W Cieniu Jupiterów Mielec
Image default
Felietony Informacje

Sęk – czyli rzecz o rżnięciu [FELIETON]

„Prosto stuletnie drzewa się ścina, się rżnie na deski, jest deska, jest sęk”.  Skecz „Sęk” Konrada Toma w wykonaniu Edwarda Dziewońskiego i Wiesława Michnikowskiego z kabaretu Dudek bawi mnie do dziś.

Podejrzewam, że nie tylko mnie. Tak mi się skojarzył z obecną wrzawą na temat wycinania drzew na działkach będących w rękach prywatnych. Ustawa tylko przeszła, a już poszły piły w ruch i… się ścina, i się rżnie.

W części narodu zapanowało święte oburzenie, bo ustawa Szyszki doprowadzi do pustyni. W sieci zaroiło się od zdjęć, że wycinają nam Polskę jak długa i szeroka, że wiatr już hula po polach i parkach. Bełkot jest tak duży że doszedł on nawet do uszu prezesa (tego prezesa) i ma być szykowana jakaś zmiana.

Z innej strony jest grupa obywateli, która chwali ustawę. Że wreszcie na swojej działce będzie mogła robić z drzewami co chce. Że będzie można ścinać bez obaw. Że będzie można rżnąć… Jedyna rzecz dobra jaką zrobił ten rząd to właśnie ustawa o drzewach i niech się nikt nie waży jej zmieniać. Tak mówią niektórzy.

Przyglądnijmy się problemowi na chłodno. Przez kilkadziesiąt lat funkcjonowała ustawa mogąca puścić z torbami właściciela działki z nasadzonymi drzewami – bo podatek musiał zapłacić, a drzewo trudno było wyciąć. Jak już ktoś wycinał, to uzyskanie pozwolenia było  walką z urzędnikami, a i czasem ekobojówkarze też się zasadzali z protestami.

Gdy ktoś wyciął nieopatrznie drzewo bez pozwolenia, to komisje z urzędów przychodziły mierzyły wyliczały według stawek za wycięcie drzewa o obwodzie 500 cm czyli o grubości 160 cm kosztowało obywatela  1 311 415 zł (ponad milion złotych). Opłata za jeden cm obwodu wynosiła 2 622,83 zł. Przez kilkadziesiąt lat nie można było zrobić porządku z drzewami (nierzadko samosiejkami), bo finansowy miecz Damoklesa czekał na nierozważnych lub samobójców. Oczywiście można było dostać pozwolenie na wycinkę – ale nierzadko czekało się na ten urzędowy papier (zrobiony wszak w końcu z drzewa) miesiącami jak nie latami.

Teraz, kiedy wolno, ludzie nadrabiają stracony czas. Mając na uwadze, że z powodu wściekłych ataków na wycinkę naszej kochanej władzy może się odmienić, robią to na potęgę. W początkowym okresie będzie to być może masowy wyrąb bardziej lub mniej przeszkadzających drzew. Jednak w mojej  najbliższej okolicy nie widzę „że się ścina i się rżnie” – że zacytuję klasyka. Po kilku miesiącach masowa wycinka drzew ustanie i to wcale nie z powodu braku materiału do wycinania.

Dzięki ustawie można wreszcie w pełni władać swoją własnością. Protestują ekolodzy, że nie będą mieli czym oddychać, że im się drzewa wytnie. Proszę mi odpowiedzieć dlaczego właściciel działki ma finansować dobre samopoczucie miłośników drzew. Ekologu chcesz mieć pożytek z drzewa na cudzej działce? To zapłać, ile? Rzecz umowna – ale tyle aby się nie opłacało wycinać.

Mam osobisty stosunek do ochrony drzew przed wycinką za wszelką cenę. Ongiś w październiku 2009 roku spacerując ze swoim pieskiem po podwórku przed blokiem, chodziłem pod drzewami. Bo pies tak chciał, nie ja. Zaprowadziłem potem psa do domu, a po pół godzinie, gdy wyszedłem to zauważyłem, że drzewo pod moim blokiem złamało się.

To samo drzewo pod którym stałem, patrząc jak pies załatwia swoja potrzebę.  Od tego dnia uważam, że osoby decydujące o wycince drzew w przestrzeni publicznej wykonują pożyteczną pracę. Mają większą wiedzę niż przeciętny obywatel i mogą podjąć prawidłową decyzję.

I na koniec pytanie – kto zasadził w Mielcu te drzewa? Krasnoludki? Chyba nie. A swoją drogą, to niedościgłym wzorem parku jest dla mnie „Gaj emeryta” (mieszczący się za Domem Kultury jakby ktoś nie wiedział) – ten kto dobierał tam drzewa wiedział co robi. Pięknie i bezpiecznie jest tam o każdej porze roku, ale najpiękniej na wiosnę. A wiosna już tuż, tuż.

Mariusz Wiącek

SONY DSCSONY DSCSONY DSC

Zobacz też...