Slider

Przyznam, że czuję się niekomfortowo, przywołując w tytule felietonu Matkę Bożą, bo choć drugie przykazania zabrania używać nadaremno imienia Boga, to jednak mam poczucie nadużycia, tworząc taki tytuł.

Tym bardziej, że ostatnie zdarzenia wokół wieży widokowej nakazują dodatkową ostrożność. Ponieważ druga sprawa wynika być może z pierwszej, muszę je – chcąc nie chcąc – łączyć.

Nie tak dawno – zapewne na zlecenie Wydziału Inwestycji, Transportu i Gospodarki Komunalnej jakiś wykonawca pracowicie przebudowywał przyuliczny chodnik wzdłuż ulicy Parkowej, od strony lasu. Kończąc ułożył kostkę, a na dużej części obniżył krawężniki do poziomu jezdni.

Tak, by łatwo było najechać na nie samochodami, nie tylko terenowymi i służbowymi, ale najzwyklejszymi, jakimi ludzie jeżdżą na mszę, w niedzielę, do kościoła. Bo jak przyjeżdża się w niedzielę do kościoła, to na parkingu miejsca często brak, a chodnik zaprasza swoimi niskimi krawężnikami, by na nim zaparkować.

I jak Wydział Inwestycji Urzędu Miasta uporał się z przebudową chodników i krawężników, do akcji wszedł Wydział Dróg, Zieleni i Energetyki tegoż samego Urzędu I tenże Wydział Dróg przy tymże chodniku o obniżonym krawężniku – zapraszającym do parkowania w niedziele, kiedy samochodów bardzo wiele – nakazał postawienie znaku zakazu zatrzymywania się.

Wierzę, że w człowieku cały czas walczą ze sobą siły światła i ciemności. I wydaje mi się, że w Wydziale Dróg zabrakło na jakiś czas światła. I podjął jakąś decyzję po omacku. Pewnie miał jakieś świetliste argumenty o bezpieczeństwie, może dodatkowo o równouprawnieniu – choćby ludzi idących obiema stronami ulicy – albo o ochronie środowiska – wszak o parę metrów lasek się zaczyna. Pewnie miał i nam dał. Znak.

I może nie byłoby z tego wszystkiego tragedii, bo znakomita większość mielczan, z naszymi policjantami włącznie, a może nawet nade wszystko, to ludzie światli i mądrzy, i nie zamierzający szkodzić innym. Szczególnie tym chcącym się modlić w niedzielę, czyli najpewniej czyniącym dobro. Nie byłoby tragedii, gdyby nie jakaś glista, którą w niedzielę szlak trafia, że inni idą do Matki Bożej się pomodlić, a ta glista jest akurat niewierząca i iść nie może. Zresztą najczęściej tak jest, że glisty są niewierzące.

No i dzieje się, że to coś albo dzwoni na policję, albo zgłasza do Internetu zagrożenie na drodze. I chcąc nie chcąc policjanci przychodzą i spisują numery samochodów, stojących na niskim krawężniku, i ich właścicielom – w tym i mnie – dają 100 złotych mandatu.

Pal sześć te 100 złotych. Mnie stać na zapłacenie. Ale szlak mnie trafia. Oczywiście na tę glistę. Ale także na Wydział Dróg. Na jego urzędników.

Bo nic – szanowni panowie, a może i panie – nie stoi na przeszkodzie, by pod znakiem zakazu zatrzymywania się umieścić tabliczkę: „Za wyjątkiem niedziel i świąt w godzinach od 8.00 – 15.00”. A parę metrów dalej kolejną tabliczkę: „W niedziele i święta w godzinach od 8.00 – 15.00 przejście drugą stroną ulicy”

I koniec. Uszanujecie po pierwsze pracę waszych kolegów z Wydziału Inwestycji, po drugie nie będziecie dręczyć mieleckich policjantów, a po trzecie nie każcie biedniejszym ode mnie płacić za nic 100 złotych. No i zniszczcie psychicznie tę glistę.

Bo pomysł wykrojenia nowego parkingu w górce porośniętej lasem jest co najmniej nieprzemyślany. Już widzę protesty ekologów i czcicieli różnych innych kultów, niekoniecznie zaś Maryi. No bo drzewo jest święte! Taki pogański atawizm. Amen.

Andrzej Talarek

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider