Slider

Zarzucił mi znany mielecki dziennikarz, że nie powinienem za nadto interesować się zdrowiem/chorobą Prezydenta, bo to jego prywatna sprawa. Odpowiedziałem mu, że nie interesuje mnie, na co choruje Prezydent, ale czy będzie w stanie pełnić swój urząd. Bo – w moim mniemaniu – bez prezydenta Mielec coraz szybciej będzie się „zapadał”.

Było to jeszcze przed komunikatem, że kolejna inwestycja, tym razem sztandarowa – hala sportowa- została najprawdopodobniej niedoszacowana i cenowo i czasowo. I tylko Bóg wie, co z nią będzie. A starą halę na wszelki wypadek rozwaliliśmy, choć mogła jeszcze – po warunkowym dopuszczeniu do eksploatacji – służyć rok czy dwa.

Po fiasku budowy biblioteki (niedoszacowanie kosztów ok. 50%, księgozbiór wyprowadzony nie wiadomo po co), odwołaniu remontu ulic (niedoszacowanie kosztów ok. 400%), to kolejny przypadek nietrafnego planowania i działania. Kogo to obciąża? Zarząd Miasta? Radę? Odpowiedzią będzie zapewne milczenie. Ale co z tym złotem w rowie- zapyta czytelnik?

Trześń Główna to rów-strumyk płynący od dawnej żwirowni w Rzochowie, znanej dzisiaj wielu lubiących wodę mielczanom bodajże jako kąpielisko Tropicana, w kierunku Wisłoki, do której wpada obok tego, co kiedyś było dworkiem na Wojsławiu, a teraz jest wielką, nowoczesną posiadłością bardzo bogatego człowieka. Każdego dnia, jadąc do pracy przejeżdżam ten strumyk-rów i od dwu lat nie przejeżdżam obojętnie. A dlaczego? Ano dlatego, że jak kiedyś ten strumyk płynął wyregulowany, czyściutki, z maleńką ilością wody na jego dnie, tak teraz jest szeroki, głęboki i zarośnięty jakimiś szuwarami i inną zieleniną, której nikt nie usuwa.

Ponieważ wysoki poziom wody w strumyku powoduje, że zalane są nasze, firmowe, separatory oleju (w których nigdy nie ma oleju, ale to już inna sprawa, bo czyścić je zgodnie z prawem musimy), usiłowałem w ubiegłym roku interweniować w sprawie czyszczenia strumyka, ale dowiedziałem się, że to wina bobrów, a z nimi nie da się wygrać, więc wreszcie sobie i Urzędowi dałem spokój. Stwierdziliśmy pewnie zgodnie, ja i Urząd, nie komunikując się ze sobą, że tego strumyku wyczyścić się już nie da, chociaż kiedyś był czysty. Ale to było kiedyś. Jednak niejako przy okazji sprawy znalazłem w Internecie komunikat Urzędu Miasta sprzed paru lat, a w nim tytuł: „Kolejna modernizacja cieków z unijnym dofinansowaniem”.

I z tego komunikatu, ustami rzecznika Urzędu pana Urbańskiego, dowiedziałem się, że „projekt modernizacji zlewni rowu Trześń Główna otrzyma dofinansowanie w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego”. „Wartość inwestycji związanej z projektem „Ochrona przed powodzią i racjonalna gospodarka zasobami wodnymi zlewni rowu Trześń Główna, z uwzględnieniem obszaru przemysłowego w Mielcu” oszacowana jest na 8 930 495 złotych, z czego niemal 7,5 miliona złotych będzie stanowić dofinansowanie w ramach RPO WP na lata 2007-2013. – Inwestycja zaplanowana jest w tzw. formule „zaprojektuj i wybuduj”.

„W ramach inwestycji ma zostać wykonane poszerzenie koryta rowu Trześń Główna na dł. ok. 800 m, profilowanie dna rowu i jego udrożnienie oraz budowa przepustów”. No i tu być może dochodzimy wreszcie do złota z tytułu felietonu. Może, choć niekoniecznie. Ale na pewno do pieniędzy.

Też z Internetu dowiedziałem się, że średni koszt budowy 1 km autostrady w UE wynosi 9,4 mln Euro, czyli około 40 mln złotych polskich (w Polsce jest nieco drożej). Czyli 1 metr bieżący autostrady w Europie buduje się za 40 tys. złotych polskich. A za ile zmodernizowano rów Trześń Główna koło Mielca? Ano za 11 tys. zł polskich za 1 metr bieżący. Dodam, że rów ma przekrój trapezu, dolny bok ma niecały metr, górny może ze trzy. No i jest obok kilka polderów, czyli takiego wyrównanego terenu, na który może z rowu wylewać się woda, choć nigdy tego nie uczyniła do tej pory.

Broń mnie Panie Boże, bym twierdził, że ktoś „wziął w łapę” przy budowie rowu i otaczających go polderów. Nic podobnego. Nawet nie twierdzę, że to za dużo kosztowało, jak na tę robotę, chociaż cały mój artykuł jest jednym wielkim zdziwieniem. Ale ja się na budowlach hydrotechnicznych nie znam.

Nurtuje mnie tylko pytanie, czy nie szkoda zostawiać tego tak kosztownego, wspaniałego rowu, będącego wizytówką naszej hydro-geo-techno-logii, nieoczyszczonego? Uprzedzając polemiki dodam, że brzegi rowu już zostały jakiś czas temu wykoszone. Czekałem, wierząc, że i z rowu będą usunięte szuwary. Ale nie są. I woda nadal wysoka i trudno jej się płynie pomiędzy.
A może by tak przekonać niektórych, że jednak w Trześni Głównej płukano złoto?

Ps. Dla ciekawych link: http://www.mielec.pl/kolejna-modernizacja-ciekow-z-unijnym-dofinansowaniem/

Andrzej Talarek

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Slider
Slider
Slider