21 sierpnia 2019 (środa) - 1:32
Jak obalać uprzedzenia i dlaczego środowiska LGBT tego nie robią? [FELIETON]
Jak obalać uprzedzenia i dlaczego środowiska LGBT tego nie robią? [FELIETON]
Jak obalać uprzedzenia i dlaczego środowiska LGBT tego nie robią? [FELIETON]
Facet z Mielca (Greg Pawlik)

Jak obalać uprzedzenia i dlaczego środowiska LGBT tego nie robią? [FELIETON]

Powyborcze zawieszenie broni długo nie potrwało. Przerwała je bulwersująca wiadomość o bezdusznej decyzji prezydenta Rzeszowa nieudzielenia zgody na „Marsz Równości”.

Jak można jednym ruchem długopisu odebrać spokojnym, uśmiechniętym obywatelom swobodę informowania przechodniów z kim lubią spędzać noce w swoich sypialniach?! Skąd teraz podkarpackie dzieci dowiedzą się o sprawach, o których wolne dzieci na Zachodzie uczą się oglądając wyzywająco ubranych demonstrantów? W końcu sędzia stwierdził, że pan prezydent racji nie miał i stuknął ostatecznie młotkiem. Teksty transparentów otworzą jednak młodym umysłom bramę do nowego, szczęśliwego świata tak odmiennego od tego, w którym żyli nasi smutni, szarzy, pozbawieni tęczowych barw przodkowie.

Świat się zmienia, drodzy Rodacy. Czy nie imponuje Wam odwaga działów marketingu tak wielkich firm jak YouTube czy Nike, które dzielnie ozdabiają swoje znaki firmowe barwami tęczy w czasach, w których jest to modne i zwiększa zyski? Czy nie dostrzegacie tragicznego losu homoseksualistów w Polsce, którzy za swoją orientację zamykani są w więzieniach albo publicznie kamieniowani na placach? Jeśli nie w Polsce, to gdzieś na pewno są (moja wrodzona poprawność polityczna nie pozwala mi wspomnieć gdzie). Tak czy inaczej – każdy powinien mieć prawo domagania się równości, nawet w kraju, w którym równość już jest.

PRZECIWNOŚCI I UPRZEDZENIA

Kończę z ironicznym tonem. Tak już zupełnie poważnie – prawdą jest, że osoby nazywające się „LBGT…” doświadczają czasem niezasłużonych przykrości. Nawet jeśli prawo nie odbiera im równości, wielu ludzi nadal kieruje się uprzedzeniami i krzywdzącymi preferencjami. Zresztą w różnych sferach życia.

Chłopak z płaskim brzuchem doświadcza większej liczby dziewczęcych uśmiechów od chłopaka z tkanką tłuszczową. Szczupłe dziewczyny częściej zapraszane są do kawiarni od otyłych. Nigdy o takim przypadku nie słyszałem, ale zakładam, że może tak bywać, że dobrze wykwalifikowany homoseksualista nie zostanie przyjęty do pracy przez uprzedzonego kadrowca. Dlaczego czarnoskóry w USA ma kilkukrotnie większe szanse sukcesu jako piosenkarz czy sportowiec od osoby pochodzącej z Europy? Dlaczego imigrant z Indii jest lepszym programistą od przeciętnego, rodowitego Amerykanina? Dlaczego Turek sprzedaje w Polsce więcej kebabów niż Polak pierogów? To wszystko jest nie fair.

To naprawdę nie fair. Żyjemy w świecie przeciwności, które zmuszają nas do pracy nad własnym charakterem. Aby odnieść sukces, potrzebujemy kreatywności, samodyscypliny, pokory i odnajdywania szczęścia i spokoju w granicach, w których dane jest nam działać. Aby jakoś w tym świecie przetrwać, ciągle musimy coś zmieniać, coś rozwijać i jeśli nie chcemy się stać zgorzkniałym, obrażonym na świat samotnikiem, musimy się nauczyć przebaczać. Każdy człowiek ma jakieś limity. Niektóre granice da się do pewnego stopnia poszerzyć – mi udało się kiedyś zrzucić dwadzieścia kilo i wyprostować krzywe od urodzenia zęby, ale niestety – słowiański, duży nos pozostał jaki był. Poziomu IQ też nie udało mi się powiększyć, chociaż – nie ukrywam – chciałbym być geniuszem.

Są na tym świecie ludzie bogaci i biedni, zdrowi i chorzy, ładni i brzydcy, inteligentni i mało inteligentni, mądrzy i głupi, silni i słabi. Miałem na studiach współlokatora – wysokiego, przystojnego, dobrze zbudowanego blondyna, który – nie przesadzam, całe popołudnia i pół nocy spędzał jak kartofel przed telewizorem. Z tym kartoflem to w sumie niewielka przesada – on w dużej mierze zbudowany był ze skrobi, bo bez przerwy zajadał się chipsami. I bezczelnie nie tył! Do nauki brał się na wieczór przed egzaminem i zawsze, cholera, dostawał wzorowe oceny. I jeszcze, skurczybyk, miał piękną dziewczynę, która przyjeżdżała do niego raz na tydzień z sąsiedniego stanu. A ja – mimo, że spędzałem godziny każdego dnia w bibliotece – ze stopniami nie zawsze było tak jak bym sobie tego życzył. Z dziewczynami spotykałem się w każdy weekend, a mimo tego przez długie lata nie miałem dziewczyny. Gdyby nie nadzieja, że ten mój kolega jest teraz grubym rozwodnikiem to zupełnie straciłbym wiarę w sprawiedliwość naszego świata. Oczywiście tak sobie tylko żartuję – życzę mu jak najlepiej (tak naprawdę to fajny był z niego gość).

Jak rozwiązać ten problem niesprawiedliwości? Jak pokonać głupie, ludzkie uprzedzenia? Rozważmy parę wariantów:

WPROWADŹMY RÓWNOŚĆ USTAWAMI.

Raz i na zawsze uczyńmy wszelkiego rodzaju dyskryminację nielegalną. Zabrońmy pracodawcom niezatrudniania mniejszości seksualnych, rasowych i innych. Niech w parlamencie zasiądą przedstawiciele każdej orientacji, narodowości, rasy i religii. Bądźmy jednak konsekwentni, nie zatrzymujmy się na pracodawcach i politykach. Istnieją przecież inne ważne aspekty życia poza pracą i prawem. Zabrońmy dziewczynom odrzucania zaproszeń otyłych i małomównych chłopaków na randkę. Niech żaden chłopak nie odrzuci bezkarnie zaproszenia homoseksualisty do kawiarni. Przyznajmy złym uczniom prawo do dobrych stopni. Odbierzmy pracodawcom prawo do zatrudniania na stanowiska kierownicze tylko osób z wysokim poziomem inteligencji.…

Dostrzegacie już problem?

Niektórych nierówności po prostu nie uda się usunąć. Nawet jeśli rozkopiemy każdą górę i zasypiemy nimi każdą dolinę – nie możemy zagwarantować, że nad każdym polem spadnie tyle samo deszczu.

Tam, gdzie wyrównywanie jest możliwe, usilne dążenia do ustanowienia równości muszą się dokonywać kosztem swobód i wolności osobistej. Łatwo też wyobrazić sobie niepożądane efekty wyrównywania rezultatów. Jeżeli każdy pracownik będzie zarabiał tyle samo, bez względu na swoje zdolności i pracowitość – czy nie mądrzej będzie pracować mniej i gorzej, skoro czy się stoi, czy się leży…?

W USA Prezydent Clinton postanowił pewnego dnia wyrównać szanse czarnoskórej części narodu. Przekonał Kongres, by zmusić amerykańskie uczelnie do przyznawania dyplomów mniejszościom rasowym. Założenie było piękne. Efekt jednak był odwrotny do planowanego. Pracodawcy często nie traktowali poważnie dyplomu czarnoskórego kandydata zakładając, że pewnie został na siłę przepchnięty przez studia chociaż się tak naprawdę nie starał niczego nauczyć. Wielu czarnoskórych absolwentów posiadało wiedzę i kwalifikacje, a mimo to trudniej było im znaleźć dobrą pracę. Dzięki Bill za taką pomoc!

WPROWADŹMY RÓWNOŚĆ ULICZNYMI MARSZAMI.

Przyznaję, że nigdy nie byłem świadkiem ani „Marszów Dumy” ani „Marszów Równości”. Jeżeli jednak setki fotografii zrobionych podczas tych imprez, dostępnych w Sieci nie zostały sfabrykowane Photoshopem, nie trudno wyrobić sobie o nich negatywnej opinii. Stałym ich elementem są wyzywające inscenizacje oraz kontrowersyjne, czasem odrażające zachowania i napisy na transparentach. Fakt ten zmusza mnie do kwestionowania szczerości organizatorów tęczowych parad zapewniających, że chodzi im o burzenie nieprawdziwych stereotypów i przekonanie społeczeństwa do tolerancji. Szczerze wierzę, że wielu uczestnikom o to właśnie chodzi, ale nie organizatorom.

