Każdego roku wspominamy Westerplatte, gdzie bohatersko broniło się 200 żołnierzy, Monte Casino (45 tyś.), Powstanie Warszawskie (50 tyś.), Arnhem (2,2 tyś.), Tobruk. W bitwie budziszyńskiej która rozegrała się w kwietniu 1945 roku wzięło udział 90 tyś. żołnierzy 2 armii WP. Licząc od momentu klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 roku zajmuje drugie miejsce po Powstaniu Warszawskim pod względem liczby polskich ofiar. O tej ostatniej wielkiej bitwie pancernej II wojny światowej w której wzięło udział wielu żołnierzy z regionu mieleckiego pamięta jednak niewielu.


W wyniku ofensywy letniej 1944 roku wojska hitlerowskie zostały wyparte ze znacznych połaci ziem polskich. W jesieni 1944 roku wojska Armii Czerwonej i 1 armii WP gen. Berlinga zatrzymały się na linii Biebrzy, Bugo-Narwi, środkowej Wisły i Wisłoki. Na zachodzie, po inwazji wojsk sprzymierzonych w Normandii 06.06.1944 r. utworzono front zachodni.

Walczyły tam polskie jednostki wojskowe związane z legalnym rządem RP w Londynie: 2 Korpus Polski gen. Andersa walczący na froncie włoskim, 1 dywizja pancerna gen. Maczka oraz Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego biorąca udział w operacji „Market Garden” w rejonie Arnhem w Holandii. 21 lipca 1944 utworzono w Moskwie prosowiecki Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który rozpoczął powoływać polską administrację na ziemiach wyzwolonych spod okupanta hitlerowskiego oraz organizować zbrojne ramię w postaci Frontu Polskiego w składzie trzech armii i jednostek odwodowych.

Przewidywano, że do końca 1944 roku ludowe Wojsko Polskie, miało liczyć 400 tyś, żołnierzy. Wydano dekret PKWN o mobilizacji poborowych urodzonych w latach 1921-1925. Sytuacja polityczna na tych ziemiach była skomplikowana. Wkroczenie na ziemie polskie oddziałów sowieckich kończyło się rozbrajaniem żołnierzy AK, a następnie internowaniem i wywózką w głąb ZSRR. Podziemie niepodległościowe związane z AK nawoływało do bojkotu nowych władz i mobilizacji.

Nowe władze natomiast przy pomocy propagandy oraz specjalnych grup operacyjnych wychwytywały uchylających się poborowych od wojska. Na rzecz wojny zaczął pracować polski przemysł i rzemiosło. Fabryki lotnicze w Mielcu i Rzeszowie oddano Rosjanom w dzierżawę. Na mocy dekretów i zarządzeń PKWN chłopi byli objęci systemem dostaw obowiązkowych. Dla wojska rekwirowano podwody tysięcy chłopskich wozów i koni. Ogłoszono mobilizację koni stanowiących zasadniczą siłę pociągową formowanych armii.

Ogłoszone mobilizacje objęły także częściowo wyzwolony teren powiatu mieleckiego. Jeszcze w sierpniu Mielec był miastem frontowym, front przebiegał przez Wolę Mielecką. Kilka tygodni później został odrzucony kilkanaście kilometrów na południowy zachód. W Mielcu rozpoczęło się w miarę normalne życie. Żołnierze z naszego regionu, których punktem zbornym był Rzeszów, mieli zgłaszać się do Rzeszowa gdzie formowana była 10 Dywizja Piechoty która miała wchodzić w skład 3 armii WP.

Z wielu miejscowości naszego regionu głównie Mielca, Chorzelowa, Cyranki, Złotnik, Trześni powołano około 200 poborowych, którzy po krótkim przeszkoleniu w 2 pułku zapasowym w Rzeszowie zostali wcieleni do 10 Dywizji Piechoty /nazwanej po zakończeniu działań wojennych 10 Sudecką Dywizją Piechoty . Większość z nich trafiła do pułków piechoty czyli 25 pp, 27 pp i 29 pp. Oprócz roczników wymienionych w dekrecie o mobilizacji do dywizji trafili także mężczyźni starsi i bardzo młodzi a nawet dzieci, wielu z nich miało już za sobą wojnę obronną z 1939 roku lub udział w partyzantce.

Dywizja ta podobnie jak cała armia WP zorganizowana została na sposób gwardyjski wg etatów wojennych Armii Czerwonej z małymi odstępstwami takimi jak np. utworzenie duszpasterstwa wojskowego w składzie: 1 oficer (ksiądz kapelan dywizji) i dwóch szeregowców.

Uzbrojenie WP było sowieckie. Kadra oficerska w większości składała się z oficerów sowieckich. 85% Masy żołnierskiej stanowili Polacy. Na resztę składali się obywatele polscy narodowości ukraińskiej, białoruskiej i żydowskiej. Ta wielonarodowość armii oraz brak więzi z obcym ideologicznie prosowieckim PKWN żołnierzy armii było przyczyną stosunkowo wielu dezercji. Także w 10 DP było wiele przypadków dezercji karanych śmiercią lub kierowaniem dezerterów do plutonu karnego zorganizowanego przy 27 pułku piechoty. Znane są także przypadki dezercji żołnierzy z regionu mieleckiego. 14.01.1945 r. 10 DP złożyła przysięgę i otrzymała sztandar, ufundowany przez społeczeństwo miasta Rzeszowa. W związku z ofensywą styczniową oraz rezygnacją z tworzenia 3 armii WP, 10 DP została podporządkowana Naczelnemu Dowództwu WP i została skierowana na zachód w celu ochrony zabytków w Krakowie i obozu zagłady w Oświęcimiu oraz ochrony obiektów przemysłowych na Śląsku przed działalnością dywersyjną i sabotażową.

Wymarsz z Rzeszowa nastąpił 22 stycznia 1945 roku. Do Krakowa wojska dotarły 28 stycznia . Większość mostów na Wiśle w okolicach Krakowa dwa dni wcześniej została zniszczona przez hitlerowców. Pułki piechoty dywizji do Krakowa na wysokości Wawelu dostały się po lodzie. Defiladę koło Barbakanu wśród wiwatującej ludności odebrał Bolesław Bierut. Przez dwa tygodnie ochraniano zabytki w Krakowie, a jeden z oddziałów dywizji skierowany został do Oświęcimia w celu pomocy pozostałym przy życiu jeńcom i więźniom oświęcimskiego obozu.

Od 3.02.1945 do 28.02.1945 oddziały dywizji oczyszczały Zagłębie Śląskie od hitlerowców; pod nadzorem dywizji uruchomione zostały kopalnie i huty śląskie oraz inne obiekty przemysłowe. W tym czasie nastąpiła zmiana podporządkowania 10 DP. Rozkazem Naczelnego Dowództwa WP dywizja została wcielona do 2 armii WP, która w tym czasie koncentrowała się w rejonie Gorzowa. Do miejsca przeznaczenia w lasy puszczy barlineckiej dywizja została przemieszczona koleją. Zaraz po przybyciu rozpoczęto prace fortyfikacyjne. Kopano rowy i transzeje obronne. Wykorzystano stare umocnienia żelbetonowe Wału Pomorskiego. Wojsko przeczesywało okoliczne lasy, mokradła nadnoteckie i poniemieckie wioski w poszukiwaniu ukrywających się niedobitków armii hitlerowskiej pozostałych po walkach na Wale Pomorskim.

Te akcje oczyszczania terenu zapewniały spokój na tyłach 1 Frontu Białoruskiego. Jednakże 20 marca w związku z przełamaniem oporu armii niemieckiej na Pomorzu, 2 armia WP otrzymała rozkaz wymarszu w rejon Wrocławia celem zluzowania wojsk sowieckich, które okrążyły Wrocław zamieniony przez Niemców w twierdzę. 10 DP, a z nią powołani do wojska mielczanie, jeszcze tego samego dnia po południu rozpoczęła marsz o długości około 280 km. Po przybyciu 29 marca w okolice Wrocławia, nastąpiła kolejna zmiana. 4 kwietnia wydana została dyrektywa marsz. Koniewa (dowódcy I Frontu Ukraińskiego) na mocy której 10 DP jeszcze w tym samym dniu wyruszyła w rejon Nysy Łużyckiej aby wziąć udział w operacji berlińskiej. W nocy z 10 na 11 kwietnia wojska polskie zluzowały wojska sowieckie a 10 DP przyjęła pozycję do ataku na 18 km odcinku Nysy Łużyckiej: ujście Skródy, Dobrzyń.

Dla 10 DP której stan liczbowy w tym okresie sięgał ponad 10 tyś. ludzi rozpoczynała się ostatnia bitwa pancerna II wojny światowej zwana bitwą budziszyńską. 16 kwietnia 1945 r. na długości całej Odry i Nysy Łużyckiej rozpoczęła się operacja berlińska mająca za zadanie zdobycie Berlina i ostateczne pokonanie wroga. 10 DP wchodząca w skład 2 armii WP dowodzonej przez gen.

Świerczewskiego działająca w ramach I Frontu Ukraińskiego miała za zadanie wraz z 52 armią sowiecką sforsować Nysę Łużycka i nacierać w kierunku Budziszyna i Drezna. Głównym przeciwnikiem, z którym walczyli polscy żołnierze, były wojska niemieckie działające w składzie Grupy Armii „Mitte” dowodzonej przez feldm Shörnera. W jej składzie wchodziły między innymi: doborowa Dywizja Grenaderiów Pancernych „Brandenburg”, dywizje spadochronowo-pancerne „Herman Goering” , dywizje Waffen SS i inne. Po stronie niemieckiej przeciwko żołnierzom polskim walczyło około 100 tyś. żołnierzy, kilkaset czołgów i dział samobieżnych. 2 armia WP liczyła około 90 tyś. żołnierzy oraz około 500 czołgów i pojazdów pancernych.

Po stronie niemieckiej teren był pokryty zwartym masywem lasów Muskauer Forst (mużakowskich), na skraju którego ciągnęły się bagna i jeziora. Całość masywu poprzecinana była wieloma rzekami (Schwarzer i Weisser Schöps, Szprewa) i kanałami, które utrudniały prowadzenie natarcia. Pierwsza faza bitwy polegała na sforsowaniu Nysy Łużyckiej i przełamaniu obrony niemieckiej. Były to bardzo ciężkie walki dla 10 DP. Wojsko było dziesiątkowane, gdyż w tym rejonie forsowano rzekę w bród przy pomocy tylko nielicznych podręcznych środków przeprawowych.

Ranni żołnierze masowo się topili w rzece pełnej martwych ciał. Forsowanie rzeki utrudniało też ukształtowanie terenu. Od strony niemieckiej był urwisty brzeg, doskonale ufortyfikowany i zaminowany. Rzeka w tym miejscu miała 30-40 m szerokości, umocnienia i fortyfikacje ciągnęły się wiele kilometrów w głąb obrony przeciwnika. Nysę Łużycką wojska dywizji forsowały trzykrotnie z olbrzymimi stratami w ludziach i to bezskutecznie. Pod ostrzałem ciężkich karabinów maszynowych i moździerzy saperzy zaczęli budować most, który był gotowy o świcie 19 kwietnia. Dopiero o świcie 20 kwietnia udało się zdobyć zachodni brzeg rzeki i to dzięki temu, że wojska niemieckie bojąc się okrążenia zaczęły się wycofywać.

W dalszych dnia wojska 10 DP przeszły do pościgu forsując kolejną przeszkodę wodną – rzekę Szprewę oraz tocząc krwawe walki o miejscowości Tzschelln, Nochten oraz Boxberg. Ta ostatnia miejscowość, niewielka wioska leżąca nad rzeką Schwarzer Schöps została zamieniona w bardzo silny punkt oporu poprzez wybudowanie w niej schronów i otoczeniu jej trzema transzejami. Wszystkie podejścia do tej wioski zostały zaminowane, a murowane budynki zostały specjalnie przygotowane do obrony. W skutek zaciekłego oporu wojsk niemieckich które użyły nawet lotnictwa, zdobycie tej miejscowości zostało okupione olbrzymimi stratami. W tej pierwszej fazie walk począwszy od forsowania Nysy Łużyckiej zginęło wielu żołnierzy z naszego regionu.

W walkach o miejscowość Tzschelln zginął ogniomistrz działek 45 mm Wiktor Matuszkiewicz z Rzochowa, legionista i uczestnik wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. oraz jego syn Jan. Najwięcej mielczan zginęło pod Nochten i w czasie forsowania Nysy Łużyckiej i Szprewy, wielu zostało rannych. Po sforsowaniu Nysy Łużyckiej i pokonaniu trzeciej transzei został śmiertelnie raniony Jan Wodka ze Złotnik. Jego brat Władysław próbował go ratować ale Jan zmarł. Sam ranny w rękę walczył dalej. W miejscowości Priebus zginął Jan Prucnal z Dobrynina a dziesięć dni później jego młodszy brat Stanisław.

W tym czasie pozostałe odziały 2 armii WP dokonały bardzo głębokiego wyłomu w obronie niemieckiej. Ze względu jednak na zacięte walki, zgrupowanie armii Świerczewskiego podzieliło się na trzy części i zostało rozciągnięte na przestrzeni 50 km. Sytuacja ta była bardzo niepokojąca, ponieważ dodatkowo wojska niemieckie zaczęły przedostawać się na tyły wojsk sowieckich, które już zajęły Budziszyn, w skutek tego linia frontu była bardzo rozciągnięta. Dowództwo niemieckie uważnie śledziło sytuację i postanowiło wykorzystać nadarzającą się szansę. W niemieckich sztabach, w odróżnieniu od polskiego doskonale orientowano się w ugrupowaniu przeciwnika. 21 kwietnia na wschód od Budziszyna rozpoczęło się przeciwnatarcie wojsk niemieckich, które zapoczątkowało dramat wojsk polskich. W ciągu 24 godzin główne siły wojsk polskich zostały odcięte od pozostałych wojsk i okrążone. W dniu 22 kwietnia sztab armii nie posiadał łączności z dowództwem frontu.

W takich okolicznościach gen. Świerczewski jednak wydał rozkaz 1 Korpusowi Pancernemu oraz trzem dywizjom piechoty, najbardziej wartościowym jednostkom, posuwania się dalej na Drezno prawdopodobnie dlatego, aby zapisać się w historii jako zdobywca Drezna. Spowodowało to dalsze rozczłonkowanie armii. Od rana 22 kwietnia sytuacja armii zaczęła się pogarszać. Niemcy w miejsce wyłomu zaczęli wprowadzać nowe jednostki. Podczas tego ataku okrążone zostały tyły i sztab 5 dywizji piechoty oraz 16 brygady pancernej. Okrążone jednostki zostały praktycznie zniszczone. Zginął dowódca 5 dywizji Rosjanin gen. Aleksander Waszkiewicz, a z 16 Brygady ocalał tylko jeden batalion. Niemiecki atak spowodował chaos, który zapanował w sztabie armii i poszczególnych jednostkach. Zaczęły się poważne kłopoty z łącznością, wojska otrzymywały sprzeczne rozkazy (lub nie otrzymywały ich wcale). Zostały także przerwane linie zaopatrzeniowe dla wojska. Dopiero w południe 22 kwietnia gen. Świerczewski zdał sobie sprawę z grożącej armii katastrofy i wydał rozkaz 1 Korpusowi Pancernemu wycofania z okolic Drezna.

Korpus ten forsownym marszem pokonał tę samą trasę, którą nacierał rankiem tego dnia. Niestety było już za późno. 24 kwietnia wojska niemieckie, po dwóch dniach walki, odbiły Budziszyn i zaczęły zacieśniać pierścień okrążenia. Wojska polskie ponosiły coraz cięższe straty i sytuacja stawała się dramatyczna. By nie dopuścić do całkowitego rozbicia 2 armii WP gen. Koniew skierował na pomoc aż osiem dywizji I Frontu Ukraińskiego. Nakazał także ściągnąć spod Drezna 8 Dywizję Piechoty, co okazało się fatalne w skutkach dla pozostającej tam 9 Dywizji, która w ciągu najbliższych godzin została okrążona. W rejon miejscowości Niesky dotarł szef sztabu frontu gen. Pietrow aby osobiście dowodzić wojskami polskimi w tym rejonie. Nim jednak dotarły z odsieczą sowieckie jednostki, 25 kwietnia zginął oficer łącznikowy 9 Dywizji. Niemcy znaleźli przy nim rozkazy wycofania jednostki wraz z mapą przemarszu na nowe pozycje.

Niemcy postanowili wykorzystać okazję i zniszczyć kolejną dywizję. Rankiem 27 kwietnia kolumny wojska w „dolinie śmierci” pomiędzy Panschwitz, Kuckau i Crostwiz, wpadły w zasadzkę i 9 Dywizja praktycznie przestała istnieć jako jednostka bojowa. Setki stłoczonych na otwartej przestrzeni żołnierzy zostało wybitych ogniem artylerii i karabinów maszynowych. Niektóre pułki straciły do 75 % stanu osobowego, a warto wspomnieć, że Niemcy jeńców nie brali. Utracono artylerię i tabory, a ranny dowódca dywizji gen. Łaski dostał się do niewoli, gdy tymczasem sztab armii nie wiedząc nic o jej położeniu, wydawał jej coraz to nowe rozkazy. Dopiero 28 kwietnia za cenę olbrzymich strat udało się nieco ustabilizować sytuację. W dalszych dniach 29 i 30 kwietnia, przy pomocy jednostek sowieckich niemieckie natarcie zostało zatrzymane. W następnych dniach 2 armia WP przeszła do obrony.

Jednakże główne siły Grupy Armii „Mitte” nadal nie zostały pokonane. W nocy z 2 na 3 maja garnizon Berlina skapitulował, co jednak nie zmieniło drastycznie sytuacji, jako że duża część Czechosłowacji była zajęta przez wojska niemieckie włącznie z Pragą i łużyckim Budziszynem. Toczyły się cały czas zacięte walki pozycyjne w rejonie Budziszyna i Drezna. 10 DP, która znalazła się poza okrążeniem po zdobyciu wioski Boxberg nazywanej przez żołnierzy „piekielny Boxberg” toczyła zacięte walki o połączenie się z głównymi siłami armii zdobywając po drodze Spreefurt i kierowała się na Budziszyn.

Po samobójstwie Adolfa Hitlera nowy rząd hitlerowski Dönitza dążył do poddania się wojskom alianckim stawiając zacięty opór na wschodnim froncie. W związku z trudną sytuacją na tym froncie oraz stanowiskiem rządu Dönitza gen. Eisenhower – naczelny dowódca alianckich ekspedycyjnych sił zbrojnych w Europie zaproponował 4 maja Naczelnemu Dowództwu Armii Radzieckiej, posunięcie się w głąb Czechosłowacji do linii rzek Wełtawy i Łaby, co też prawdopodobnie przerwałoby bardzo krwawe walki wojsk sowieckich i polskich. Niestety Rosjanie nie wyrazili na to zgody, najprawdopodobniej aby nie utracić strefy wpływów, które gwarantował im układ w Jałcie. W tej sytuacji 2 armia WP wraz z jednostkami sowieckimi dalej brała udział w wyzwalaniu Czechosłowacji.

Mielczanie z 10 DP brali udział w dalszym zdobywaniu miejscowości Łużyc Górnych: Rauden, Uhyst, Milkel, Jetscheba, Commerrau, Wiesan, Dubrau. W wyniku tych walk udało im się w rejonie miejscowości Crosta połączyć z 8 Dywizją Piechoty, co ostatecznie zakończyło bitwę budziszyńska. Po ogłoszeniu kapitulacji 8 i 9 maja wojska gen. Shörnera nie podporządkowały się kapitulacji i dalej stawiały zacięty opór. Dopiero 11 maja, czyli już „po wojnie”, wojska polskie wraz z jednostkami sowieckimi wkroczyły do Pragi, po drodze ponownie wyzwalając Budziszyn. Sam feldmarszałek Shörner aby uniknąć niewoli sowieckiej przebrał się w tyrolski ubiór i przedostał się na stronę amerykańską. Później został wydany Rosjanom.

