiaj może tak się wydawać. Obie komisje, i ta od Amber Gold, i ta od kamienic warszawskich, nieźle jeszcze dadzą Platformie popalić. Może nawet tak bardzo, że ją zupełnie rozwalcują (albo rozwaltzują). Może.

Ale jeszcze nie powinni trąbić zwycięstwa. Czas niesie ze sobą wiele niespodzianek. I o ile na PO bym nie postawił złotówki, to także nie postawił bym stówy na to, że wygra PiS. Bo zniechęcenie ludzi rządami PiS może przyjść zupełnie z nieoczekiwanej strony. Do 500+ ludzie kiedyś się przyzwyczają, uznają za rzecz oczywistą. Emerytury na razie będziemy dawać wczesne. I też będzie to oczywistość przez kilka lat. Najłatwiej byłoby założyć wielki kryzys światowy, ale nie lubię łatwych rozważań. Gigantyczny kryzys uchodźczy też w najbliższych dwu, trzech latach raczej nie nastąpi.
Więc na dzisiaj pozostaje do rozważań tylko jedno – Unia Europejska.

Póki co znakomita większość Polaków chce w niej być. A jak się zachowają, kiedy jednak, mimo nieśmiałych, werbalnych deklaracji rządu, zaczniemy jednak powoli z tej Unii wychodzić, albo – co równie możliwe – zaczną nas z tej Unii powoli wyautowywać. Nie, żeby wyrzucać. Tego się nawet nie da zrobić. Ale coraz bardziej odstawiać na bok. Zakładając, że reformy społeczne we Francji, po ogromnych protestach, jednak Macronowi uda się przeprowadzić, wtedy Niemcy i Francja pójdą naprzód, trzymając się za ręce jak kochankowie, a na nas postawią krechę. Może zostawią jako dostarczycieli taniej siły roboczej dla Niemiec. Czy Polacy zechcą wychodzić z Unii? Teoretycznie może się to zdarzyć. W sytuacji zupełnego amoku i ogłupienia propagandą, przy chwilowych postępach w jakości życia i poczucia bezpieczeństwa bez „ciapatych”, może tak się stać.

Ale koniec takiej sytuacji będzie okropny. Jednak wierze, że to się nie zdarzy. Wierzę, że opór przed taką sytuacją będzie wielki. Bo nawet jeśli dopłaty bezpośrednie już wcześniej zostaną zredukowane, to jednak wolność podróżowania, brak granic, wymiana młodzieży studiującej i uczącej się, możliwość łatwej pracy za granicą, usunięcie hamulców zewnętrznych, unijnych, przeciwko oddemokratyzowaniu Polski, pozostanie w zupełnym osamotnieniu na mitycznej chybotliwej bardzo „kładce” międzymorza (bo i kraje bałtyckie, i Węgry i Czechy, a jak im się uda to i Chorwacja , Bułgaria i Rumunia nas oleją) i ten wielki sąsiad na wschodzie…

Tego będzie zbyt wiele dla znakomitej większości Polaków. Bo gdyby to się stało, koniec byłby okropny. Dla Polski. A potem dla PiS-u. Bo tragiczna Platforma Obywatelska, wyglądająca dzisiaj jak chłopski, marny wóz drabiniasty z ubiegłego wieku, zaprzężona w kulawe szkapiny Schetyny, Gronkiewicz i paru innych, ledwie dyszące, już tego nie doczeka. A kto doczeka? Ciekawe.
No chyba że narastająca walka polityczna osiągnie taki poziom agresji, że Polacy rzucą się sobie do gardeł, by je nawzajem przegryzać. A są symptomy, które na chęć do stosowania takich rozwiązań wskazują.

I to jest jeszcze kolejna możliwość, ale nie zamierzam jej roztrząsać…

Andrzej Talarek

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider