Slider

W poprzednim felietonie pisałem o zaczynającej się gorączce zbliżających się wyborów do rady miasta Mielca i coś zaczyna być na rzeczy. Publicznie swoje propozycje do budżetu na 2018 złożyli Nasz Mielec i osobno, pan Wdowiarz, kiedyś wiceprezydent przy Naszym Mielcu i panu Chodorowskim.

Czekać, jak odezwą się radni z PiS no i radni SLD czyli Razem dla Ziemi Mieleckiej. Chciałbym mieć też nadzieję, że swój program zamierzeń przedstawi pan Prezydent. Oczywiście mniej tu chodzi o budżet, bardziej o zbliżająca się elekcję.
Już we wrześniu radny Bieniek zapalił czerwone (no, może żółte) światło nad realizacją budżetu. Powiedział : „Chciałem zaapelować – pracujmy, ale jeżeli pootwieraliśmy tyle inwestycji, tyle miejsc, które wymagają interwencji, to jeżeli chcemy wyjść z jakąś kolejną fajną propozycją z punktu widzenia miasta, to oceńmy, czy ta propozycja nie pociągnie za sobą kolejnych ogromnych kosztów. Musimy być odpowiedzialni.

 

Realizujmy, ale jednocześnie nie wchodząc w duże kredyty. Analizując WPF (Wieloletni Plan Finansowy) za trzy lata będziemy mieć 150 mln kredytu. Jesteśmy za to odpowiedzialni. (…)
Unieważniamy kolejne przetargi bo środki finansowe w budżecie są mniejsze niż proponują firmy. Czyli brakuje nam pieniędzy w budżecie na ten rok i na kolejne lata.
(….) Jeśli będą kolejne koszty, to nie róbmy tego – dodawał radny”.

Może z tego właśnie powodu, z poczucia odpowiedzialności za finanse miasta, a więc i za miasto, propozycje Naszego Mielca oceniam jako raczej skromne.

Ale propozycje, propozycjami, programy, programami. Ogólnie słuszne. Chcemy mieć równe ulice, chodniki, ścieżki rowerowe. Większość chce mieć halę sportową, nie wiadomo tylko za ile chce ją mieć. Chyba mało kto za sto kilkadziesiąt milionów, bo wtedy na pewno na coś ważnego zabraknie. I nawet najciemniejszy ekonomicznie człowiek już to rozumie. To będzie dobry temat do walki politycznej, gdyby tak się stało.

Tym niemniej nie czekając na propozycje budżetowe kolejnych ugrupowań powiem, że chciałbym, by jakaś siła polityczna przedstawiła mi z tej okazji swoją wizję przyszłości Mielca, kierunki jego rozwoju. Abstrahując od tych rozbuchanych inwestycji, de facto konsumpcyjnych. Naprawdę równe ulice to za mało dla rozwoju, dla przyszłości miasta, i kto jak kto, ale radni mają obowiązek to wiedzieć.

Opozycja w Warszawie ma jeden program – ma nie być PiS, wtedy będzie lepiej. Jak na tym wychodzi, widać.
Opozycja w terenie – choć w przypadku Naszego Mielca jest to jedynie ćwierć opozycja, a innych nie widać – ma program chodnikowy. No i nowość – trochę senioralny. Seniorzy zaczynają być największą grupą nacisku. To nie jest wizja rozwoju. To nie jest odpowiedź na wyzwania przyszłości, które można i powinno starać się zdefiniować.

Rozwój strefy ekonomicznej w mielcu już się skończył. Nie ma nowych terenów, brakuje pracowników. Zresztą od nowego roku strefa obejmie całą Polskę.
Firmy są jakie są i się prędko nie zmienią. Zmiana profilu działalności to także lata, jeśli w ogóle. Truizmem jest, że trzeba nam produkcji skomplikowanej, niosącej z sobą duża wartość dodaną, a więc i większe zarobki dla zatrudnionych. Do tego potrzeba wysoko wykształconych ludzi. Klasyczne błędne koło – już o tym pisałem.

 

Jak je przerwać? Co robić, by Mielec nie został z przemysłem z mijającej epoki. Przemysłem, który znowu będzie schyłkowy, jak kiedyś była WSK. Rząd i pan Morawiecki lansują hasło Gospodarka 4.0. Hasła łatwo się formułuje, łatwo rzuca w eter. I nic, że są one prawdziwe. Ale gołe jak święty turecki. A trzeba je okryć faktami, badaniami, inwestycjami, wykształceniem etc.
Gdzie jest z tym Mielec? Który radny to rozumie? Obawiam się, że może jedynie Chodorowski. Bo nie wymagam tego od ludzi, którzy potrafią się tylko w mundur partyzancki ubrać i biegać po lasach. A jestem z całym szacunkiem dla historii i tradycji.

 

Ponad 20 lat temu dokonano w Mielcu swoistej rewolucji – nazwijmy ją umownie Gospodarka 3.0. Utworzono strefę. Jeszcze kilka lat będziemy z niej korzystali. A co dalej? Czy jest ktoś, kto dokona mieleckiej rewolucji Gospodarka 4.0?
Ja nikogo takiego nie widzę. Ja nie widzę żadnego pomysłu prócz wyrównywania ulic, chodników, budowy rozrywek.

Tak, szanowni panowie i panie radni, szanowni wyborcy. Nikt nam nie przedstawia wizji, która byłaby ratunkiem dla Mielca w nadchodzącej, trudnej przyszłości. Obecna władza poszła w propagandę sukcesów, których zresztą brak, przyszła władza będzie nam uprzyjemniała.

 

Za chwilę Mielec znowu zostanie zapyziałym technologicznie i tym samym społecznie miasteczkiem na skraju horyzontu, z którego uciekają wykształceni ludzie a żyją emeryci, dla których równy chodnik jest szczytem marzeń.

Tak sobie myślę na koniec, co by się mogło zdarzyć, gdyby jednak na prezydenta kandydował nie pan Kapinos, jak mi to ktoś podpowiedział, ale jednak pan marszałek Ortyl, który – znowu niektórzy tak mówią – być może czai się z boku, na razie dzielnie zaprzeczając, że prezydentura go absolutnie, ale to absolutnie nie interesuje. Co by się mogło zdarzyć? Też stary facet, 3 lata ledwie młodszy ode mnie. Czy miałby pomysł na mielecką rewolucję 4.0? czy tylko na przyjemności dla emerytów? Przyznam, że nie wiem.
U mnie w firmie rządzą młodzi ludzie. Niektórzy są genialni. Oni budują przyszłość, ja, stary, trochę doradzam, gdzie umiem, trochę moderuję rozpalone, młode głowy, pełne energii, pomysłów, ale i chęci walki. Myślę, że taka jest rola starych.

Wiem, że do gospodarki 4.0 potrzeba młodych. Ale takich mądrych, jak u mnie w firmie, to w polityce nie ma. I to źle rokuje na przyszłość. Bo młodzi w polityce dotychczas się nie sprawdzili.

Andrzej Talarek

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider