Slider

Kilka miesięcy temu zamieszkało w Mielcu dwóch młodych amerykanów.

Sam ten fakt brzmi niewiarygodnie, bo jak wiadomo wędrówki ludów odbywają się raczej w kierunku przeciwnym (nie bez powodu włodarze naszego miasta umieszczali niegdyś tablice pożegnalne „Tu rozwijają się skrzydła” na trasach wylotowych). Każdej regule towarzyszą jednak wyjątki.

Starszy Toone i Starszy Wood to faktycznie wyjątkowi ludzie. Są bardzo młodzi, ale nie przyjechali do Polski by studiować, czy pracować zawodowo, ale by służyć. Są misjonarzami, a właściwie wolontariuszami Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, którego członkowie często nazywani są „Świętymi w Dniach Ostatnich” albo po prostu „mormonami” (słowo „Saint”, czyli „Święty” w języku angielskim ma inne znaczenie od tego, którego używa się w naszej kulturze). Każdy, kto mnie zna przez przynajmniej 3 minuty wie, że jestem członkiem tego chrześcijańskiego (chociaż nie protestanckiego) wyznania. Dlatego właśnie postanowiłem przedstawić Wam moich przyjaciół z Idaho i Alaski, którzy zadomowili się już w Mielcu.

Każdy chyba mieszkaniec większego miasta w większości krajów na całym niemal świecie (wyjątki stanowią Izrael i kraje muzułmańskie – tam prowadzenie pracy misjonarskiej przez jakikolwiek kościół chrześcijański jest zabronione przez prawo) wie jak rozpoznać mormońskich misjonarzy: biała koszula, krawat, szczery uśmiech  i plakietka z nazwą Kościoła oraz napisem „Siostra [nazwisko]” lub  „Starszy [nazwisko]”. Tytuł ten nie oznacza wieku osobnika ale w naszym Kościele tak nazywamy osoby powołane do nauczania. Często jednak nazywani są po prostu po imieniu.

Tytuł „misjonarz” też jest trochę mylący, bo sugeruje nawracanie ludzi na nową religię. Są raczej wolontariuszami. Chętnie się angażują w różnego rodzaju służbę w szpitalach, domach spokojnej starości, pomagają w prowadzeniu badań genealogicznych, uczą bezpłatnie języka angielskiego, urozmaicają w liceach i na uczelniach lekcje języka angielskiego opowiadając po angielsku o kulturze swojego kraju, itp. Zawsze są chętni do rozmów na tematy religijne – i na tym głównie polega ich misja. Jednak często podkreślają, że nie są w stanie nikogo nawrócić, bo nawrócić człowieka może tylko sam Stwórca.

Kto się więc chce podszkolić w angielskim, może skorzystać z zaproszenia na darmowy kurs językowy i nie usłyszeć ani słowa o przesłaniu mormonów. A kto ma ochotę dowiedzieć się w co wierzą mormoni, może zostać po zajęciach na krótkiej prezentacji. Zapytałem mieleckich „Starszych” jak im się podoba w Mielcu. Odpowiedzieli, że w ogóle podoba im się w Polsce, ale Mielec jest miastem wyjątkowo przyjaznym i tolerancyjnym. Doświadczenia ostatnich 17 lat mojej rodziny, jedynych mormonów w mieście potwierdzają tę opinię, która obala mit o nietolerancyjnym, „ultra-katolickim” Podkarpaciu.

Wood i Toone - Mormońscy misjonarze
Warto tu obalić także inne mity. To, że prasa, portale społecznościowe i fora dyskusyjne nie mają wmontowanego detektora kłamstw jest faktem powszechnie znanym. „Na własne oczy czytałem.” – już dawno przestało być traktowanym poważnie argumentem. Niestety, od czasu do czasu spotykam się z przypadkami dość naiwnego przyjmowania wszystkiego, co wyświetla się na ekranie komputera czy smartfona. Korzystam więc z tej okazji, by złożyć osobiste świadectwo, że nie, nie jesteśmy poligamistami, używamy elektryczności, nie czcimy Józefa Smitha, nie odrzucamy Biblii (traktujemy ją na równi z Księgą Mormona), nie czcimy szatana, nie jesteśmy rasistami, sekciarzami, antykatolikami, poligamistami, agentami CIA, kanibalami, ufoludkami, wcielonymi diabłami, czy robotami. Nie jesteśmy też fanatykami religijnymi. Dla nas nauki Jezusa są praktycznymi zasadami, których stosowanie w życiu pomaga i zwiększa osobistą wolność.

Tak jak zawsze zachęcam osoby chcące poznać katolicką teologię do udania się do biblioteki i wypożyczenia wydanej przez Kościół Rzymskokatolicki encyklopedię katolicką a nie do szukania odpowiedzi w publikacjach towarzystwa „Strażnica”, tak samo zachęcam do osobistego poznania mormonów, lub zwrócenie się po informacje do oficjalnych stron naszego Kościoła (momoni.pl lub lds.org).

Nie, nie jesteśmy kultem czy sektą. Kościół Jezusa Chrystusa jest jedną z najszybciej rozwijających się religii na świecie i trzecią co do wielkości populacji w USA. Nasi członkowie znani są jako ludzie spokojni, uczciwi, dochowujący wierności małżeńskiej, stawiający swoją rodzinę na pierwszym miejscu  i jak ognia odmawiający państwowej pomocy społecznej. Znani jesteśmy z tego, że zawieramy małżeństwa na wieczność i często zakładamy dość duże rodziny. Znany, mieszkający w USA katolik Wojciech Cejrowski (którego niedługo będziemy gościć w Mielcu!), napisał kiedyś, że w Stanach wiele firm zabiega o zatrudnienie na pracownika zajmującego się finansami mormona, ponieważ daje to gwarancję uczciwego i rzetelnego prowadzenia ksiąg rachunkowych. Jednocześnie podkreślił, że księgowy – mormon ma jedną wadę: trudno takiego namówić na oszukiwanie na podatkach. Podzielam jego obiekcję, bo również nie cierpię płacić podatków.

Jedną ze znanych praktyk naszego Kościoła jest dwuletnia służba misyjna. Zarówno młodzi mężczyźni jak i kobiety zachęcani są do oszczędzania pieniędzy potrzebnych na realizację tego celu, choć często pomaga im rodzina, lub inni mormoni (tak było w moim przypadku). Misjonarzem można zostać po ukończeniu 18 lat. W tym okresie nie chodzą na randki i nie pracują zawodowo. Jest to okres, w którym koncentrują swoje działania na służbie dla Boga. Księga Mormona uczy, że kiedy służymy bliźnim, służymy Bogu. Stąd ciągła gotowość misjonarzy do pomocy. Jest to więc okres wytężonego rozwoju duchowego, pracy nad swoim charakterem, uczenia się przebaczania, cierpliwości i rozwijania miłości bliźniego a także rozwijania umiejętności, które pomogą w dalszym życiu osiągnąć sukces.

Nie pytałem Starszych Wood’a i Toone’a o ich powody wyjazdu na misję. Mogę się ich domyślić, bo sam kiedyś służyłem na misji (w innym polskim mieście – Chicago). Myślę, że przyjechali tutaj, bo są przekonani, że wszyscy ludzie są dziećmi Boga. Jesteśmy więc braćmi i siostrami. Pewnie dlatego, że życie w harmonii z naukami Jezusa sprowadza wewnętrzny spokój. Chcą więc by inni ludzie mogli go doświadczać. Pewnie dlatego, że kiedy słuchają przemówień przywódców Kościoła to biorą je tak samo poważnie jak słowa zapisane w Biblii.  Pewnie dlatego, że mogą uczyć innych jak rozmawiać z Bogiem i otrzymywać odpowiedzi na modlitwy. Pewnie dlatego, że chcą wszystkim chętnym wręczać darmowe egzemplarze kroniki starożytnych przodków Indian – Księgę Mormona, która opowiada m.in. o wizycie Jezusa w Ameryce. Pewnie dlatego, że zrozumienie Boga i planu jaki przygotował dla ludzkości pomaga człowiekowi lepiej rozumieć sens życia i lepiej oceniać codzienne doświadczenia, nawet te mniej przyjemne, a czasami bardzo bolesne. Mi na przykład misjonarze (których spotkałem w Łodzi ponad 25 lat temu) pomogli przestać patrzeć na kobiety jako obiekty pożądania a zacząć traktować każdą dziewczynę i kobietę jako zasługującą na największy szacunek córkę Boga. Nie oznacza to, że przestałem dostrzegać piękno urody – mamy w naszej mormońskiej kulturze takie (nie jestem pewien do jakiego stopnia natchnione) powiedzenie: „Jeżeli nie spojrzysz na ładną dziewczynę raz, to nie jesteś prawdziwym mężczyzną, jeśli jednak spojrzysz dwa razy to nie jesteś prawdziwym mormonem.”.

