Slider

Należy przestrzegać prawa. Także głupiego. Albo nieżyciowego. Prawo to prawo. Głupie prawo, ale prawo. Nurtuje mnie jednak pytanie, kto tworzy głupie prawo. Czy głupie prawo tworzą mądrzy ludzie?

Znak drogowy stojący przy drodze, to także jakiś element prawa. Ktoś, kto ma prawo tworzenia prawa, czyli w tym przypadku ustawienia znaku drogowego, decyduje tak, a nie inaczej, o tegoż znaku ustawieniu. A my obywatele mamy tego prawa przestrzegać.

Najczęściej tak jest, albo powinno tak być, że prawo tworzy się w interesie obywateli. Raz każdego z osobna, drugim razem o jednostce się zapomina, a ustanawia się prawo w interesie zbiorowości. Wychodząc ze słusznego – chyba – założenia, że to co dobre dla społeczności, w końcowym efekcie okaże się też dobre dla jednostki.

Jakiś urzędnik Urzędu Miejskiego w Mielcu ma prawo decydowania o miejscu ustawiania znaków drogowych. On i tylko on. Nie Policja. Policja jest po to, żeby pilnować, czy obywatel słucha urzędnika, czyli przestrzega prawa przez niego ustanowionego.

I jest sobie w Mielcu ulica. A przy niej z każdej strony chodnik. Nie na każdej ulicy w Mielcu tak jest, bo są ulice ruchliwe, które chodników wcale nie mają. Ale ta ma. Jeden chodnik szeroki, z elementem ścieżki rowerowej, i drugi wąziutki, pewnie 1,5 m. I po tym wąskim chodniku mało kto spaceruje, co można zaobserwować, jak ktoś ruszy siedzenie i podejdzie w tamten rejon. Bo ludziom wygodniej chodzić po tym szerszym chodniku, bo po pierwsze jest szerszy, a po drugie wędrówka ludów z ogródków działkowych do Osiedla (a to jest główny potok ludzi), jak też ludzi do kościoła, w sposób naturalny i odruchowy wręcz jest kierowana na chodnik szeroki i po nim głównie się odbywa. A po wąskim chodniczku mało kto chodzi.
I było do niedawna tak, że gdyby wąski chodnik zlikwidować, nikt by tego braku nie zauważył.

Ale od niedawna zauważy. Od niedawna ten wąski chodniczek – za sprawą urzędnika Urzędu Miasta i za sprawą jakiejś glisty, która nie może patrzeć na to, że ludzie przyjeżdżają do kościoła – stał się najważniejszym chodnikiem w mieście.

I tu znowu wracamy do tworzenia i przestrzegania prawa.
Gdy nie było zakazu zatrzymywania się przy tej ulicy, ludzie parkowali na wąskim chodniczku samochody. Nie łamali prawa zakazu zatrzymywania, bo znaku zakazu zatrzymywania nie było, ale łamali prawo nakazu pozostawienia chodnika o szerokości 1,5 m dla kogoś, kto tamtędy chciałby przejść. Prawie nikogo takiego nie było, bo prawie nikt po tym chodniku nie chodził.

A dodajmy tu jeszcze, że jak tydzień ma 168 godzin, to cała ta kwestia dotyczyła tylko 7 godzin w niedzielę. Czyli jakiegoś 4% czasu funkcjonowania ulicy i tego chodnika.
Więc każdy, najgłupszy nawet człowiek powie, że nie jest to wielki problem. A przynajmniej nie powinien być. I można go było rozwiązać, ustawiając przy obu istniejących przejściach na druga stronę ulicy znak informacyjny, że w niedziele i święta w godzinach od 8.00 do 15.00 przejście drugą stroną ulicy.

Nasz prawodawca, urzędnik Urzędu Miejskiego, miał prawo, by takie prawo ustanowić. Ale nie ustanowił. Można by zapytać, dlaczego? I nadal było tak, że zwężony samochodami wąski chodnik – zwężony przez 4% czasu jego użytkowania – nadal przeszkadzał jakiejś gliście i ta sukcesywnie wzywała policję, to nasz urzędnik poszedł – jak to urzędnik – po linii najmniejszego oporu i kazał postawić przy wąskim chodniku zakaz zatrzymywania się na cały okres egzystencji chodnika, czyli na 100 % czasu jego funkcjonowania. I dodatkowo nie umieścił przy istniejących przejściach dla pieszych – po obu końcach spornego chodnika – informacji, że zakaz zatrzymywania obowiązuje w niedziele i święta od 7.00 – 15.00 i że w tym samym czasie należy przechodzić drugą stroną ulicy. Szerszym chodnikiem.

Tak myślę – śmieszno czy straszno? Mała sprawa, która ma – moim zdaniem – swoje drugie dno, a którą swoimi działaniami Urząd tylko podgrzewa. A można by ją było uciąć przy piętach, gdy tylko powstała. Jestem przekonany, że te 4 % zmarnowanego „czasu pracy” chodnika kłuje w oczy inne 4%. Te inne 4%, to ta część mielczan, która nie może znieść wszystkiego, co jest związane z Kościołem. Zapewne niewierzących w Mielcu jest sporo więcej, ale to ludzie normalni. Te 4% to jest ta część, której jednego osobnika nazwałem w felietonie glistą. To także ta część, która hejtuje w Internecie w sprawie parkowania na chodniku bez podawania nazwisk, bo prócz tego, że są jacy są, to są jeszcze śmierdzącymi tchórzami.

Wierzę mocno, że Urząd – zapewne dbający zarówno o wierzących mielczan, jak i tych niewierzących – może zaniedbać te 4% istot niezadowolonych z życia innych. A może i ze swojego.

I ustanowić takie prawo – bo ma do tego i prawo, i obowiązek – by pogodzić te 96% mielczan i by nikt nie próbował sugerować, że Urząd jest za tymi czterema nieszczęsnymi procentami.

Andrzej Talarek

 

 

Jeden komentarz do wpisu Urząd Miasta a walka z Kościołem [FELIETON]

  • Pod walkę z kościołem można podciągnąć wszystko, nawet przestrzeganie przepisów ruchu drogowego a co się z tym wiąże zapewnienie bezpieczeństwa kierowcom i swobodnego przejścia po chodniku pieszym. Panie Talarek trochę ruchu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, zaparkuj Pan 200-500m dalej jak nie ma wolnego miejsca na parkingu w okolicy kościoła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider