W Cieniu Jupiterów Mielec
Image default
Historia Informacje

Stan wojenny w WSK PZL -Mielec

Fragment z książki ,,Pilot doświadczalny” Henryka Bronowickiego.

Rozpoczął się grudzień 1981 rok, pamiętny miesiąc dla wszystkich Polaków. W przedsiębiorstwie narastała niestabilna sytuacja, wiece, strajki, dużo polityki.

Kilka kilometrów na wschód od Mielca był nie używany od kilkunastu lat poligon wojskowy nazywany Biesiadka od nazwy wioski. Wykonanie III zakrętu do lądowania na pasie 27 odbywało się nad poligonem. Na początku grudnia na poligonie pojawiły się radzieckie wojska, dziesiątki bojowych wozów piechoty, były również czołgi. Z dużym niepokojem obserwowaliśmy to z kabiny samolotu. Poligon przylegał bezpośrednio do drogi krajowej Mielec-Kolbuszowa i był oznakowany tablicami ostrzegawczymi. Wtedy praktycznie wszystko było reglamentowane poprzez system kartek. Na kartki było również paliwo. Mieszkańcy Mielca, którzy w większości byli pracownikami w przedsiębiorstwie, wieczorami brali kanistry na benzynę do samochodu i jechali w rejon poligonu. Wystarczyło się zatrzymać na drodze przy poligonie, aby po około 3 minutach zjawili się żołnierze radzieccy i za pół litra wódki lub bimbru można było otrzymać 20 litrów benzyny.

Solidarność w przedsiębiorstwie spodziewała się ataku na zakład. W komunikatach nadawanych przez radiowęzeł zakładowy nakazywano załodze barykadować bramy wjazdowe pojazdami zakładowymi uzbrajać się w łomy i inne narzędzia i bronić zakładu. Na szczęście nie było żadnego szturmu wojska na przedsiębiorstwo.

13 grudnia (niedziela) 1981 rok został ogłoszony stan wojenny, między innymi: przestrzeń powietrzna Polski została zamknięta, wszystkie loty w kraju zostały zawieszone, Wojsko Polskie przejęło kontrolę nad przedsiębiorstwem. W poniedziałek rano wszyscy pracownicy wydziału STARTU-u na lotnisku zostali zebrani w świetlicy. Wystąpił przed nami ppłk Stefan Ziembicki, ubrany bojowo, z dużym pistoletem w kaburze przy pasie. Był pilotem wojskowym, w przedsiębiorstwie od kilku lat był przedstawicielem Odbiorcy (wojsk lotniczych i Związku Radzieckiego), był naszym zawodowym kolegą. Z groźną miną i zimnym spojrzeniem oświadczył nam, że: przejmuje władzę na STARCIE, jest za wszystko osobiście odpowiedzialny i w przypadku jakiegokolwiek nieposłuszeństwa lub działalności niezgodnej z prawem osobiście ustawi pod ścianą i rozstrzela. Powiało grozą, była kompletna cisza, nikt się nie odezwał. Znając Stefana i widząc go przejętego swoja „misją” wiedzieliśmy, że może to zrobić. Spotkanie trwało 5 minut, następnie padł rozkaz rozejścia się do pracy. Myślę, że od tego momentu, dla wielu z nas, pracowników na STARCIE, ppłk Stefan Ziembicki przestał być kolegą.

Zakład Lotniczy kontynuował produkcję lotniczą, więc my fabryczni piloci doświadczalni wykonywaliśmy swoją pracę. Pięć dni po wprowadzeniu stanu wojennego, 18 grudnia rozpoczęliśmy w przedsiębiorstwie obloty samolotów, a 9 stycznia 1982 roku polecieliśmy grupą 6 Dromaderów trasą: Mielec – Bratysława (dotankowanie Dromaderów) – Budapeszt przebazowując samoloty dla węgierskiego Odbiorcy. W marcu trzy razy latałem do jednostki wojskowej w Radomiu, żeby oblatać trzy TS-11 Iskra według fabrycznego programu oblotu A po pracach technicznych wykonanych przez mechaników z przedsiębiorstwa. Nasza praca fabrycznych pilotów doświadczalnych praktycznie nie różniła się od tej z przed 13 grudnia 1981 roku. Występowały tylko różne niedogodności organizacyjne wynikające z niekompetencji różnych przedstawicieli wojskowych, którzy dublowali niektóre stanowiska kierownicze na lotnisku. ……..

Fragment z książki ,,Pilot doświadczalny” Henryk Bronowicki.

Zobacz też...