Czy nie chodzi raczej o pogłębianie uprzedzeń i prowokowanie do oburzenia oraz gniewu ludzi religijnych? Czy prawdziwym celem nie jest podburzanie ludzi, którzy już odrzucili konserwatywne wartości do aktywnego buntu a skrajnych prawicowców do agresji? Aktywiści LGBT doskonale zdają sobie sprawę z tego, że w jednomilionowym mieście zawsze znajdzie się mała, ale głośna grupka chuliganów, którzy swoją agresywną postawą przyciągną obiektywy dziennikarzy, by móc potem powiedzieć: „Sami widzicie, że jesteśmy znienawidzeni i prześladowani – dlatego zmuszeni jesteśmy domagać się o specjalną protekcję państwa.”

Coś mi podpowiada, że tak właśnie może być. Prawdziwym celem, albo przynajmniej jednym z prawdziwych celów tęczowych marszów jest nie obalanie uprzedzeń, ale ich pogłębianie. To nie jest walka z nienawiścią, ale wywoływanie nienawiści. To trochę tak jak z prowokacją gliwicką z 31 sierpnia 1939 roku, której celem było zmanipulowanie niemieckiej opinii publicznej przeciwko Polsce. Chodziło o to, by naród spontanicznie stanął murem za swoimi przywódcami. Łatwiej jest nakłonić ludzi do wsparcia wysiłku o specjalne przywileje grupie, która zasługuje na współczucie i z podniesioną głową może się nazywać ofiarą niesprawiedliwości.

POKAŻMY, ŻE ZASŁUGUJEMY NA RÓWNE TRAKTOWANIE

Jeżeli działaczom organizacji LGBT faktycznie zależy na eliminowaniu uprzedzeń, dlaczego po prostu nie pokażą ludziom uprzedzonym, że się mylą?

Pewien mój znajomy z Kościoła do którego należę zawsze cenił sobie relację ze swoją babcią. Była ona bardzo religijną Katoliczką, ale niestety – bardzo uprzedzoną do religii niekatolickich. Uważała je wszystkie za „niebezpieczne sekty”. Dlatego mój znajomy postanowił nie mówić jej od razu o swoim chrzcie w nowej wierze. Po roku czasu zapytał babci, czy nie zauważyła u niego jakiś zmian. Babcia potwierdziła, że faktycznie stał się bardziej pogodny, mniej kłótliwy, przestał palić, pić alkohol, etc. Wtedy jej oznajmił, że rok wcześniej przyjął chrzest. Babcia spokojnie stwierdziła, że w takim razie zrobił dobrze skoro konsekwencje jego decyzji były pozytywne.

Nie sugeruję, że osoba będąca częścią mniejszości seksualnej musi koniecznie czekać aż osiągnie życiowy sukces zanim przestanie ukrywać swoją prawdziwą naturę. Przykład z babcią potwierdza jednak zasadę, że charakter człowieka najlepiej rozpoznać po owocach jego działania a nie nerwowym domaganiem się tolerancji i zrozumienia, na przykład okrzykami na ulicy, czy obrażaniem tych, którzy myślą inaczej.

MIT DWÓCH SKRAJNOŚCI

Mam w Warszawie kolegę, jednego z najbardziej inteligentnych i wykształconych ludzi jakich w życiu spotkałem. Nigdy nie odczuwał potrzeby uczuciowego związku z kobietą. Przeciwnie – podobają mu się mężczyźni. Nie nazywa się jednak „homoseksualistą”. Jest osobą religijną, głęboko wierzy w nauki Jezusa z Nazaretu. Jest przekonany, że Bóg przykazał ludziom by wiązali się w pary i zakładali rodziny. Nie ma wątpliwości, że małżeństwo to legalny związek między mężczyzną a kobietą, choć zdaje sobie sprawę z tego, że na pewne doświadczenia, łącznie ze związkiem z ukochaną małżonką będzie prawdopodobnie musiał poczekać do obiecanego zmartwychwstania.

Dlaczego o nim piszę? By pokazać, że wbrew propagandzie ruchów LGBT (z którymi się nie identyfikuje i ich nie popiera, choć przyznaje, że dobrze jest wiedzieć, że nie jest jedyny na tym świecie z homoseksualnymi tendencjami), świat nie dzieli się na ludzi tolerancyjnych popierających ich sprawę i ludzi uprzedzonych kierujących się nienawiścią. A ta grupa „tolerancyjna” nie dzieli się na homoseksualistów uznających homoseksualne zachowanie za coś normalnego czy dobrego oraz tolerancyjnych heteroseksualistów. Nie każda osoba SSA (ang. „same sex attraction”, czyli „pociąg do tej samej płci”) domaga się specjalnych przywilejów. Nie każda odrzuca Chrześcijaństwo z przykazaniem „Nie cudzołóż”. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że zostali z homoseksualizmu wyleczeni i założyli rodzinę (choć wg. Dr Jeffa Robinsona ze Stanu Utah, który spędził ponad 25 lat doradzając osobom z SSA, nie spotkał się jeszcze z przypadkiem kompletnego wyzbycia się pociągu do osób tej samej płci).

Z drugiej strony – osoby, które sprzeciwiają się tęczowym marszom, również robią to z przeróżnych powodów. Są niewątpliwie tacy, którzy cierpią na alergię do wszystkiego, czego nie rozumieją. Ale są i tacy, którzy kierują się nie nienawiścią, ale troską o bezpieczeństwo dzieci i dobrobyt przyszłych pokoleń. Wspomniany Dr Robinson twierdzi na przykład, że im bardziej zachowanie homoseksualne jest akceptowalne przez społeczeństwo tym więcej osób cierpi na zaburzenia seksualne. Na przykład – młody człowiek dorastający w dużym mieście ma większe szanse „nauczenia się” – jak to określa – czerpania przyjemności z fizycznych stosunków z rówieśnikami tej samej płci. W małych, tradycyjnych społecznościach homoseksualizm praktycznie nie istnieje (choć wszędzie, oczywiście, zdarzają się wyjątki).

JESZCZE JEDNO WYJŚCIE – WOLNOŚĆ

Osobiście należę do grupy Wolnościowców, osób przekonanych, że system społeczno-prawny oparty na wartości wolności jest nie tylko najbardziej przyzwoitym i sprawiedliwym systemem, ale przede wszystkim sprawdza się on w praktyce. Założenie jest bardzo proste: zamiast ustalać co jest właściwe a co nie przez demokratyczne głosowanie, wprowadźmy panowanie prawa do postępowania zgodnego z własnym sumieniem, pod warunkiem, że nie narusza ono wolności innej osoby. Chciałbym więc żyć w kraju, w którym każdy człowiek cieszy się równymi prawami (chodzi oczywiście o równy dostęp do możliwości a nie tych samych rezultatów różnych działań).

Obserwuję ten świat od jakiegoś już czasu i dlatego nie ufam przywódcom środowisk LGBT. Nie mam wątpliwości, że nie mówią prawdy zapewniając, że domagają się równości. Ich działalność w progresywnych miejscach w USA i innych krajach Zachodu rozpoczęła się od domagań przyznania im prawa do zawierania małżeństw między osobami tej samej płci (zapewniając, że absolutnie nie są zainteresowani prawem do adopcji dzieci), a kończy się prawem do adopcji, odbieraniem wolności religijnej (szczególnie Chrześcijanom) i karaniem wszystkich, którzy się z nimi nie zgadzają.

W niektórych Stanach USA użycie zaimka „ona” w określeniu kobiety, która ogłosiła, że czuje się mężczyzną jest przestępstwem. Ludzie za wyrażenie własnej opinii o tradycyjnej rodzinie tracą pracę i mają rujnowane kariery (dyrektor Firefox jest jednym z wielu takich przypadków). Osoby odmawiające przyjęcia zamówienia na usługę, która zmusiłaby je do postępowania wbrew swoim przekonaniom karane są przez sądy za dyskryminację (znane są przypadki cukiernika, który został ukarany, bo odmówił wykonania tortu na ślub homoseksualistów, czy łódzkiego drukarza, który nie chciał wydrukować plakatów LGBT). W Stanie Utah właściciele domów i mieszkań nie mogą odmówić podpisania umowy o wynajęcie lokalu parom homoseksualnym (heteroseksualiści nie posiadają tego przywileju). W Kalifornii psycholog nie może udzielić pomocy osobom, które borykają się z zaburzeniem tożsamości płciowej, chyba, że jego doradztwo prowadzone jest po linii zgodnej z filozofiami LBGT. Istnieją państwa w których bez względu na wolę rodziców dzieci nauczane są, że różnice między płciami tak naprawdę nie istnieją – są po prostu narzucane przez zacofaną kulturę (biedne postępowe nauczycielki doznają szoku, kiedy dziewczynki nie wyrażają zainteresowania zabawą autkami a chłopcy – lalkami). Międzynarodowa Organizacja Zdrowia ustaliła sobie za cel zachęcania siedmiolatków do masturbacji.