Wojska 10 DP swój szlak bojowy zakończyli 11 maja w Czechosłowacji w rejonie Velky Hubenow, Ĉeska Lipa. W bitwie budziszyńskiej po stronie polskiej zginęło, zostało rannych lub zaginęło około 19 tyś. żołnierzy. Straty 10 DP w której walczyli mielczanie to 2834 zabitych, rannych i zaginionych. Po ponad 60 latach analizując przebieg bitwy polscy historycy wojskowości wskazują, że sztab 2 armii WP w krytycznych dniach bitwy nie dawał sobie rady. Zawodziło współdziałanie pomiędzy poszczególnymi jednostkami i brak było właściwego rozpoznania przeciwnika.

Nie stanął także na wysokości zadania dowódca armii gen. Świerczewski. Ten propagandowy bohater wojny w Hiszpani, w 1941 roku dowodził 248 dywizją piechoty, która została całkowicie rozbita w kotle pod Wiaźmą. Z dywizji ocalało tylko kilku żołnierzy i jej dowódca. Świerczewskiego odsunięto wtedy od dowodzenia i przesunięto do szkolenia. Nie miał on potrzebnego doświadczenia aby kierować armią w warunkach słabego oporu przeciwnika, nie mówiąc już o ciężkiej bitwie w warunkach konieczności posiadania umiejętności improwizacji. Zmienił on np. ugrupowanie armii, która według założeń sztabu frontu miała większość swoich sił zgrupować frontem na południe dla ochrony przed ewentualnym kontratakiem. Ta fatalna w skutkach decyzja zaważyła na losie tysięcy żołnierzy. Jednak część winy nie leży po stronie dowództwa.

Brakowało w polskiej armii wysoko wykwalifikowanej kadry oficerskiej. Wymordowanie w Katyniu polskich oficerów odbijało się na wszystkich jednostkach Wojska Polskiego, także walczących na zachodzie. Te braki uzupełniano kadrą sowiecką. Podkreślić należy niesamowite poświęcenie zwykłych żołnierzy, którzy braki w wyszkoleniu, a zwłaszcza w doświadczeniu bojowym nadrabiali walecznością i zaciętością w walce. Wielu z nich także z regionu mieleckiego, poniosło najwyższą ofiarę. Groby prawie 4 tysięcy żołnierzy 2 armii WP ekshumowanych po wojnie ze wszystkich pól bitewnych znajdują się na cmentarzu wojennym w Zgorzelcu. Podczas tej bitwy nie obyło się bez zbrodni na żołnierzach 2 armii WP.

W miejscowości Horka wpadła w zasadzkę kolumna wraz z ewakuowanym szpitalem polowym (około 200 rannych). Żołnierze Wehrmachtu przystąpili do systematycznego zabijania rannych na wozach. Lżej ranni uciekali do lasu, a tam niemiecka ludność cywilna dobijała ich łopatami. Świadkiem tego zdarzenia był kapelan 9 dywizji ksiądz kapitan Jan Rdzanek, który ocalał cudem, mimo postrzału w potylicę. Znany też jest raport z oględzin ciała znalezionego po 12 dniach dowódcy 5 DP gen. Waszkiewicza. Wynika z niego, że przed śmiercią był bestialsko torturowany. Za życia wyrżnięto mu lewe oko a prawe wykłuto. Bardzo podobnie postąpiono z pozostałymi żołnierzami 5 dywizji, którzy wpadli do niewoli. Takich przypadków było więcej. Z drugiej strony zastanawiająca jest mała ilość jeńców niemieckich pojmanych do niewoli przez wojska polskie.

Andrzej Krempa

Towarzystwo Miłośników Ziemi Mieleckiej

 

Budziszyn_1945_a

Jeden komentarz do wpisu Budziszyn 1945 – zapomniana bitwa z udziałem mielczan

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Slider

Slider
Slider
Slider
Redaguj z nami…
napisz