18 lipca 2019 (czwartek) - 13:46
Spotkanie opłatkowe [FELIETON]
Spotkanie opłatkowe [FELIETON]
Spotkanie opłatkowe [FELIETON]
Teofil Lenartowicz

Spotkanie opłatkowe [FELIETON]

Opłatkowe spotkanie na sąsiednim osiedluTak się składa, że miesiąc styczeń jest każdego roku tradycyjnie miesiącem opłatkowych spotkań, w zakładach pracy, organizacjach społecznych, wśród sąsiadów i pozostałych środowiskach. Wszędzie dzielimy się opłatkiem, czasem coś mówimy, wspominamy, a następnie śpiewamy kolędy.

Jeśli sięgnę pamięcią, to za mojej młodości nie było to zjawisko tak powszechne jak obecnie, ale i czasy były inne. Dawniej kolędy śpiewało się w domu i przeważnie z gronie rodziny, lub w kościele. Zbieranie się w większym gronie mogło być niebezpieczne, lub co najmniej podejrzliwe.
Jeszcze będąc dzieckiem i w latach młodości kochałem śpiewać. Bawiąc się na podłodze ołowianymi żołnierzykami, wygrywałem nimi każdą wojnę, a wszystko odbywało się w takt śpiewanych patriotycznych piosenek.

Znałem tych pieśni bez liku, bo rodzice kochali śpiewać, a jak się nauczyłem czytać, to z domowego śpiewnika poszerzałem zasób tekstu. Były to wspaniałe czasy, ale nawet w czasie okupacji i stalinowskiego terroru, śpiewaliśmy w chórze po kryjomu patriotyczne pieśni i kościelne. Czasy choć były trudne, to jednak każde spotkanie z kolegami kończyło się śpiewem.

Obecnie jestem starym człowiekiem i nie mam okazji do śpiewania. Nie ma też zwyczaju, aby przy jakimkolwiek spotkaniu zacząć śpiewać jak dawniej.
Dlatego kiedy dostałem od sąsiada Kazia propozycję śpiewania, przyjąłem ją natychmiast. Kazio, mój wspaniały sąsiad, przedstawił mi propozycję, abym pojechał za niego śpiewać. On nie śpiewa, a wybiera się na śpiewanie kolęd.

W ten sposób znalazłem się w sobotę 5 stycznia wśród śpiewających kolędy znajomych Kazia. Przed wyjazdem wypiłem sobie surowe jajko, w celu poprawy głosu, bo musiałem śpiewać podwójnie, za siebie i za Kazia.
Zostaliśmy tam wspaniale przyjęci przez gospodarzy i pozostałych. Do śpiewu akompaniowały 2 gitary, a śpiew prowadził i rej wodził pan Rysio. 

Z lewej gospodarz i chociaż ma groźną minę, to uczestniczy w rozmowie z Kaziem

Z lewej prowadzący śpiewanie pan Rysio i siedzący uczestnicy kolędowania
Pan Rysio właśnie zbliża się do swojej gitary
i wszyscy śpiewamy
Jak wyżej
Z lewej widzimy uczestnika śpiewu z drugą gitarą i śpiew się potęguje

Mój sąsiad Kazio występował tam jako znany wrocławski Król Kurkowy i aby to podkreślić założono mu na głowę koronę.

 Miłą niespodzianką stała się obecność państwa Radomskich, znanych mi z parafialnej kawiarenki. 

Państwo Radomscy i Kazio
Śpiewom kolęd nie było końca. Wróciliśmy stamtąd grubo po północy
I napić się trzeba po śpiewaniu

Wyśpiewaliśmy ponad 50 kolęd ze wszystkimi zwrotkami do końca z przygotowanego śpiewnika. Oczywiście były przerwy na rozmowy, jedzenie i napitki, których gospodarze przygotowali bez liku, a wszystko było smakowite i zestawione na tzw. szwedzkim stole. Bawiliśmy się śpiewając kolędy do samej północy. Do domu wróciłem wspaniałej atmosferze pięknie spędzonego czasu. Świadomość, że istnieją ludzie kochający śpiewać poprawia samopoczucie. Jestem niezmiernie wdzięczny Kaziowi i całemu towarzystwu, że mogłem z nimi uczestniczyć w tym miłym spotkaniu. 


Teofil LenartowiczWrocław, dnia 18 stycznia 2019  

Spotkanie opłatkowe [FELIETON]

Zobacz też...

Dodaj komentarz

Mielec: Informacje, Relacje, Wiadomości, Wydarzenia, Ogłoszenia, Nowości
%d bloggers like this: