25 marca 2019 (poniedziałek) - 7:40
Slider
Image default
Andrzej Talarek Informacje

Ulica Daniela Kozdęby [FELIETON]

Rano, jadąc do pracy, co dnia od ponad miesiąca przejeżdżam nowym łącznikiem pomiędzy ulicami Wincentego Witosa i ulicą Inwestorów, przy której mieści się moja firma.

I do tej pory czyniłem to bezrefleksyjnie, zasłuchany w muzykę, która akurat sobie na kolejny poranek ustawiłem.
Łącznik, będący de facto nową, piękną, długą ulicą, wzbudza w człowieku poczucie satysfakcji, że są inwestycje w Mielcu godne pochwały. Fakt, na początku byłem sceptyczny co do tego pomysłu, ale ktoś widział dalej niż ja.

Tym „ktosiem” był zmarły prezydent Mielca Daniel Kozdęba.
Kiedyś, cztery lata temu, wiązałem z jego prezydenturą duże nadzieje. Los chciał inaczej, niż chciał zmarły prezydent, którego pomysły i dynamikę działania przerwała i zniweczyła choroba i śmierć. Los chciał inaczej, niż chciało wtedy wielu z nas.

Ludzie odchodzą. Sam proces odchodzenia bywa często bardzo tragiczny. Tak było i w tym przypadku. Oczywiście, tragizmu odchodzenia doświadcza najbliższe otoczenie chorego, może przyjaciele.
Organizacja , którą kieruje odchodzący, w tym przypadku miasto Mielec, żyje swoim życiem, nie przejmując się zbytnio losem chorego przywódcy. I tak musi być, bo czym jest los, nawet tragiczny, jednego człowieka, w porównaniu z bytowaniem dziesiątków tysięcy.
Tak uważałem dwa lata temu, tak uważam i dzisiaj. Bardzo mnie za taką postawę niektórzy krytykowali, zarzucając mi bark „serca”, empatii, i w ogóle brak uczuć ludzkich etc.
I ten felieton nie jest dla „zmycia win”, bo nie uważam się za winnego w najmniejszym stopniu. Przedłużanie wtedy stanu zawieszenia, swoistego bezkrólewia, bezwładzy w Mielcu, uważałem i nadal uważam za wielką szkodę dla miasta, nawet jak ten brak działań pomagał ciężko choremu prezydentowi przedłużać jego egzystencję.
Sam byłem kiedyś w rodzinie tym, który musiał bratu powiedzieć, że to już koniec i wiem, co się wtedy czuje.

Niezależnie od tego, co kto powie na moją inicjatywę i jakie mi przypisze intencje, stwierdziłem, że nadszedł czas, by z nią wystąpić.
Tym bardziej, że – mam nadzieję, że na zawsze – odeszła z Mielca „nowa polityka historyczna” lansowana przez PiS.
Trzeba szanować i czcić ludzi za to, co materialnie i duchowo zrealizowali dla naszej wspólnoty, a nie wyciągać z niebytu nieszczęśników, którym los nie był po wojnie łaskawy i na siłę czynić z nich wzorce do naśladowania. Czego?

Może nie zostało po zmarłym prezydencie wiele artefaktów materialnych – ta ulica jest jednym z nich – ale pozostała pamięć nadziei na nową dynamikę, na zmiany. Układ polityczny, w którym mu przyszło działać, był tak samo zabójczy dla inicjatyw prezydenta jak jego zdrowie. Popełnił błędy, ale miał też świetne pomysły. Jednym z nich jest łącznik drogowy pomiędzy Połańcem a drogą S7. Teraz tamtędy jeżdżę do Warszawy i marzy mi się, by kiedyś tę drogę zbudowano.
Pewnie czytelnicy znajdą inne przykłady pomysłów zmarłego, które mogły odmienić nasze bytowanie.

Myślę, że jest czas na zaproponowanie nowemu prezydentowi Mielca, by łącznikowi pomiędzy ulicami Witosa i Inwestorów nadać imię Daniela Kozdęby.

Ten gest będzie miał kilka wymiarów.
Po pierwsze docenimy ten kawałek życia Daniela Kozdęby, który poświęcił dla Mielca, i jako prezydent, i jako radny powiatowy.
Po drugie pokażemy, że władza docenia także – a może przede wszystkim – tych, którzy dla Mielca, tu i teraz, bez zadęcia jakiejkolwiek ideologii, działali i działają.
Po trzecie w końcu pokażemy, że jesteśmy w stanie znaleźć w sobie tyle pokory i zrozumienia ponad podziałami, by docenić także kogoś z nas, mielczan, nam współczesnych, odchodząc od łatwizny nadawania imion Jana Pawła, Hetmana Mieleckiego, Mickiewicza czy królowej Bony.
Czas na odwagę.
Zasłużeni są ludzie tu i teraz, dzisiaj i niedaleko wczoraj. Nie bójmy się docenić kogoś, bo był naszym sąsiadem, odłóżmy zawiść, bo ktoś nam nie powiedział dzień dobry. Nauczmy się doceniać człowieka, którzy popierał inną partię niż my, ale działał dla nas wszystkich.

Ale jednak nadawajmy imiona pośmiertnie.
Wielkie zasługi pana prezydenta Chodorowskiego, oby żył najdłużej, wierzę, że też ktoś kiedyś podobnie uczci.
Bo – wierzę także – już do tego momentu oduczymy się zawiści. A przynajmniej oduczymy się tego, że godne pochwały jest jej publiczne wyrażanie.

Andrzej Talarek

 

Slider

Zobacz też...

3 komentarze

QqQqQqQq 8 grudnia 2018 (sobota) at 21:45

Panie Talarek. Pomysł popieram. Jestem za „obiema ręcami i nogami”
Mam tylko jedną prośbę.
Proszę przeczytać raz jeszcze to co Pan napisał.
Błędy stylistyczne oraz interpunkcyjne czynią Pana tekst niesłychanie trudnym do zrozumienia.
Ogromna ilość przypadkowo postawionych przecinków, rozbudowane zdania podrzędnie złożone, wogóle jakiś taki chaos wypowiedzi czynią ten tekst trudnym do zrozumienia.
Wątek polityczny zupełnie nie na miejscu. Nie w tym temacie proszę pana.

A ponoć pisze Pan wiersze….Przykre.

Odpowiedz
Lucjan 10 grudnia 2018 (poniedziałek) at 11:01

Popieram! Wreszcie głos rozsądku!

Odpowiedz
wacław 14 grudnia 2018 (piątek) at 10:30

w50s
Panie Andrzeju popieram całkowicie. Powiem więcej, skończyć z podziałami i uhonorować w końcu też Tadeusza Ryczaja.
Będzie ku temu okazja po przebudowie ronda przy bramie głównej do dawnego WSK i nadać nazwę Jego imieniem.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Mielec: Informacje, Relacje, Wiadomości, Wydarzenia, Ogłoszenia, Nowości