Muszę być do końca uczciwy i dodać, że nie wszystko mi się w tych młodych „Starszych” podoba. Nie podoba mi się na przykład, że nie chcą ze mną rozmawiać o polityce, po prostu nie podejmują tematu. Domyślam się, że to dlatego, że wierzą, że to diabeł nakłania ludzi do spierania się. Faktycznie, jest taki werset w Księdze Mormona i przyznaję, że stanowi ono dla mnie niemałe wyzwanie. Wiem, że to prawa, ale muszę się jeszcze do tej zasady nawrócić.

Skoro oni nie chcą to Wam tu coś napiszę o polityce. Nie byłbym sobą, gdybym tego nie zrobił. Tak więc chętnie informuję, że zasada rozdziału między kościołem a państwem jest oficjalną doktryną naszego Kościoła. Kiedy mieszkałem w USA, gubernatorem Stanu Utah został członek naszego Kościoła – Mike Leavitt. Po wygranych wyborach postanowił złożyć wizytę naszemu prorokowi (siedziba Kościoła znajduje się zaledwie kilka przecznic od budynku stanowego). Zapytał go, czy ma dla niego jakieś wskazówki. Wtedy prezydent Kościoła odpowiedział: „Pozwól, że ja zajmę się kierowaniem Kościołem, a ja tobie pozwolę kierować Stanem Utah. I niech tak pozostanie.”. Gdyby w Polsce wygrywali wybory mormoni (raczej się na to nie zanosi, ale pogdybać można), nasz Kościół nigdy nie pozwoliłby na to, by stał się religią uprzywilejowaną. Lekcje religii nigdy nie byłyby nauczane w szkołach publicznych i ani jeden grosz z podatków nie trafiłby na konto Kościoła (nasza działalność opłacana jest z dobrowolnych datków wiernych).

Cieszę się, że moja religia ma w Mielcu swoich przedstawicieli i cieszę się, że mielczanie godnie reprezentują przed moimi przyjaciółmi zza oceanu nasz naród i nasz region. W Stanach Zjednoczonych żyją setki byłych misjonarzy, którzy służyli w Polsce i do końca życia pozostaną zakochani w polskiej kulturze – jedząc bigos, kolekcjonując sztukę ludową, dzieląc się opłatkiem, ucząc swoje dzieci języka polskiego a często nawet uczęszczając do polskiej parafii katolickiej na pasterkę, by z Polakami pośpiewać nasze kolędy. Oby zawsze mormoni w Mielcu czuli się tak samo komfortowo jak katolicy w Stanie Utah.

I w ogóle cieszę się, że żyjemy na tym niedoskonałym ale jakże fascynującym świecie i – bez względu na wyznanie a nawet osobiste przekonanie o istnieniu czy też nie istnieniu Stwórcy – wszyscy możemy z każdą zgodną ze swoim sumieniem decyzją zbliżać się do Boga i „stawać w Nim doskonali”.

 

Greg Pawlik – facetzmielca.org

Jeden komentarz do wpisu UWAGA: Mormoni w Mielcu [FELIETON]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider
Slider
Slider