25 czerwca 2019 (wtorek) - 2:17
W co się bawić? [FELIETON]
W co się bawić? [FELIETON]
W co się bawić? [FELIETON]
Andrzej Talarek

W co się bawić? [FELIETON]

Patrzę sobie na to, co się dzieje wokół pomysłu radnych PiS budowy na Górce Cyranowskiej wieży zwieńczonej figurą Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Patrzę tylko, bo nie chcę wprost, z różnych powodów, być uczestnikiem dziejących się wydarzeń, a może tylko dyskusji. Tym bardziej, że owe wydarzenia – co niebezpieczne – dopiero nabierają rozpędu i nie wiadomo, jak się skończą. A ja jestem już starym facetem i nie wpycham niepotrzebnie palca w drzwi.

Tym niemniej z ciekawości własnej powróciłem do swoich felietonów, aby sprawdzić, ileż to z nich poświęciłem w przeszłości tej sprawie. I stwierdziłem z zaskoczeniem, że opisałem się bardzo, ale to bardzo o naszej Górce. Tylko że pewnie prawie nikt tego nie czytał, a jak czytał, to się tym nie przejął. Bo o sprawach, które teraz są roztrząsane, ja pisałem 10 czy 6 lat temu.

Kilka, choć nie wszystkie, przypomnę. W 2007 roku napisałem felieton zatytułowany „Górka Cyranowska forever”, w 2011 felietony „Górka czyli Góra” i „Co ma szewc Kiliński do Mielca”, a w 2015 roku „Co może być widać z Górki Cyranowskiej”. A całej dzisiejszej wrzawy może by nie było, gdyby nie mój felieton z grudnia 2007 roku, zatytułowany „Święty (patron) dla Mielca”, kiedy zapewne panu Stali nie śniła się jeszcze Matka Boska, jako patronka miasta.

Pewnie najciekawsze są te najstarsze felietony, które dodatkowo są świadectwem – tu sobie pochlebię – jednak mojej przenikliwości w patrzeniu na rzeczywistość. I to tyle o Górce.

Bo przeglądając je, znalazłem – pod zatytułowanym „Górka czyli Góra” – bardzo ciekawą wymianę poglądów z kimś podpisującym się ~REFLEX. A w jednej z moich odpowiedzi znalazłem interesujące zestawienie, dotyczące gier i zabaw dzieci sprzed lat 50 – ciu, 60 – ciu. I postanowiłem dzisiejszym rodzicom małych dzieci, które tylko patrzą z pociechami w smartfony, przypomnieć, jak to kiedyś dzieci się bawiły. A jest to jeszcze o tyle aktualne, że dotyczy także zabaw na – będącej na ustach wszystkich – Górce Cyranowskiej.

„Napisałem (…) – na prośbę młodej mielczanki – jak wyglądała kiedyś Górka Cyranowska. Łaziliśmy po niej z chłopakami, bawiliśmy się w podchody, włóczyli po krzakach, udawali Krzyżaków, Maćka albo Zbyszka z Bogdańca, trzech muszkieterów, robiliśmy miecze, szpady, łuki, dzidy, karabiny z desek, piłowaliśmy z mosiężnych śrub sygnety, robiliśmy petardy dymne z ukradzionych w klatach bloków spisów lokatorów, które były drukowane na łatwopalnej folii, jeździliśmy na hulajnogach, goniliśmy z kijem za rowerową rafką, pływaliśmy po Wisłoce w nadmuchanych samochodowych oponach, robiliśmy latawce z listewek i papieru, sklejaliśmy samoloty ze sklejki, listewek i pergaminu, właziliśmy na wieżę triangulacyjną na Górce Cyranowskiej, wykopywaliśmy ludzkie czaszki z wydm za starym szpitalem i nawet je do siebie rzucaliśmy jak piłki, graliśmy w palanta, zośkę, w monety odbijane od muru ceglanego (bloków jeszcze nie potynkowano) graliśmy z Grześkiem Latą pod blokiem w piłkę, patrzyliśmy jak Jurek Milewicz zjadł całą żarówkę (choć bez gwintu), rzucaliśmy nożami w drzewo, słup albo drzwi od klatki, łaziliśmy po ciemnej piwnicy, bawiliśmy się w niej w chowanego, rzucaliśmy do siebie kamieniami, czasami toczyliśmy regularne bitwy blok przeciwko blokowi na kamienie, a córka chłopaka, któremu przylałem kamieniem teraz jest moją fryzjerką i o tym nie wie, robiliśmy proce na kamienie albo haczyki z drutu, robiliśmy dmuchawki na małe kulki i strzelaliśmy z nich, wystrzeliwaliśmy rakiety na wodę, wyłaziliśmy na dach bloku, podglądaliśmy dziewczyny, wisieliśmy na trzepakach głową w dół, właziliśmy na słupy elektryczne, zbieraliśmy przy torach kawałki siarki albo ładne kamyki z miką, wchodziliśmy na gapę na mecze np. Górnika Zabrze ze Stalą Mielec (6:1), właziliśmy na właśnie montowane przęsła hali sportowej, potem na gapę właziliśmy na koncert Marino Mariniego i inne także, skakaliśmy z wieży do basenu, jedliśmy ślimaki winniczki żywcem i na surowo, jedliśmy chleb z cukrem polany wodą, chodziliśmy do sadów by ukraść jabłka, szliśmy do Ogródków działkowych Metalowiec by zobaczyć pierwsze nutrie w Mielcu i było to prawdziwe zoo, wyprawialiśmy się za WSK, na śmietnisko przemysłowe, ścigani przez straż przemysłową, by zdobyć różne ciekawe materiał, np. kokainę (coś jak twarda pianka poliuretanowa) z której wycinaliśmy łódki, albo kawałki pleksy (plexiglass), albo blachę aluminiową, zresztą wtedy każda rzecz była przydatna, zbieraliśmy w lesie jagody i grzyby, paliliśmy ogniska z wysuszonego krowiego łajna, zbieraliśmy rękami stonkę ziemniaczaną, zbieraliśmy zioła by zarobić parę złotych, rozładowywaliśmy (nieco później) wagony za pieniądze, wynosiliśmy kurę z łazienki na pole, przywiązywaliśmy ją do trzepaka, by przez dzień trochę pojadła i doczekała do niedzieli, bo w niedzielę było mięso na obiad. Chyba tyle, sam się dziwię, ze tyle pamiętam, jakbym jeszcze pomyślał, to i inne sprawy by się przypomniały, np. wesela na wsi, pierwsza żarówka u Babci i włączenie światła zamiast lampy naftowej, zbieranie ziemniaków na polu, powrósła, … Kończę, pozdrawiam Pana”. Moi rówieśnicy z sentymentem i wzruszeniem zapewne przypomną sobie te czasy. Także ci, którzy dzisiaj bawią się nie na Górce, ale Górką.

Więc na koniec i ja też pozdrawiam i życzę wszystkim owocnych dysput o wieży na Górce Cyranowskiej. Dysput pomiędzy posiedzeniem Rady, dziennikiem telewizyjnym, protestami w mediach i spotkaniem w Domu Kultury. Dysput o tym, co będzie można zobaczyć z wieży na Górce i dlaczego.

Andrzej Talarek

 

 

W co się bawić? [FELIETON]

Zobacz też...

Dodaj komentarz

Mielec: Informacje, Relacje, Wiadomości, Wydarzenia, Ogłoszenia, Nowości
%d bloggers like this: