W Cieniu Jupiterów Mielec
Image default
Felietony

Rzeź galicyjska a strajk kobiet [FELIETON]

Czy ktoś się postuka po głowie, czy nie – bo cóż wspólnego może mieć sławna rzeź galicyjska, w której piłami rżnięto panów ze strajkiem kobiet – nieważne. Będę kontynuował w felietonie myśl, która dzisiaj do mnie zawitała.

 Dla przypomnienia młodym (i starym): w lutym 1846 roku kolejni szaleni Polacy chcieli wywołać kolejne powstanie narodowe, które przeszło do historii, pod nazwą Powstanie Krakowskie. Jak szybko przeszło, tak szybko starano się o nim zapomnieć. Jego efektem była utrata formalnej niezależności przez tzw. Rzeczpospolitą Krakowską, znaną jakoWolne, Niepodległe i Ściśle Neutralne Miasto Kraków i jego Okręg.

 Powstanie upadło m.in. dlatego, że powstańców, a jednocześnie dwory szlacheckie będące ich zapleczem, zaatakowały bandy chłopów galicyjskich, urządzając szlachcie głównie z pięciu cyrkułów: tarnowskiego, bocheńskiego, jasielskiego, wielickiego i nowosądeckiego prawdziwą rzeź. Władze austriackie płaciły za każdego zabitego szlachcica 10 reńskich, za żywego 5.

Rzeź galicyjska rozpoczęła się 19 lutego, choć do pierwszych napadów na dwory doszło już 18 lutego. Zbrojne gromady chłopów zrabowały i zniszczyły w ciągu kilku dni w drugiej połowie lutego 1846 roku ponad 500 dworów w tych cyrkułach. Zamordowano, często w bardzo okrutny sposób (stąd określanie tych wydarzeń terminem rzeź) od ponad 1200 do 3000 osób, niemal wyłącznie ziemian, urzędników dworskich i rządowych oraz kilkudziesięciu księży.

Na ziemiach mieleckich ogólnie zgrabiono lub splądrowano 27 dworów zabito 50 osób i sprofanowano 2 kościoły

 Co ciekawe, krwawe wystąpienia chłopskie miały miejsce przede wszystkim na tym obszarze, gdzie rozwinął się masowy ruch trzeźwości, propagowany przez Kościół Katolicki, który w ciągu roku przyniósł spadek spożycia alkoholu do kilku procent wielkości wcześniejszej. Prawdopodobnie brak możliwości utopienia chłopskich krzywd w alkoholu stał się przyczyną nasilenia drastyczności buntu.

 Oczywiście przyczyną buntów były po pierwsze drastyczne warunki pańszczyźniane, narzucane i egzekwowane przez polskich panów, a po drugie szczucie władz austriackich, twierdzących że Polacy, czyli szlachta (bo chłopi nie uważali się za Polaków), będą mordowali chłopów, i że chcą przywrócenia państwa Polskiego, które chłopom kojarzyło się tylko z większym jeszcze zniewoleniem, jakie pamiętali sprzed reform cesarzowej Marii Teresy i cesarza Józefa.

Kler katolicki oczywiście popierał istniejący porządek społeczny, zresztą był jego beneficjentem. Pomimo trwającego od setek lat ewangelizowania, „prawie nigdzie księdzu nie udało się zapobiec rzezi, nawet wtedy, gdy zastępował drogę tłumowi z Przenajświętszym Sakramentem. Krążyły pogłoski, że  cesarz skasował dziesięcioro przykazań, chłopi wchodzili do kościołów i klasztorów w czapkach i z fajkami, wjeżdżali konno, niszczyli krucyfiksy, obrazy i  sprzęty. O  sprawach religijnych mieli osobliwe pojęcie, idąc np. po  rozgrzeszenie za  morderstwo, które mieli popełnić, czy żądając, by ksiądz odprawił mszę „za szczęśliwie dokonaną rabację”. „Księżom także nie darowali, każden zrabowany, religia w pośmiewisku, pytają się, czy Pan Bóg słomiany czy drewniany, trafiało się, że w kościele fajki palili” (Ewa Dankowska. Rabacja chłopska..).

 A jednak było coś, co powstrzymało bandy chłopskie przed dalszym mordowaniem księży: zaczęto sobie zadawać pytanie, kto nam będzie odprawiał msze święte, jak ich wyrżniemy? Bo jednak naród chłopski, wtedy jeszcze nie będący narodem polskim, był gdzieś tam głęboko wierzący. Jak wierzący, to całkiem inna sprawa. W swojej ciemnocie i analfabetyzmie wierzył tak samo prymitywnie, jak żył. Ale jednak wierzył.

 Po rabacji przyszedł czas nowej ewangelizacji, do której nawoływał miejscowy biskup. Jak to zrobiono? Jakoś zrobiono. Tak, że podobno dzisiaj wieś małopolska jest najbardziej wierzącym, najbardziej katolickim regionem w Polsce i Europie.

No i tak doszliśmy do czasów dzisiejszych.

 Kościół w Polsce jest beneficjentem przemian, które dokonały się w ostatnich trzydziestu latach. Kiedyś jego hierarchowie byli przekonani, spełniając zresztą swoją powinność, że powinni wyzwolić galicyjskich chłopów z niewoli alkoholizmu, w która wpędzali ich pospołu panowie szlachta, Polacy i Żydzi.

 Dzisiejsi hierarchowie Kościoła byli przekonani, że realizując swoją zrozumiałą (skądinąd) misję walki o każde życie, także nienarodzone, powinni wykorzystać do wszystkie dostępne środki, w tym przychylnych im polityków i to coś, co nazywamy czasami jeszcze Trybunałem Konstytucyjnym.

I wierzyli bardzo, że znakomita większość  Polaków, może prócz skrajnej lewicy, takie zmiany w prawie zaakceptuje.

I bardzo, wraz z politykami Partii, Starszym Panem oraz panem Prezydentem, w swojej wierze w prawomyślność Polaków się pomylili.

Bo Polacy w swojej znakomitej większości chcieli zachowania kruchego bo kruchego, niekonstytucyjnego bo niekonstytucyjnego, ale jednak jakiegoś kompromisu, jakiejś deski ratunkowej przed popadnięciem w razie czego w nieszczęście i biedę. Nawet jak miałoby to być wbrew deklarowanej wierze w Przykazania.

 I zaczęły się tak protesty przeciwko wyrokowi Trybunału, które szybko przekształciły się w wystąpienia tak brutalne, tak chamskie, nie przebierające w słowach czy raczej przekleństwach i innych obscenicznych środkach wyrazu protestu, łącznie z atakami na kościoły i odprawiających msze święte kapłanów, że – biorąc właściwe proporcje związane z upływem czasu i –jednak – wzrostem poziomu kultury – można je porównać do rabacji galicyjskiej.

 Jak kiedyś wprowadzenie kościelnej prohibicji w Galicji nie było główną przyczyną protestów, tak i teraz wyrok Trybunału nią nie jest. Tak wtedy, jak teraz, składa się na bunt wiele czynników. Pandemia, groźba utraty zarobków, zamykanie firm, braki w demokracji, jedynowładztwo Starszego Pana etc. Do tego doszedł upadek autorytetu moralnego Kościoła, a raczej jego hierarchów i puste przez pandemię kościoły, co także osłabia bardzo te resztki wiary tkwiące w ludziach formalnie wierzących.

 Jak to się skończy? Nawoływania Starszego Pana do obrony kościołów za wszelką cenę zostały podjęte przez nieliczną grupę oszołomów, dla których każda przyczyna do awantury jest dobra, ale odrzucone przez co mądrzejszych kapłanów.

 Ponieważ niedługo przywykniemy do koronawirusa i do tego, że ludzie umierają, ale będzie nam z tego powodu tylko gorzej i bardziej będziemy wkurzeni, gdy rząd w końcu ogłosi wyrok Trybunału protesty zaczną się od nowa i będą jeszcze większe.

A na stan wyjątkowy pan Prezydent na da zgody i to będzie jego największy udział w obronie demokracji w Polsce.

Więc tak naprawdę nie wiem, jaki będzie finał. Oby nie przelała się krew. Już narodzonych.

Andrzej Talarek

Zobacz też...