W Cieniu Jupiterów Mielec
Image default
Historia Informacje Kultura i nauka

WSK Mielec – fabryka ludzkich umysłów

Zakład nie tylko dawał pracę tysiącom ludzi, ale także budował osiedla, obiekty sportowe i kultury, drogi, kanalizację, wodociągi, szkoły, przedszkola oraz żłobki.

W okresie świetności Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu dawała pracę ponad 20 tys. ludzi. I choć zakład ten był socrealistycznym molochom i „fabryką przerabiania ludzkich umysłów”, to do dziś wielu wspomina go z nostalgią.

Początki mieleckiej fabryki należy upatrywać w przedwojennej Wytwórni Płatowców PZL Mielec, którą wybudowano w 1936 r. w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego. Ale tak naprawdę WSK w swej socrealistycznej formule powstała w 1949 roku.

Produkowali nawet wagoniki

Wówczas to na mocy centralnych rozporządzeń fabrykę samolotów przekształcono w wytwórnię sprzętu komunikacyjnego. Firma produkowała płatowce, jak i samochody: od małego mikrusa aż po pojazdy-chłodnie i wozy transmisyjne telewizji kolorowej. Była też aparatura paliwowa, silniki samochodowe, a nawet…. wagoniki do kolei wysokogórskich.

Były też próby z motocyklami i wreszcie rewelacyjny Melex – pojazd ekologiczny o napędzie elektrycznym, który zrobił furorę w Ameryce Północnej. Ale dominującą produkcją pozostawały samoloty. Na początku były to odrzutowce produkowane na potrzeby wojska, a potem płatowce na potrzeby gospodarcze. Dynamicznie rozwijający się zakład potrzebował coraz większej liczby pracowników. A oni nie pozostawali mu dłużni.

Fabryka żyła życiem miasta

Dlatego przeprowadzali się do Mielca z różnych miejsc Polski. Bo tutaj niemal od ręki dostawali mieszkania, a przecież – jak wiadomo – z tym był w Polsce problem. Nic więc dziwnego, że liczba mielczan wzrastała w ogromnym tempie. Dwukrotnie poszerzano granice miasta: w 1972 i 1985 r., kiedy to Mielec przekroczył liczbę 50 tys. mieszkańców.

Zakład kreował kształt miasta. W 1957 roku oddał do użytku wybudowane przez siebie osiedle fabryczne. Finansował: budownictwo mieszkaniowe, infrastrukturę drogową i wodociągowo-kanalizacyjną, przedszkola, szkoły i żłobki. Ale na tym nie koniec.

To WSK stworzyła w Mielcu bazę sportową na ówczesnym europejskim poziomie: stadion przy ul. Solskiego, halę sportową, baseny i hotel. Szkoły miały patronat poszczególnych zakładów. Fabryka żyła życiem miasta i vice versa.

W latach 70. XX w. w WSK Mielec pracowało ponad 20 tys. osób.

Gorycz dyrektora Ryczaja

Na początku tego roku w zapomnieniu i rozgoryczeniu zmarł Tadeusz Ryczaj, w latach 1966-89 dyrektor naczelny WSK, a więc w czasach jej największej prosperity. Ryczaja w jego domu odwiedził Józef Witek, mielecki historyk i regionalista.

Pisałem właśnie jego biogram do trzeciego tomu swojej „Encyklopedii Mielca” – wspomina. – Bez emocji opowiadał mi o swojej karierze. Nie chciał, aby pisać o nim wiele. Może pogodził się z rzeczywistością, a może nie czuł się dobrze. Dyrektor Ryczaj działał w specyficznych realiach, a WSK produkowała dla wojska w określonych uwarunkowaniach.

Wraz ze zmianami ustrojowymi niektóre „gorące głowy” poddały bardzo krytycznej ocenie jego wcześniejszą działalność – kontynuuje Józef Witek. – A byli też i tacy, którzy poddawali w wątpliwość sens i cel jego działalności. Później to w jakiś sposób ucichło i pojawiły się rzetelniejsze oceny, ale jeszcze i dziś trudno oceniać te czasy.

Rosjanie patrzyli na nas trochę z ukosa

Ale co by nie powiedzieć, jego wkład w rozwój zakładu i miasta był olbrzymi – zaznacza regionalista. – Choć pochodził z Kowla, to wychował się i mieszkał w Chorzelowie pod Mielcem. To z WSK związał całe swe życie zawodowe. Wedle relacji świadków, Tadeusz Ryczaj był charyzmatyczną osobowością. Potrafił przeforsować swoje pomysły.

Obszernego wywiadu wieloletni szef i twórca potęgi WSK udzielił natomiast Jerzemu Skrzypczakowi, dyrektorowi Muzeum Regionalnego w Mielcu. Oto jego wybrane fragmenty:

Hitem było uruchomienie produkcji Dromadera, samolotu dla rolnictwa. Był on przeznaczony na rynki zachodnie i do USA. Rosjanie nazywali go pogardliwie „garbusem” i patrzyli na tę produkcję trochę z ukosa. Za sukces poczytuję sobie także stworzenie dobrych warunków dla zdobywania wykształcenia przez młodych ludzi.

– WSK była fabryką do przerabiania ludzkich umysłów. Kto tam nie był, nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Pracę tam wspominam jednak z nostalgią, bo to były naprawdę fantastyczne czasy – podkreśla Janusz Chodorowski, w latach 1994-2014 prezydent Mielca, który w Wytwórni przepracował ponad trzy dekady.

Gospodarskie wizyty sekretarzy

Gdy zostawałem dyrektorem, pracowało około 12 tys. ludzi, gdy odchodziłem było ich ponad 20 tys. Na początku 120 osób miało wyższe wykształcenie, gdy odchodziłem było ich ponad 2 tys. Ściągałem do Mielca specjalistów z całego kraju. To jest sukces. Jeśli chodzi o porażki, to ich nie miałem. W każdym razie, dzisiaj już o nich nie pamiętam.

Nie mieliśmy wyjątkowej pozycji w Warszawie. Ale byliśmy najwięksi w branży lotniczej, stąd to zainteresowanie. Zakład często odwiedzały delegacje krajowe i zagraniczne różnego szczebla. Za moich czasów, z tego co pamiętam, w 1975 r. był premier ZSRR Aleksy Kosygin, w 1969 r. premier Józef Cyrankiewicz, dwa razy Edward Gierek, I sekretarz KC PZPR w latach 70., wraz z premierem Piotrem Jaroszewiczem, w 1972 i w 1976 r.

Mimo wszystko, to były fantastyczne czasy

Powstanie „Solidarności” w naszym zakładzie nie było żadnym zaskoczeniem, bo był to ruch ogólnokrajowy, który zrodził się spontanicznie i przybrał masowy charakter, także w Mielcu. U nas konfliktów w momencie tworzenia się związku specjalnie nie było. Ja też się zapisałem, bo uznałem, że skoro 90 proc. załogi tam jest, to i ja powinienem tam być”.

Człowiekiem, który 33 lata swego życia przepracował w WSK jest były prezydent Mielca, Janusz Chodorowski. – Poświęciłem tej firmie większość swego zawodowego życia – podkreślał w rozmowie z nami. – Pracowałem tam w sumie na 16 halach i na kilkunastu stanowiskach. Zajmowałem się głównie produkcją lotniczą. WSK była fabryką do przerabiania ludzkich umysłów. Kto tam nie był, nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Wspominam ją jednak z nostalgią, bo to były naprawdę fantastyczne czasy.

WSK działało w ramach innego ustroju – dodał były prezydent. – Utopijnego? Nie chcę go oceniać, ale – przyznaję – ten system nie miał nic wspólnego z rzeczywistością. Wraz z przemianami ustrojowymi zaczęły się masowe zwolnienia. Mnie też „podziękowano”. Na początku przeniesiono, a potem wystawiono świadectwo pracy i wyrzucono na bruk.

Tadeusz Ryczaj, w latach 1966-89 dyrektor naczelny WSK Mielec.

Wraz z upadkiem fabryki-molocha zaczęły się strajki, pikiety, i dramaty. Zwalniani ludzie najczęściej przychodzili pod Urząd Miasta. – Oni tutaj szukali sekretarza partii, który gdzieś im zniknął. Okazało się, że go nie ma i już nie wróci. W związku z tym, trzeba było na kogoś nakrzyczeć i wylać swoje żale. Ludzie nie wiedzieli na kim wyładować swoją złość. Nie znali przyczyn tego dramatu, ani jego sprawców – wspominał Janusz Chodorowski.

Przełomowy był 1995 r., kiedy w Mielcu utworzono pierwszą w Polsce Specjalną Strefę Ekonomiczną. Ona w dużej mierze przejęła rolę, jaką przez dekady pełniła WSK.

Paweł Galek

Paweł Galek  Artykuł ukazał się także w gazecie Super Nowości 

Mieleckie zakłady często odwiedzali dygnitarze partyjni i państwowi. W środku premier PRL, Józef Cyrankiewicz, z prawej – dyrektor WSK Mielec, Tadeusz Ryczaj. Fot. Archiwum

Zobacz też...

W Cieniu Jupiterów Mielec
Mielec: Informacje, Relacje, Wiadomości, Wydarzenia, Ogłoszenia, Nowości