Slider

Nie, żebym narzekał. Bo program Festiwalu muzycznego w Mielcu jest naprawdę dobry. Ale jak czytałem wywiad z Panią Kruszyńska, która kieruje obecnie Samorządowym Centrum Kultury, to naszły mnie refleksje natury muzycznej ale i ogólniejszej.

Zmieniła się nazwa festiwalu. Już nie będzie międzynarodowy. Od paru lat co najmniej był to tytuł na wyrost. Festiwali podobnych do mieleckiego jest w okresie letnim całe mnóstwo w prawie co drugim mieście w Polsce. Każde chce mieć jakiś festiwal, przegląd, muzyczne spotkanie etc. By zapewnić godziwą rozrywkę swoim mieszkańcom, a przy okazji być może ściągnąć do miasta turystów.

Działanie, jakie zaproponuję, wymaga czasu, ale i determinacji. I odwagi. Tak sobie myślę, czy nie nadszedł czas, by zacząć zmieniać formułę tego letniego przeglądu muzycznego i ukierunkować go na jakieś konkretne wydarzenie w jednym (szerszym) gatunku muzyki, które po paru (parunastu?) latach stałoby się wizytówką Mielca?

Bo nie oszukujmy się – Mielecki Międzynarodowy Festiwal Muzyczny nigdy taką wizytówką nie był i nawet nie miał na to szans. I jeśli chcemy, wraz z Panią Kruszyńską, by „to wydarzenie stało się marką miasta”, to nie może być marką miasta groch z kapustą, nawet gdy jest pyszny.

Zawsze w takich razach przypomina mi się festiwal jarosławski, „Pieśń Naszych Korzeni. Muzyka dawna w Jarosławiu”. Jest to naprawdę wspaniały festiwal o międzynarodowym zasięgu i sławie, choć pewnie niewielu mielczan o nim słyszało. I zjeżdżają do Jarosławia ludzie z całej Polski i z całej Europy, nawet świata. I sami jarosławianie także bardzo licznie w tym festiwalu uczestniczą.

Wspaniałe osiągnięcie, jakim jest ściągnięcie NOSPR – u do Mielca natychmiast będzie umniejszone poprzez salę, gdzie ta wielka orkiestra będzie koncertowała. Podobnie umieszczanie świetnego koncertu finałowego, z niełatwą przecież muzyką, na Placu AK to nie jest to, czego bym oczekiwał. Bo zasadnicza część widzów, którzy przyjdą na Plac, najpewniej tej muzyki nie zaakceptuje, licząc na cos takiego, jak daje się na błonach za Hotelem Polskim w Dni Mielca.

Ale jak tak pomyślałem o zmianach muzycznych, to przyszło mi na myśl, że nadszedł czas zmian w wielu innych dziedzinach. O zmianach politycznych wspominałem w poprzednim felietonie. Doszliśmy do czasu, kiedy ludzie zmian oczekują dość powszechnie. Więc i o zmianach trzeba pisać. Moja babcia mówiła, że jak dasz komuś palec, to złapie cię za rękę. Obecny rząd dał ludziom od razu rękę. Więc i dalsze oczekiwania ludzi będą większe. A za tym licytacja polityków także będzie rosła. W różnych dziedzinach. Ale o polityce już było. Będzie o poezji.

Odszedłem z Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej, bo uważałem, że jego formuła wymaga zmian. 50 lat w jednej formule to naprawdę o 20 lat za wiele. No i co? Spełnia się beze mnie. Jak niesie plotka, Towarzystwo Miłośników Ziemi Mieleckiej przemienia się w Towarzystwo Poetów Ziemi Mieleckiej, inspirowanych mielecką przyrodą i pragnieniem rywalizacji z Mieleckim Towarzystwem Literackim. Pomiędzy którymi przemykają się Zastanawiam się tylko, skąd tyle poetów weźmiemy? Czy wiersze można pisać na rozkaz?

Mielec też oczekuje zmiany. Zaczęła się wraz z prezydenturą Daniela Kozdęby, ale z różnych powodów wyhamowała. Nie tylko z powodu choroby Prezydenta. Co będzie dalej? Czego oczekują mielczanie?

Na pewno oczekują czystego powietrza, nawet jak jego zanieczyszczenie kojarzą wyłącznie Kronospanem, co nie jest prawda. Ale i świadomość zatruwania przez piece węglowe zaczyna się zwiększać. Tak jak świadomość wpływu zanieczyszczeń na nasze zdrowie. I to jest prawdziwy postęp w stosunku do sytuacji sprzed kilku lat. Przy śladowym bezrobociu rósł będzie nacisk na podwyżki płac.

W Szpitalu już się zaczęło. Raz rozbudzone oczekiwania będą żądały realizacji. I rząd będzie miał z tym prawdziwy kłopot. Bo ludzie zaczynają żądać, kiedy widzą wokół poprawę, a jej u siebie nie odczuwają. Niepokoje rodzą się zawsze wtedy, kiedy się polepsza po długiej „bryndzy”. Jak te zmiany będą wyglądały? Bóg raczy wiedzieć.

Wybory w Mielcu wygra ten, kto zaproponuje najdalej idące zmiany stanu istniejącego. Bo Mielec zastygł. Zaskorupiał. Zamarł w oczekiwaniu nowego. Skostniał, jak choćby z Festiwalem czy Towarzystwem. Mielec to skamieniałe miasto betonowych ludzi.

Pomiędzy którymi przeciskają się krwiści, młodzi, niezadowoleni. Którym nie podoba się budowa betonowych wież, betonowych pomników, betonowych skwerków. Którzy chcieliby ze swoimi dziećmi móc wyjść na świat, by zanurzyć się w zieleń, pozwolić dzieciom na bezpieczną zabawę w nowatorskich placach zabaw. Którzy chcieliby być karmieni prawdą, ale „lata” im prawda partii politycznych. Którzy chcieliby dla swoich dzieci pewnej przyszłości, przedszkoli, dających szanse szkół.

Co można zaoferować mielczanom, co w ich opinii będzie zmianą? Co przekona ich do oddania głosu. Nowa hala sportowa? Nowa biblioteka? Nic z tych rzeczy. Nie o takie zmiany ludziom chodzi.
Więc co?

Ciekawe to będą wybory.

Andrzej Talarek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Slider
Slider
Slider