Slider

Nudzą mnie powieści. Zbyt dużo czasu potrzeba na przyswojenie sobie porcji informacji. Ale jednak coś przeczytałem w trakcie urlopu. A właściwie wchłonąłem w siebie w krótkim czasie jak smakowite danie kuchni węgierskiej.

Tom „Mistrza i Małgorzaty” leżał w domu na półce i czekał na czas właściwy do czytania. I ten czas przyszedł. Dla tych, którzy nie czytali, powiem tylko, że głównym (dla mnie) wątkiem tej do bólu satyrycznej powieści jest wizyta Szatana w Moskwie lat trzydziestych.

Wątki miłości pisarza zwanego Mistrzem i jego zakochanej fanki Małgorzaty, przeplatane fragmentami powieści Mistrza o Piłacie i skazanym przez niego na ukrzyżowanie Jeszui Ha-Nocri (wzorowanym na Jezusie,) są dla mnie raczej pobocznymi, szczególnie w części drugiej czyniącymi powieść zbyt bajkową.

Szatan zwany Wolandem, wraz ze swoimi pomocnikami, w tym jednym o postaci kota Behemota, postanawia przyjrzeć się z bliska mieszkańcom Moskwy. Dla tego celu wykorzystuje możliwość występu w teatrze Varietes w programie „Czarna magia i jak ją zdemaskowano”. Lud spragniony rozrywki wali tłumnie. Kto by nie skorzystał z oferty władzy, by się zabawić. A gdy okazuje się jeszcze, że magicy rozdają za darmo pieniądze (lecą z sufitu) i obdzielają kobiety najnowszymi kreacjami i perfumami wprost z Paryża, wzięcie programu rośnie do gigantycznych rozmiarów. Entuzjazm gawiedzi nie ma granic. Po bilety stoi kilometrowa kolejka. Wychodzą przy okazji najbardziej nikczemne cechy ludzi, czy to szarych obywateli, których los postawił w obliczu „okazji”, z której żal nie skorzystać, czy też osób z różnych kierowniczych gremiów, które uzewnętrzniają cała swoją małość w obliczu zła niemożliwego do pokonania.

Jednocześnie gdzieś poza „teatrum”, czuwająca nad poprawnością przekazu rozrywkowego dla obywateli „Komisja nadzoru widowisk i rozrywek lżejszego gatunku” także zostaje opanowana przez siły zła, tak by nie mogła zapobiec przekazowi, który nagle stał się nieprawomyślny. Z dyrektora komisji zostaje tylko garnitur, który wypełnia „NIC czyli pustka”, ale który (ten garnitur) podpisuje stosy dokumentów i wydaje wciąż polecenia, a otumanieni przez pomocnika Wolanda pracownicy Komisji wstępują do chóru amatorskiego i wbrew sobie co raz śpiewają pieśni niekoniecznie patriotyczne, a doktor z psychiatryka daje im na uspokojenie zastrzyki. Rozrywki lżejszego gatunku na jakiś czas znalazły się w mocy zła, czyli zostały rozłożone.

Czytając książkę doszedłem do wniosku, że mimo upływu osiemdziesięciu lat od jej napisania i zupełnej zmiany systemu politycznego, opisywani w powieści ludzie niewiele się różnią od dzisiejszych obywateli trzeciej RP.

Więcej: czytając miałem wrażenie, jakby do dzisiejszej Polski także zawitał z wizytą Szatan, by przyglądnąć się Polakom, ale by przede wszystkim jeszcze bardziej ich ze sobą skłócić. I tych, którzy w jego istnienie wierzą, i tych, dla których jest on bajką tylko, jak chciała kiedyś sowiecka władza. I wcale nie chodzi mi tu o łatwe, prymitywne wręcz analogie, które jednych ucieszyłyby, a drugich wkurzyły niezmiernie, jak ta z rozdawaniem pieniędzy, czy to 500+, czy emerytury, czy coś tam jeszcze innego, co nastąpi.

Bo ludzie rozdawanych pieniędzy pragną i skrzętnie je pozbierają, nawet gdy wiadomo, że mogą to być fałszywe pieniądze, które kiedyś okażą się nic nie wartym kawałkiem papieru. I co z tego, że wszyscy ponoć wiedzą, że pieniędzy nie można wyczarować. Że nie można zaprosić wszystkich na darmowe obiady, ubrać w darmowe kreacje. Za to wcześniej czy później zapłacą najwięcej sami obdarowani czy ich potomstwo.

Ale bardziej chodzi mi o to, że w tempie wielkiego pożaru rozszerza się w Polsce, rośnie mur nienawiści pomiędzy ludźmi, nienawiści tak wielkiej, że aż wywołującej przerażenie. Tak wielkiej, że nie będzie śmiesznym posądzenie, że diabeł zstąpił na ziemię. Polską ziemię, Tę ziemię – jak kiedyś mówił nasz papież, o którym prawie wszyscy zapomnieli. A wierzący w szczególności. Ten poziom wzajemnych ataków, oskarżeń, oszczerstw, nienawiści do obcych, nie swoich, ale też nienawiści do stojących po drugiej stronie ulicy, myślących inaczej, mających nieco inne priorytety, właściwie wymknął się spod jakiejkolwiek kontroli. Wszyscy obrzucają się błotem, kamieniami, oszczerstwami i właściwie każdy walczy z każdym. I mało kto słucha głosów rozsądku, nawoływań do opamiętania. Jest albo strach zaciskająca krtanie, albo krtanie tę nienawiść miotające z całą siłą.

I tylko nad tym wszystkim słychać śmiech Wolanda, i unosi się długi cień jego pomocnika w kociej skórze, Behemota. I mało kto wie, mało kto się nad tym zastanawia w swoim zacietrzewieniu, w swej walce z bliźnimi, czy Bóg istnieje, czy jest do czegokolwiek potrzebny, czy może często to szatan stroi się w szaty Boga i zaćmiewa oczy słabo wierzącym, słabo widzącym.
Bo tak naprawdę dla wielu Polaków wiara w istnienie Szatana jest taka jak wiara Michała Aleksandrowicza Berlioza, który w szatana nie wierzył, a któremu Szatan przepowiedział śmierć, i któremu tramwaj obciął głowę. Czyli uwierzą, jak stracą głowę, uwierzą, gdy stanie się nieszczęście.

Ps. Mistrz napisał książkę o Piłacie, która się nie wydała, nie sprzedała i którą nikt, prócz Szatana, ale także bajkowego Jeszui Ha-Nocri nie był zainteresowany. Może dlatego z niejaką z sympatią patrzyłem na Mistrza, jako że sam też napisałem książkę zatytułowaną „Jak Piłat”, chociaż tak naprawdę ma tytuł „Ja, Piłat”, której także prawie nikt nie przeczytał, nikt nie był nią zainteresowany. Może prócz Jezusa, którego w niej opisałem.

Co nie znaczy, że mam zadatki na Mistrza.

Andrzej Talarek

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Slider
Slider
Slider