Czy chcemy żyć w świecie w którym księdzu odebrane będzie prawo do nauczania nauk swojej religii z obawy obrażenia kogoś, kto się z nimi nie zgadza? Czy katolicki kapłan lub protestancki pastor powinien być zmuszony pod lufa policyjnego pistoletu do udzielenia ślubu parze homoseksualistów mimo, że Biblia kategorycznie takich praktyk zakazuje? Czy nasza cywilizacja powinna się cofnąć do czasów, w których skazywano ludzi za odmowę złożenia pokłonu bogom miasta? Ile jeszcze nastolatków z SSA popełni samobójstwo po tym jak organizacje LGBT wmówiły im, że ponieważ ich rodzice są Chrześcijanami to znaczy, że ich nie kochają i dlatego powinni się czuć odrzuceni i prześladowani?

Niestety do tego właśnie zmierzamy, jeśli nadal będziemy ulegać fałszywym uśmiechom działaczy LBGT. Nie odbierajmy im prawa do wyboru własnego stylu życia – niech się kochają, niech dziedziczą majątek po swoim partnerze. Każdy człowiek ma prawo wskazania dziedzica jego własności. Zmiana odwiecznej definicji małżeństwa wcale nie jest konieczna. Nie pozwólmy im jednak odebrać naszych praw. Nie odbierajmy prawa dziecka do bycia wychowywanym przez mamę i tatę. Nie pozwólmy im ustanowić jedynego tolerowanego przez państwo kościoła antychrześcijańskiego (konsekwentnie jednak dążmy do ustanowienia rozdzielenia państwa od jakiejkolwiek religii i finansowania jakiejkolwiek denominacji z pieniędzy podatnika). Miejmy szacunek do przekonań innych, nie dyskryminujmy nikogo i nie pozwólmy, by prawo dyskryminowało tych, którzy odmawiają rzucenia się w nurt modnych obecnie filozofii.

WYLUZUJMY

Dlaczego godzimy się na rozstrzyganie każdej różnicy zdań droga demokratyczną? Czy wszyscy Polacy muszą być albo katolikami albo antykatolikami? Czy naprawdę nie ma innej opcji poza zbudowaniem w miejskim parku wieży z posągiem Marii a pomnikiem tęczy? Czy po parku nie mogą spacerować wszyscy – Polacy, Romowie, rodziny katolickie, protestanckie, mormońskie i ateistów, hetero- i homoseksualiści?

Czy nie możemy zgodzić się w tej jednej kwestii i przyjąć wartość wolności osobistej jako prawa każdego człowieka? Czy naprawdę muszę sprawdzać kto w danym momencie ma większość parlamentarną zanim decyduję się jaki powziąć następny krok? Czy moja żona i ja jesteśmy zbyt durni na decydowanie o tym jakich wartości powinniśmy uczyć swoje dzieci?

Czy naprawdę uważamy, że politycy, działacze i ustawodawcy są czymś więcej niż zwykłymi ludźmi należącymi do jakiejś bardziej rozumnej specjalnej rasy?

Czytelnikowi pozostawiam odpowiedzenie na te pytania. Jednocześnie jednak zachęcam do tolerancji i szacunku wobec wszystkich tych, którzy nie próbują nam odebrać wolności – takiej szczerej i niewymuszonej ustawami.

Facet z Mielca Greg Pawlik

Jak obalać uprzedzenia i dlaczego środowiska LGBT tego nie robią? [FELIETON]
Jak obalać uprzedzenia i dlaczego środowiska LGBT tego nie robią? [FELIETON]
Jak obalać uprzedzenia i dlaczego środowiska LGBT tego nie robią? [FELIETON]
Jak obalać uprzedzenia i dlaczego środowiska LGBT tego nie robią? [FELIETON]

Zobacz też...

1 Komentarzy

oczko 10 czerwca 2019 (poniedziałek) at 15:13

Polecam dobitne słowa abp. Jędraszewskiego: „Parady Równości zaprzeczają pięknu kobiety i mężczyzny i są okazją do szyderstwa z prawd wiary” https://wpolityce.pl/kosciol/450227-parady-rownosci-zaprzeczaja-pieknu-kobiety-i-mezczyzny?fbclid=IwAR3aP-vYMFqjhxBQyD1J-KgXAHFTUS2JUZWaTJK_z2GTYvIAYa988BhC444

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Mielec: Informacje, Relacje, Wiadomości, Wydarzenia, Ogłoszenia, Nowości